W opinii publicznej pokutuje mit, że dieta bogata w mięso, ale uboga w pokarmy roślinne prowadzi do niedoborów różnych substancji odżywczych. W związku z tym uważa się, że „zdrowa”, dobrze zbilansowana dieta musi zawierać białka, tzw. zdrowe tłuszcze i koniecznie węglowodany. Jak pisze Gary Taubes w książce Good Calories Bad Calories, bezwzględny wymóg spożywania węglowodanów wywodzi się z błędnego mniemania, iż mózg oraz centralny układ nerwowy wymaga dla prawidłowego funkcjonowania glukozy pozyskiwanej ze spożywanych pokarmów. Dodatkowo dominuje pogląd, że owoce i warzywa – czyli pokarmy węglowodanowe – są niezbędne, aby zapobiegać chorobom spowodowanym niedoborami witamin i minerałów. Warto przyjrzeć się bliżej tym opiniom, tym bardziej że są rozpowszechniane, podobnie jak wiele innych mitów, jako naukowo udowodnione fakty.
Koncepcja „dobrze zbilansowanej diety”, jako modelu odżywiania bogatego w warzywa i owoce, powstała na początku XX wieku, czyli w okresie rozkwitu badań nad witaminami i chorobami związanymi z ich niedoborem, takimi jak szkorbut, pelagra, choroba beri-beri, krzywica czy anemia. Ówczesne odkrycia okrzyknięte zostały przezElmera McColluma w książce pt. Newer Knowledge of Nutrition nową prawdą o odżywianiu. Po raz pierwszy sformułowano wtedy zalecenia, aby na wszelki wypadek spożywać jak najbardziej różnorodne pokarmy w celu uniknięcia niedoborów składników odżywczych. Tą logiką posługują dietetycy do dzisiaj, zakładając, że im więcej składników w diecie, tym większa szansa, iż będzie ona dobrze i w pełni zbilansowana.
Teoria ta oparta jest niemal wyłącznie na badaniach chorób wywoływanych niedoborami składników odżywczych. Jednak wszystkie te niedobory i schorzenia występowały właśnie przy dietach bogatych w przetworzone węglowodany, a ubogich w mięso, jaja i nabiał. W 1973 roku szkocki chirurg wojskowy James Lind wykazał, że szkorbut można wyleczyć pijąc na przykład sok z cytrusów. Niemniej ustaleń swoich dokonał na podstawie obserwacji marynarzy odżywiających się typową marynarską dietą obejmującą „kaszę słodzoną cukrem z rana, świeży wywar z baraniny, pudding, gotowane herbatniki z cukrem, jęczmień i rodzynki oraz ryż z porzeczkami.”Z kolei pelagra związana była niemal wyłącznie z dietą bogatą w kukurydzę, a choroba beri-beri ze spożyciem białego ryżu. Kiedy w latach 70-tych XIX w. w japońskiej marynarce wojennej wybuchła epidemia beri-beri, okazało się, że była następstwem dodania do diety marynarzy, złożonej z ryb i warzyw, białego przetworzonego ryżu. Chorobę pokonano poprzez zastąpienie białego ryżu jęczmieniem oraz dodanie do diety mięsa i skondensowanego mleka. W 1914 roku Carl Voegtlin wykazał w eksperymentach, że pelagrę wywołać można za pomocą diety składającej się z białego chleba, kapusty, kukurydzy, syropu kukurydzianego, rzepy, ziemniaków i cukru. Pokazał też, że schorzenie to wyleczyć można dodając do diety mięso, mleko i jaja. Wielu ówczesnych badaczy pracujących na zwierzętach laboratoryjnych odkryło, że choroby spowodowane niedoborami witamin i minerałów można łatwo spowodować karmiąc zwierzęta cukrem i przetworzonymi pokarmami zbożowymi. Eksperymenty na świnkach morskich, przeprowadzane w latach 40-tych, wykazały, iż szkorbut wywołuje u tych zwierząt dieta obejmująca głównie kruszoną ciecierzycę i jęczmień.
Z jednej strony powyższe obserwacje przekonały badaczy ówczesnej epoki, że mięso, mleko i jaja były – jak określił je szkocki dietetyk Robert McCarrison - „pokarmami ochronnymi.” Za takie uchodziły w środowisku medycznym aż do późnych lat 50-tych XX w., kiedy to Ancel Keys i jego zwolennicy desygnowali te pokarmy na przyczynę chorób serca w ramach sformułowanej wtedy hipotezy tłuszczowo-cholesterolowej. Z drugiej strony (...)
Przeczytaj cały artykuł w serwisie Nowa Debata


Komentarze
Pokaż komentarze