Prezydent RP Lech Kaczyński podpisał – moim mniemaniu skandaliczną – nowelę ustawy lustracyjnej. Podpisana ustawa likwiduje instytucje Sądu Lustracyjnego i urząd Rzecznika Interesu Publicznego, przekazuje lustrację do Instytutu Pamięci Narodowej. Badane przez Rzecznika Interesu Publicznego i Sąd Lustracyjny oświadczenia osób publicznych zastąpione zostaną zaświadczeniami IPN o treści archiwów tajnych służb PRL, od których będzie mógł się podmiot odwoływać się do sądu cywilnego.
Oznacza to ze przestał obowiązywać zasada domniemania niewinność i to w spawach o wadze najcięższej. Mamy bowiem do czynienia – oczywiście wedle mojej skromnej wiedzy - z premedytacją. W systemie prawa karnego i zasad państwa demokratycznego należało komuś udowodnić winę. Cóż nie dla wszystkich jest ów konstrukcja zrozumiała, a co smutniejsze wykorzystywanie jej instrumentalnie to intelektualna kapitulacja stosujących takie środki działania, i oczywisty dowód na brak wiary w doktrynę demokratyczną.
W zamian proponuje się dochodzenie swych praw na drodze cywilnej. Niby nic i wszystko jest w porządku, ale tylko pozornie. Art. 6. Kodeksu cywilnego stanowi, iż ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z faktu tego wywodzi skutki prawne. Znaczy to tyle że jeżeli jakieś ustawowe kolegium uzna kogoś za podmiot obarczony, zgodnie z ustawa jakąś etykieta o zabarwieniu negatywnym i prawnie regulowanym, wówczas osoba taka będzie musiał udowodnić swoją niewinność, bowiem tak stanowi przepis zawarty w artykule 6 Kodeksu cywilnego.
Co to za prawo? Toć Prezydent mój to dr hab. nauk prawnych rany Boskie. Toż partia mająca w nazwie wyraz „prawo” raz kolejny przedkłada gniot legislacyjny, który został by lepiej skonstruowany przez studentów prawa trzeciego roku, po fakultecie z nauki legislacji. Gdzie ci prawnicy Prawa i Sprawiedliwości?
Marność nad marnościami.
Inne tematy w dziale Polityka