56 obserwujących
550 notek
818k odsłon
553 odsłony

Andrzej Duda ma z kim przegrać...

pixabay
pixabay
Wykop Skomentuj13

Tego rodzaju zachowania wyborcze nazywa się często głosowaniem taktycznym albo pragmatycznym, można je zilustrować za pomocą metafory "tamy", chodzi o powstrzymanie obiektu politycznego nielubianego przez cześć wyborców.

Tak więc gdyby Kosiniak-Kamysz otrzymał poparcie całej opozycji albo gdyby wszedł do drugiej tury wyborów, która w sensie funkcjonalnym odegra rolę prawyborów, byłby dla Andrzeja Dudy najtrudniejszym orzechem do zgryzienia, najbardziej niewygodnym konkurentem, z uwagi na relatywnie wysokie poparcie w przestrzeni ludowej.

Sęk jednak w tym, że Władysław Kosiiak-Kamysz jest kandydatem hipotetycznym, teoretycznym, albowiem aby ziścił się zarysowany scenariusz lider ludowców musiałby najpierw dotrzeć do II tury, a to się niestety nie stanie, gdyż zasoby popierającej go infrastruktury politycznej są zbyt małe. Liderowi ludowców łatwiej byłoby wygrać w drugiej turze niż przebrnąć przez pierwszą.

Na tle Kosiniaka-Kamysza inni kandydaci zgłaszani przez obóz centrowo-lewicowy prezentują się dużo gorzej, jeżeli chodzi o osiągnięcie wymaganej puli 300 tys. głosów w przestrzeni ludowej. Donald Tusk, choć z wymienianych pretendentów dysponuje najlepszymi kompetencjami prezydenckimi, nawet się do tego poziomu nie zbliży, można szacować, że nie osiągnie nawet połowy tej wielkości, czyli 150 tys.

Ciekawym kandydatem jest Małgorzata Kidawa-Błońska, choć dużo gorsza od Tuska pod względem merytorycznym, to jednak dysponująca dużo mniejszym negatywnym elektoratem. Warunek jest jeden: schować szyld Platformy Obywatelskiej; jeżeli udałoby się jej wizerunkowo oddzielić od PO, wówczas w strefie ludowej może „poszaleć” i zdobyć 300 tys. głosów, a o wielkie miasta nie ma się co martwić, bo co już zasugerowały ostatnie wybory parlamentarne, zwycięży tam przytłaczająco.


Duda jednak przegra

Na niekorzyść Andrzeja Dudy działają dwa elementy, które najprawdopodobniej zadecydują o jego porażce. Pierwszy jest od niego niezależny, to system wyborczy; dwie tury stanowią w tym przypadku sekwencję bardzo korzystną dla opozycji, gdyż pierwsza funkcjonalnie zadziała jak prawybory, zaś w drugiej górę weźmie emocja niechęci wobec PiS.

Opozycja nie będzie musiała organizować prawyborów, bo instytucjonalnie tę rolę spełni pierwsza tura wyborów, a wówczas elektorat od centrum do lewa poprze alternatywę Andrzeja Dudy.

Wiele będzie zależało od frekwencji i mobilizacji głosowania w poszczególnych przestrzeniach: ludowej oraz mieszczańskiej. Jednak co dobitnie pokazały niedawne wybory parlamentarne strefa wielkomiejska posiada silniejszą zdolność mobilizacyjną i oczywiście w warunkach de-konsolidacji oraz rozproszenia przegrywa, ale w sytuacji konsolidacji, tą zaś strukturalnie narzuci druga tura wyborów, wygra.

Drugim czynnikiem działającym na szkodę urzędującego prezydenta jest niekonseliacyjność reprezentowanego przez niego obozu politycznego, a także niski stopień umiejętności uczestnictwa w demokracji deliberatywnej.

PiS ma na scenie politycznej samych przeciwników (może poza Konfederacją, ale zachowanie tego ugrupowania wobec partii Jarosława Kaczyńskiego jest również mało czytelne). Właściwie wszyscy poważni gracze polityczni w Polsce są przeciwko PiS. To zemści się na Andrzeju Dudzie. W warunkach silnej mobilizacji głosów na rzecz opozycji w przestrzeni miejskiej oraz konsolidacji głosowania, jaką wytworzy druga tura wyborów prezydenckich, Andrzejowi Dudzie do zwycięstwa może nie wystarczyć nawet wyraźna przewaga w przestrzeni ludowej, na wsi i w małych miasteczkach, gdyż rozmiary klęski w strefie mieszczańskiej będą zbyt wielki.


Zakładnik PiS czy historii?

Poza tym dochodzi jeszcze trzeci istotny czynnik, a właściwie dwa. Pierwszy to taki, że Andrzej Duda był po prostu słabym prezydentem, zdecydowanie najsłabszym ze wszystkich tych którzy piastowali ten zaszczytny urząd po 1989 roku. Jest politykiem powolnym, niesuwerennym, zależnym od własnej partii politycznej i jego decyzyjnego centrum.

Ludzie to widzą. I ludziom się taka postawa nie podoba.

Drugi faktor jest zaś taki, że Andrzej Duda, mimo dużej spolegliwości, jest nielubiany nawet we własnym środowisku politycznym i nienajlepiej tam postrzegany. Oczywiście aktyw PiS „zaciśnie zęby” i będzie na rzecz swojego kandydata pracował ile tylko sił, ale elektorat głosować może już niekoniecznie. Brak sympatii oraz ciepłych emocji może mieć pewne znaczenie.

Dla PiS-u każdy wynik będzie zły. Jeżeli zwycięży obecny lokator Pałacu Prezydenckiego, to logika dwu-kadencyjnego systemu politycznego, jaki jest w Polsce, spowoduje, że strukturalnie zyska polityczną samodzielność; nie będzie już zakładnikiem PiS lecz zakładnikiem historii; to może spowodować, że wybije się na niepodległość i będzie bardziej niezależny, zachce wyjść z roli „notariusza” karnie podpisującego większość tworów legislacyjnych PiS.

Tu jest jednak pewien krytyczny, inkryminowany problem. Andrzej Duda, jako prezydent, brał udział w demontażu państwa prawa, przyglądał się biernie łamaniu konstytucji, bądź sam ją bezpośrednio łamał. PiS może go więc szantażować perspektywą postawienia przed Trybunałem Stanu i impechmentu. Z kolei opozycji trudno byłoby takiego wniosku nie poprzeć.

Gdy zaś wygra kandydat opozycji będzie to prawdopodobnie impuls ku rekonfiguracji polskiej sceny politycznej oraz początek końca PiS, choć moim zdaniem taki początek końca miał już miejsce w ostatnich wyborach parlamentarnych, które wbrew pozorom, nie wyłoniły czytelnego układu rządowego.

Wtedy obóz liberalno-demokratyczny przejdzie do kontrofensywy.

Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka