W grudniu generała Wojciecha Jaruzelskiego było w mediach pełno. Szczególne fory dawała mu w tym względzie telewizja TVN, po kilku dniach oglądania programów tej stacji - żeby nawiązać do puenty znanego dowcipu - ze strachem przychodziło otwierać lodówkę. Gen. W. Jaruzelski powtarzał jak zdarta płyta swoje mantry jak to w wyprowadzając czołgi na ulicę przeciw własnemu narodowi w grudniu 1981 r. uratował Polskę przed sowiecką interwencją i że stan wojenny był „mniejszym złem”. Wygląda na to, że ten ongiś butny komunista, a obecnie starszy pan, rzeczywiście wierzy w to, co mówi. Prawdziwym bohaterom, ludziom, którzy mieli odwagę przeciwstawić się komunistycznemu reżimowi i dzięki którym możemy dzisiaj cieszyć się wolnością w mediach, media poświęciły miejsca niewiele. Za to o W. Jaruzelskim i o tym, co twórca stanu wojennego powiedział, opowiadano i rozpisywano się szeroko.
Tymczasem gen. W. Jaruzelski, faworyt Kremla, ma wyjątkowo paskudną biografię. W latach 40 - tych został tajnym współpracownikiem wojskowych służb informacyjnych (pseudonim „Wolski”) nadzorowanych przez radzieckich oficerów”. Był ministrem obrony narodowej, gdy w sierpniu 1968 r. Ludowe Wojsko Polskie razem z armiami ZSRR, Bułgarii, NRD i Węgier najechało na Czechosłowację dławiąc „Praska Wiosnę”, a także, kiedy w grudniu 1970 r. władze PRL przy użyciu milicji i wojska masakrowały robotników na Wybrzeżu. Haniebną rolę odegrał organizując w 1968 r. antysemickie czystki w wojsku. Jako premier i I sekretarz PZPR podjął decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego, 13 grudnia 1981 r. stanął na czele Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (stan wojenny i lata późniejsze pochłonęły ponad 100 ofiar reżimu). Nie bez przyczyny krążyła o nim anegdota, że jest podobny do arbuza - z wierzchu zielony (bo żołnierz), w środku czerwony (bo komunista). W 1989 r. wobec upadku komunizmu i rozpadu swego promotora czyli ZSRR oddał przy „okrągłym stole” część władzy ugodowej opozycji (ta zrewanżowała mu się „grubą kreską” ogłoszoną przez premiera Tadeusza Mazowieckiego i oznaczającą bezkarność dla komunistycznych dygnitarzy; Adam Michnik i „Gazeta Wyborcza” zaczęły usprawiedliwiać i promować generała).
W Polsce życiorys gen. W. Jaruzelskiego nie jest szerzej znany, młodzi Polacy nie wiedzą o nim prawie nic. Wiele pracy czeka więc historyków, dziennikarzy i filmowców, aby z prawdą o gen. W. Jaruzelskim dotrzeć do społeczeństwa (warto w tym miejscu zarekomendować film dokumentalny Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka p.t. „Generał”). Trzeba sięgać po źródła rosyjskie (póki co wynika z nich jednoznacznie, że gen. W. Jaruzelski w grudniu 1981 r. prosił Rosjan o interwencję, ale otrzymał odmowę), a także niemieckie i czeskie. Czas też najwyższy osądzić łajdactwa W. Jaruzelskiego. Wyrok ów (z uwagi na wiek generała choćby symboliczny) miałby wielką moralną wagę.
Nakazem chwili i patriotyczną powinnością jest oddanie sprawiedliwości ludziom, którzy angażując się w działalność antykomunistyczną wywalczyli niepodległość. Trzeba - zwłaszcza młodzieży - pokazywać zwykłych Polaków organizujących opór wobec narzuconej, komunistycznej władzy po II wojnie światowej, prezentować uczestników opozycyjnych inicjatyw i ruchu „Solidarność”. Pisać książki, kręcić filmy, organizować spotkania ze świadkami historii, konferencje, koncerty i wystawy ( takie jak koncert Jana Pietrzaka i Ryszarda Makowskiego w wypełnionej po brzegi auli Politechniki Wrocławskiej 11 grudnia br. i wystawa IPN przed gmachem głównym Politechniki czynna do 20 stycznia 2010 r.).To dużo, dużo ważniejsze niż roztrząsanie, co w kolejnym wywiadzie w TVN odgrywając hamletowskie rozterki powiedział były gensek i namiestnik Moskwy.
Inne tematy w dziale Kultura