Jutro wybory prezydenckie w St. Zjedn. Ameryki. Z tej okazji warto pokrótce wspomnieć jak wygląda tam ordynacja wyborcza. Otóż obywatele oddają głosy poprzez elektorów co już samo w sobie wprowadza nieścisłości (przykład: nie rozdzielisz dokładnie 1025 jabłek pomiędzy 100 osób). Kolejna rzecz, że oprócz 2 stanów (Maine i Nebraska) w pozostałych obowiązuje coś takiego, że gdy jakiś kandydat zbierze większość elektorów, to wszyscy z danego stanu zagłosują na niego (czyli np. w stanie gdzie jest 20 elektorów, 11 zagłosuje na A, 9 na B, to A zbiera całą pulę). Powoduje to, że wcale nie musi wygrać kandydat z największą ilością faktycznie oddanych na niego głosów - taka sytuacja miała miejsce m.in. w 2000 roku. Tylko czy o to chodzi w ustroju demokratycznym? Demokracja = rządy większości.
I pomyśleć, że Amerykanie pretendują do osądzania oraz rozkazywania - często na siłę (zwłaszcza za kadencji Busha, ale nie tylko) - innym krajom jak ma wyglądać demokracja...


Komentarze
Pokaż komentarze