Przy okazji Dnia Kobiet zrobiło się trochę głośniej odnośnie aborcji. No to i ja dorzucę swoje trzy grosze.
Na początku zaznaczę, że nie jestem kobietą. Może więc paść argument dlaczego chcę decydować o nieswoim ciele. Dlatego ważne jest, aby w tego typu debatach uruchamiać zwłaszcza kobiety, że tak się wyrażę. Prawda jest taka, że nie chcę, nie mam takiej potrzeby, ani ochoty decydować o czyimkolwiek ciele. Na zagadnienie patrzę z punktu społecznego. Zakazana aborcja = więcej urodzeń = więcej młodych obywateli (w starzejącym się przecież społeczeństwie). Dodam, że jednocześnie jestem zwolennikiem legalności metody in vitro, aczkolwiek bez subsydiowania z budżetu państwa; ale to już kolejny temat. Ktoś może powiedzieć, że wyjadą dokonać aborcji do innych krajów, gdzie taki czyn jest legalny. Tylko, że właśnie część osób może się rozmyślić przed dokonaniem tego, mieć więcej czasu nad zastanowienie niż w przypadku, gdyby aborcja była pod ręką. Uważam także, że wszelkie statki aborcyjne wpływające na polskie wody powinny być natychmiast przeganianie przez straż przybrzeżną. Z drugiej strony sądzę, iż powinna być jak najbardziej utrzymana możliwość dokonania aborcji w przypadkach, gdy ciąża: zagraża życiu ciężarnej; pochodzi z gwałtu; brzemienna jest za młoda; dziecko urodziłoby się niepełnosprawne.
Podsumowując, obecna sytuacja jest optymalna, czyli aborcja ogólnie zakazana i dozwolona jedynie w nadzwyczajnych przypadkach.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)