2 obserwujących
78 notek
43k odsłony
  887   0

"Współczesne nauki o żywieniu nie mają wiele wspólnego z nauką".

Z radością prezentujemy naszym czytelnikom pierwszą części wywiadu, jakiego specjalnie Nowej Debacie udzielił Gary Taubes, amerykański dziennikarz, historyk nauki, autor książek poświęconych tej problematyce.

Gary Taubes to postać o ugruntowanej pozycji w amerykańskim środowisku dziennikarskim i naukowym. Dlatego pojawia się często w mediach głównego nurtu oraz zapraszany jest jako wykładowca przez czołowe amerykańskie instytuty badawcze i uczelnie. Ukończył fizykę stosowaną na Uniwersytecie Harvarda, inżynierię lotniczą na Uniwersytecie Stanford oraz dziennikarstwo na Uniwersytecie Columbia.  Pisał dla takich czasopism jak „Dicover”, „Science”, „New York Times”, „Atlantic Monthly”, „Esquire”. Za swoją twórczość został trzykrotnie uhonorowany nagrodą pn. Science in Society Award of the National Association of Science Writers oraz zdobył sypendium MIT Knight Science Journalism Fellowship na lata 1996-97. Zainteresowanych dorobkiem Taubesa odsyłamy do jego internetowej strony autorskiej, na której prowadzi swojego bloga.

W tej części naszego wywiadu rozmawiamy z Taubesem o historii, o politycznych i naukowych aspektach współczesnej dietetyki, o różnicach między europejską i amerykańską tradycją badań naukowych i o tym, dlaczego Atlantyk okazał się po drugiej wojnie światowej barierą nie do pokonania, jeśli chodzi o rozwój medycyny i dietetyki.

Zapraszamy do lektury:

Zaczynał Pan swoją karierę jako dziennikarz i autor książek o nauce koncentrujących się głównie na sprawach związanych z fizyką. Co sprawiło, że zainteresował się Pan tematyką odżywiania i zdrowia publicznego?

Na pewnym etapie mojej kariery owładnęła mną myśl, jak trudno jest uprawiać naukę poprawnie i jak łatwo dochodzi się w badaniach do złych odpowiedzi. To poczucie narodziło się, kiedy pisałem swoją pierwszą książkę opisującą błędy grupy fizyków w ośrodku CERN, którzy odkrywali nieistniejące cząstki elementarne. Następnie zajmowałem się znaną teorią z lat 80., zimną  fuzją, która okazała się naukowym niewypałem. Po tym epizodzie moi znajomi w środowisku naukowym zasugerowali, że jeśli naprawdę interesuje mnie zjawisko „zepsutej nauki” (ang. „bad science”), czyli coś, co oni nazywali „patologiczną nauką”, tj.  nauką o czymś, co nie istnieje, to powinienem skupić się na problematyce związanej ze zdrowiem publicznym.

W owym czasie krążyła wśród badaczy taka opinia, że pole elektromagnetyczne wytwarzane przez sieci przesyłowe energii elektrycznej może wywoływać nowotwory i pogląd ten był oparty na obserwacjach epidemiologicznych. Zauważyłem wtedy, że wszystko, o czym wiedziałem, że jest konieczne, aby uprawiać naukę bez błędów – tj. skrupulatne analizowanie szczegółów, przywiązywanie wagi do wyników negatywnych oraz poleganie na dobrze  kontrolowanych eksperymentach naukowych – to wszystko dla funkcjonowania obserwacyjnej epidemiologii nie miało żadnego znaczenia. Napisałem więc artykuł o kontrowersjach wokół wpływu pól elektromagnetycznych na zdrowie. Co ciekawe, kontrowersji tych nigdy nie rozstrzygnięto i są żywe do dziś w formie opinii, że korzystanie z telefonów komórkowych sprzyja powstawaniu nowotworów mózgu. Fascynowało mnie, jak działa epidemiologia obserwacyjna, więc napisałem na ten temat artykułdo magazynu „Science”. A biorąc pod uwagę, że epidemiologia obserwacyjna jest fundamentalnym narzędziem badawczym, jeśli chodzi o odżywianie i zdrowie publiczne, było dla mnie tylko kwestią czasu, aż zainteresowałem się dietetyką i owocami tej patologicznej nauki.

W książce Good Calories Bad Calories pokazał Pan, że do wczesnych lat 40. XX w. , dzięki badaniom prowadzonym głównie przez niemieckich i austriackich uczonych, prawie wszystkie europejskie środowiska naukowe przyjęły pogląd, że otyłość jest dolegliwością o podłożu metabolicznym, wywołaną czynnikami biologicznymi (enzymami, hormonami itp.), a nie zaburzeniem natury energetycznej, jak się to przyjmuje obecnie. Z jakiego powodu cały przedwojenny dorobek naukowo-badawczy na ten temat został po wojnie odrzucony i zapomniany?

Wielkie wrażenie zrobiło na mnie, kiedy, zgłębiając tę problematykę, zrozumiałem, jak duży wpływ na losy nauk medycznych wywarła druga wojna światowa. Mało kto dziś pamięta, ale przed jej wybuchem najlepsze, najbardziej znaczące badania na świecie prowadzono właśnie w Europie.

W formie dygresji dodam, że kiedy zajmowałem się jeszcze fizyką wysokich energii i mieszkałem w CERN nieopodal Genewy, fizycy zwykli powtarzać między sobą, że najlepszym, co przytrafiło się amerykańskiej nauce, był Hitler, ponieważ to za jego rządów tak wielu znakomitych naukowców wyjechało z Europy do USA. I my ich tu przyjęliśmy z otwartymi ramionami. Mieliśmy przecież Zimną Wojnę do wygrania i musieliśmy zbudować te wszystkie bomby wodorowe, rakiety itp. Efekt był taki, że do połowy XX w. niemal wszyscy czołowi fizycy w USA byli albo Europejczykami, albo ich uczniami.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie