Polacy. Jesteśmy niby zdefiniowani, niby już wszystko o nas wiadomo, niby wszystkie części składowe łączą się w całość, a jednak nie. Naród prawie wybrany, prawie przegrany, prawie dumny, prawie zakompleksiony, prawie zwycięski, prawie przegrany, prawie imperialny, prawie nieistniejący. Wszystko pomiędzy. W pomiędzy jesteśmy najbardziej Polakami. Kiedy ktoś burzy ten porządek albo jest za bardzo albo za mało polski.
Polscy siatkarze zdobyli złoto mistrzostw europy. Wygrali wszystkie 8 spotkań na turnieju. Nie prześlizgnęli się chyłkiem, psim swędem, cudownie wygranym meczem. Nie, pokonali wszystkich konkurentów po kolei i bez litości. Nawet wygrane pięciosetowe potyczki dodawały im sił. Wygrali w znakomitym stylu, zupełnie nie po „Polsku”. Po przegranym trzecim secie, powstali i dobili zranionych francuzów. Złoto. Gloria.
Nie do końca. Wystarczyła absencja na kolacji u Prezydenta RP i dziś można było czytać o siatkarskim chamstwie, deklaracjach niepopierania reprezentacji w kolejnych meczach, o polucjach redaktora Janeckiego, o spisku, o armagedonie. Wszystko wróciło do normy. Nie potrafimy się cieszyć z sukcesu, cieszyć się po prostu. Buractwo polskie w pełniej krasie, czyli znów jesteśmy pomiędzy. Insynuacje w stylu: albo wizyta u prezydenta albo kasa, to apogeum głupoty, Himalaje umysłowego analfabetyzmu. Jak pójdziecie dziś do Prezydenta to premii od rządu nie dostaniecie. Hm… A jakby tak poszli i powiedzieli prasie? A może chłopcy pobalowali i nie wszyscy byli w stanie stawić się na spotkanie z głową państwa. Może kancelaria nie przewiedziała takiego biegu wydarzeń. Może hufiec Pana Prezydenta sadził, iż siatkarze jedyne o czym marzą to spotkanie z nim i ordery. Może ci siatkarze powinni spłacić państwu dług wobec państwa. Ich pot, wyrzeczenia, lata treningów, wszystko co czynili państwu zawdzięczają, nie sobie. Teraz zdobyli Mistrzostwo Europy. Niepolskie, brak cudu, brak ingerencji boskiej. W zamian (w salonie) syf pod w(pisem) redaktora Warzechy, który jak wiem wykazuje się szczytową obiektywnością w swej twórczości.
Kilka komentarzy:Niestety ale siatkarze zachowali się jak stado bezwolnych baranów!!! Dla mnie jest to żenujące zachowanie które świadczy o małości tych ludzi!!!!!!!!!!;olanie w takiej sytuacji zaproszenia prezydenta to zwykłe chamstwo: zwykłe chamstwo w wykonaniu zwykłych chamów; Każdej nawet siatkarskiej chamskiej brzytwy się chwyta; to prawda, słoma z butów chłopakom wyszła niezła; Chyba oleję kibicowanie im następnym razem (FYM);chciałabym zwrócić uwagę Pana i wszystkich czytających, na niezwykle powściągliwe i godne zachowanie Pana Prezydenta. Mógł przecież nie przekazywać tych medali Tuskowi. Ale chciał nagrodzić siatkarzy, którzy niestety, okazali się pętakami itd.
Ot, wolność słowa. Wolność głupoty i kretynizmów, też. Każdy może zostać „Prawdziwym Polakiem” jeśli ma chęć. Nawet najwybitniejszy protagonista państwowego socjalizmu pod znakiem PiS. Tak, to są klasyczne komentarze z pomiędzy. Nic to, iż przyjęli odznaczenia od Prezydenta RP, które jedynie wręczał premier. Szczegół, dla bojowników o wszechprawdę i wszechpolskę od zaraz, tu i teraz. Kocham was siostry i bracia nabzdyczeni na potęgę. Miejcie jednak prócz prostej emocji w swych głowach prostotę bycia razem, miast pluć kupą na np.. siatkarzy którym kibicowaliście dzień wcześniej.
Złota 14-stka plus trener plus sztab osiągnęli sukces jednoznaczny, który wymknął się z pomiędzy. My nie potrafimy z tym sobie poradzić; nie wszyscy. W Hiszpanii, po zdobyciu mistrzostwa europy w piłce nożnej, nic nie było istotne, poza tym, że wygrali. Niebyło podziałów klasowych, partyjnych, regionalnych, jakichkolwiek. Przez tydzień pierwsze 10 stron dzienników, pierwsze 15 minut wiadomości telewizyjnych poświęcone były tylko zwycięskiej drużynie i dumie Hiszpanów ze zwycięstwa. Jak się okazuje, u nas wszystko musi być zanieczyszczone jadem z „pomiędzy”.
Mam nadzieję, iż będą mnożyć się przykłady nowej mentalności wskazanej przez siatkarzy. To jest mentalność zwycięzców nie z przypadku, to jest wpojona mentalność kultu katorżniczej pracy połączonej z wykazywaniem się umiejętnościami na polach wszelakich. Nigdy nie zdobyliśmy mistrzostwa w piłce nożnej, koszykówce, raz w siatkówce (w czasie gdy 15 państw miało reprezentacje). Nie idzie wyłącznie o wygraną, idzie takoż formę porażki. Czy wygrywanie po polsku musi oznaczać wygrywanie cudem? Cud na Wisłą, cudowne zwycięstwo na Rosją w półfinale, cudowne zwycięstwo na Wembley itd. Siatkarze ukazali nam namiastkę pewności i mocy w sensie ścisłym. W sensie bardzo szerokim w tym kierunku właśnie powinniśmy zmierzać jako społeczeństwo. Może w końcu czas przestać się modlić o każdy, nawet najmniejszy sukces. Dajmy temu Bogu spokój, już wiele dla nas nawywijał. Do roboty! Po prostu. Dość ofiary, czas zdobywać, zwyciężać w myśl starej sentencji: seek and destroy, show no mercy.
I na koniec coś dla niedzielnych prawników.
Zgodnie z§ 24Rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 10 listopada 1992 r. w sprawie opisu, materiału, wymiarów, wzorów rysunkowych oraz sposobu i okoliczności noszenia odznak orderów i odznaczeń: Pełnych odznak orderów i odznaczeń oraz ich miniaturek, baretek, rozetek, wstążeczek i sznura orderowego nie nosi się na ubiorach roboczych i ochronnych oraz na ubiorach o charakterze sportowym.
Pozdrawiam.
Inne tematy w dziale Polityka