Cezary Gmyz, autor artykułu w ”Rzeczpospolitej” o tym, że na wraku tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem znaleziono ślady trotylu i nitrogliceryny, został zwolniony z gazety – podał serwis wPolityce.pl.
przegladmediow.pl/wiadomosci/press/gmyz_zwolniony_z_rdquo_rzeczpospolitej.html
Zrozumienie swych błędów jest podstawą, obok ukarania winnych. Jak widać, właściciel wydawnictwa Grzegorz Hajdarowicz wraz ze swoją radą nadzorczą doszli do właściwych wniosków. Od samego początku tej afery mówiłem, że ponoszący za to odpowiedzialność powinien/powinni zostać ukarani (patrz jeden z moich poprzednich wpisów: rkatafrakta.salon24.pl/459778,pol-miliona-kary-dla-rzeczpospolitej ). Czy powyższa decyzja wystarczy do zażegnania sprawy? Nie wiem, nie jestem etykiem mediów, ale muszę przyznać, że zwolnienie wspomnianego dziennikarzyny jest niewątpliwie krokiem w dobrym kierunku. Jest to właściwy wniosek nie tylko z powodu możliwości uniknięcia lub zmniejszenia ewentualnej kary, ale także pozytywne dla samej gazety - przecież Rzeczpospolita uchodziła za poważne pismo, od pisania o wybuchach sruchach oszołomy mają już przecież swoją Gazetę Polską i tutaj Rze i tak nie uszczknie za dużo dla siebie, bo to już są stali czytelnicy GP; a tylko może wystawić się na śmieszność i niepowagę.

Powyżej: C. Gmyz w pisowskim namiocie ,,Solidarnych2010'' E. Stankiewicz.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)