Po pierwsze, póki, co nie stwierdzono popełnienia przestępstwa, a i wniesie nie aktu oskarżenie o tym świadczyć nie będzie. Dopiero prawomocne orzeczenie czynnik z kogoś winnego lub niewinnego. Filozofia Premiera zgodnie, z którą, sam fakt złożenia aktu oskarżenia miałby powodować zakończenie współpracy jest totalnym nieporozumieniem i ignorancja obowiązujących przepisów prawa. Zasada domniemania niewinności to jedna z najważniejszych w całej gałęzi prawa karnego.
Po drugie, nie wiem nic o zdarzeniach, które miały mieć miejsce, więc zakładanie z góry jest niedorzeczne. Oczywiście rozważanie jak powinni się politycy w tego typu sytuacjach zachować jest bardzo sensowna, ale płytka, bo odpowiedź jest oczywista: rezygnacja bądź dymisja, a przypadku wyczerpania znamion czynu zabronionego proces karny.
Po trzecie, jeżeli mam do czynienia ze zwykłym romansem to, jest wyłącznie sprawa człowieka z kim sypia w kontekście rodzajowymi i ilościowym i nic nam do tego, chyba że ten ktoś grzmiałby z mównic o wierności rodzinie itd. Wówczas oczywiście powinien spotkać się z ostracyzmem politycznym i społecznym.
Po czwarte śmieszą mnie głosy o spisku byłych służb, który miałby doprowadzić do upadku obecnego rządu. Jeżeli wersja wydarzeń przedstawiona przez potencjalną poszkodowaną się potwierdzi, to problem będzie znajdował się po stronie tych którzy czynów się dopuścili, a gdyby się nie dopuścili cała sprawa nie miała by miejsca. I nie ma znaczenia źródło inspiracji , mityczne czy rzeczywiste. Każda słaba władza wytykanie jej błędów będzie traktować za atak układu, Eskimosów lub UFO.
Inne tematy w dziale Polityka