Gdy planowano i realizowano modernizację węzłów wokół Tarnowa (w tym wlotu przez ul. Lwowską i al. Jana Pawła II), WRBRD (Wojewódzka Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego) – reprezentowana wówczas m.in. przez Romana Ciepielę – zajęła radykalne stanowisko popierające miasto w walce o ograniczenie ruchu ciężkiego Zgodnie z jej rekomendacją zrezygnowano z drogi dwupasmowej pod wiaduktem, co argumentowano tym, że - i tu najlepsze „Obawiano się, że wąskie gardło, jakim przez lata pozostawał przejazd pod wiaduktem kolejowym na ul. Lwowskiej, ulegnie całkowitemu paraliżowi”.
W konsekwencji zamiast rękami PKP PLK poszerzyć drogę do dwóch pasów w każdą stronę pod wiaduktem, pozostawiono po jednym pasie i ciąg pieszy na kładkach powyżej. Zgodnie z projektem PKP PLK (który wtedy nie przeszedł) ruch pieszo-rowerowy miał odbywać się kilkanaście metrów dalej. Argumentacja „to nie my to nasi poprzednicy” funkcjonowała już wtedy. Cytując wywiad Pawła Chwała z Gazety Krakowskiej z dnia 5.09.2021 r. z Arturem Michałkiem (dyrektorem ZDiK). „ZDiK to wprawdzie kontynuator TZDM, ale nie mogę brać odpowiedzialności za decyzje osób, które wtedy odpowiadały za kwestie dotyczące dróg i komunikacji w mieście”. Czy ktoś poniósł jakąkolwiek odpowiedzialność z Romanem Ciepielą jako szefem WRBRD na czele, oczywiście że nie. Cytując dalej tekst z wywiadu „Mnie wtedy w urzędzie nie było – tłumaczy się i dodaje, że uzgodnienia z PKP w sprawie remontu wiaduktów prowadzone były już kilkanaście lat temu. Możliwe, że nikt wtedy jeszcze nie myślał o budowie dodatkowych pasów na Lwowskiej, ponieważ nie było jeszcze autostrady, a ruch w mieście był mniejszy niż obecnie – zauważa.” Argumentacja zajefajna, oczywiście że autostrady nie było, ale były plany rozwojowe przygotowane jeszcze za czasów Stanisława Opałki, które między innymi przewidywały zjazd na Niedomieckiej, ale po co korzystać z gotowych opracowań i koncepcji, lepiej wykazać się radosną twórczością.
Wracając do tematu, co robi Roman Ciepiela gdy zostaje prezydentem miasta Tarnowa? - usiłuje naprawić swój błąd jako szefa WRBRD i decyduje o przebudowie drogi pod wiaduktem. W 2024 roku ZDiK rozpisuje przetarg według którego poszerzenie miało kosztować 22 mln zł (w sumie remont Lwowskiej od Szpitala do zjazdu na obwodnicę i od ronda na Lwowskiej do ronda na Orkana kosztować miał ok. 50 mln zł) i trwać rok. Kwiatki zaczęły wychodzić już od samego początku, po pierwsze okazało się, że projektant wybrany w przetargu, nie uwzględniał wielu elementów i przewidział złe rozwiązania. Czy była to jego wina, niestety nieo, gdyż zaraz po rozpoczęciu prac okazało się, że źle została przygotowana dokumentacja projektowa. Niby okazało się, że trzeba wykonać dodatkowe ławy fundamentowe pod wiaduktem (a gdzie była komisja odbierająca wiadukt po remoncie?). Nagle też okazało się też, że po rozbudowie przejazdu pod wiaduktem z dwóch do czterech pasów nie zmieszczą się tam już chodniki (o czym wiadomo było już przy remoncie wiaduktu przeszło dekadę temu). Wykonawca remontu zgodnego z projektem został wybrany, ale projektu realizować nie mógł. Jednocześnie wykonawca projektu zrywa kontakt z Urzędem Miasta (i trudno mu się dziwić), wszak wykonał swoją pracę, która została przez UM odebrana i dostał pieniądze, a jednocześnie (co potwierdza sam Jakub Kwaśny) tenże projektant, jest także autorem projektów m.in. na przebudowę ronda przy dawnym Owintarze, ul. Kochanowskiego oraz ścieżki rowerowej przy ul. Dworcowej. Pytanie co wyszło/wyjedzie przy ich realizacji. W sumie odpowiedź na to pytanie uzyskał Bartłomiej Maziarz w wywiadzie dla Radia Kraków - „Firma projektowa Your Investment popełniła także błędy w dokumentacji przebudowy ronda w centrum miasta oraz ścieżek rowerowych w Tarnowie, ale nie tylko. Zarząd Dróg Wojewódzkich kilka lat temu rozwiązał umowę na przygotowanie dokumentacji dla budowy zachodniej obwodnicy Zielonek. Projektant był członkiem Małopolskiej Izby Inżynierów Budownictwa. Jego zabezpieczenie wynosiło 100 tysięcy euro.” Policzmy ile kosztowała niekompetencja urzędników i nadzorującego ich prezydenta 350. tysięcy zł za każdy miesiąc przestoju (w sumie według szacunków to około 4 mln zł) i to całkiem zasadnie w końcu należy się wynagrodzenie wykonawcy, za to, że nie miał możliwości wykonania prac w terminie i musi dłużej niż planował, ponosić koszty związane z inwestycją. Do tego dochodzą kolejne koszty na projekt czyli ok. 350 tys. zł, dodatkowo 1,5 miliona złotych na inne, niż pierwotnie planowano rozwiązanie techniczne związane z budową podwieszanej kładki pieszo-rowerowej pod sąsiednim mostem. Ale mieszkańcy zapłacą, wszak urzędnicy są nietykalni, bo jakoś nie słyszałem by którykolwiek poniósł za tą całą sytuację odpowiedzialność.


Komentarze
Pokaż komentarze