Czy można zgwałcić prostytutkę? Czy jestem w układzie? Czy wszyscy byli Ministrowie Spraw Zagraniczny to sowieccy agenci? Czy jeszcze „mogą” tylko Ci politycy, którzy molestują swe pracownice, czy ja stoję tam gdzie dawniej stało ZOMO?
Na te jak i na wiele innych pytań odpowiedzi udzielali na w tym roku politycy z pierwszych stron gazet. Odpowiadali niejednokrotnie wzbudzając śmiech, politowanie, ale ich oglądalność w serwisach internetowych biła wszelkie rekordy popularności, można było odnieść wrażenie, że niektóre z nich były przygotowane i ukierunkowane na osiągnięcie medialnego – pseudo – sukcesu. Zwycięzcą w tym nieformalnym konkursie został kandydat na urząd Prezydenta miast Białystok – Pan Kononowicz.
Co z powyższego wynika? Czy to, że mam tak niewybredne poczucie humoru ? Czy to, że jesteśmy nieczuli na krzywdę innych? Czy to, że jesteśmy za mało wymagający dla polityków? Czy oni są zwykłymi chamskimi prostakami? Czy w końcu to, że jesteśmy tacy sami?
Kto się nie zachodził ze śmiechu po wypowiedzi Premier Leppera w sprawie domniemanego zgwałcenia przez polskiego Eurodeputowanego prostytutki. Rubaszny się przewodniczącego powinien dać narodowi do myślenia, z kim ma do czynienia. Społeczeństwo powinno poddawać takiego jegomości nieustannemu nadzorowi weryfikacyjnemu biorąc za kryteria takie pojęcia jak: honor, godność, słowność i klasa. * Pani Hojarska żaliła się dziennikarzom, że jej nikt nie jej molestuje, a może ona by chciała, żona Posła Łyżwińskiego stwierdziła, że oskarżenia kierowane pod adresem członków samoobrony świadczą o tym, iż chłopy jeszcze mogą. Trafnie tą wypowiedzi skomentował na łamach Dziennika Bronisław Komorowski„To polityczne brojlery. Nie mają doświadczenia, nie mają dojrzałości, wyłazi słoma z butów. Renata Beger może się fotografować na tle dworków, ale nikt jej z Zosią z Soplicowa nie pomyli. A pani Łyżwińska też polską Hillary Clinton raczej nie zostanie. Czeka ich smutny koniec”. Miejmy nadzieję.
O honorze, kulturze klasie można by wiele pisać, ale nie biorąc ze przedmiot takiej wypowiedzi polityków, oczywiście z wyjątkami, więcej można by natomiast pisać o jego braku. Ciągłe szastanie słowem, plugawienie terminów wielu wzniosłych pojęć, które powinny być używane przez ludzi myślących w momentach wyjątkowych dla losów narodu. Powtarzanie jak Mantue MY jesteśmy polską, MY wyprowadzimy ten naród do ziemi obiecanej, My zwyciężymy z łże elitami, układem, wykształciuchami, tylko, że oni dla mnie to takoż MY. MY pokażemy, kto z was jest śmiertelnym wrogiem IV RP, a mogą bać się ci, którzy sprzeciwiają się programowi Partii. Chciano nas podzielić, wyzwolić w nas wzajemną do siebie nienawiść, wzajemny strach i wszechogarniające poczucie lęku. Taką masę łatwiej jest kształtować według swego planu. Wybory samorządowe pokazały, że społeczeństwo samo w sobie jest mądrzejsze od tych, których do Sejmu wybiera, staje się odporne - powoli – na puste frazesy pseudo inteligentów, owładniętych manią permanentnej walki którą są przesiąknięci od lat, nie potrafiących administrować krajem w czasie pokoju.
Tym niemniej, honoru, klasy na scenie politycznej ubywa, jednego dnia jest się Warchołem by drugiego być Vice-Premierem, jednego dnia jest się przestępcą odpowiedzialnym za inwigilacje prawicy, by po dniach kilku być zapraszanym do Rządu. Ciągła relatywizacja zachowań, przekłamywanie historii, bezpodstawne oskarżanie ludzi, którzy o wiele więcej zrobili dla narodu od oskarżających i to wszystko, partykularnego interesu partyjnego musi we mnie rodzić uczucie pogardy i żałości dla autorów tych działań. Politycy dają przykład, honor nie popłaca, słowność nie popłaca, odpowiedzialność za słowa odeszła w niebyt, kultura osobista ceniona jest wyłącznie wśród nielicznych, a oni zwykle przegrywają. Popłaca natomiast krętactwo, kłamanie, pustosłowie i wszystkie inne zabiegi socjo-techniczne, które ciemny lud kupi. Nikt praktycznie nie bierze pod uwagę, że ich postawy przenoszą się w dół, że tym samym kreują podobne postawy, albo stwarzają łatwy agrement do samooczyszczania się z wyrzutów sumienia. Zero myśli, zero odpowiedzialności.
Co do godności, czy ktoś słyszałby poseł prowadzący pod wpływem alkoholu złożył mandat posła? Czy włodarze prawiąc o moralności i rodzinie zdradzający żony są godni swych urzędów? Czy wyrok sądowy za fałszowanie list wyborczych powinien skłonić skazanego do odejścia z życia publicznego? Odpowiedzi wydają się być oczywiste, ale dla mieszkańca Państwa gdzie ludzie traktują się poważnie, gdzie społeczeństwo reaguje natychmiast i stanowczo. Kiedy okazało się skłamał Bill Clinton, iż nie miał żadnych kontaktów z Panną Moniką Lewiński jego prezydentura nieomal się zakończyła. Dawid Blunkett, Minister Spraw Wewnętrznych w Rządzie jej Królewskiej Mości podał się do dymisji, gdy wyszło na jaw, że łamał prawo imigracyjne z korzyścią dla swej kochanki. U nas w podobnych sytuacjach nie przypominam sobie by ktoś zbliżoną postawą, godną postawą się by wykazał.
Czy można, zatem wysnuć twierdzenie, że polscy politycy nie mają klasy? Oczywiście, że nie mają przynajmniej większość tych, którzy objawiają się nam w telewizorach. Premier Lepper chciał dać w Papę dziennikarzowi TVN. Minister Ziobro demonstrował na konferencji prasowej, jak łatwo jest niszczyć dokument przy pomocy odpowiedniego urządzenia, a wszystko ot w kontekście afery bilbordowej. Minister Sprawiedliwości z góry założył, iż właśnie tak było, co jak obecnie wiemy nie miało miejsca.
Polityk z klasą, szanuje swe słowa, szanuje innych ludzi, dba o ich interesy i interesy swej formacji nie stojące w jawnej sprzeczności z interesami tych pierwszych. Polityka z klasą nie posługuje się pomówieniem i tanią socjotechniką, nie plugawi relikwii i symbolów, nie deformuje pojęć, nie sieje demagogii, nie zeruje na najniższych pobudkach. Czy z takim mamy do czynienia w obecnym czasie? Tak, ale są w mniejszości, i stanowią obiekt ataku dla tych, którzy do zaoferowania społeczeństwu mają jedynie wszystkich tych wymienionych pozytywnych a zarazem immanentnych cech polityka z klasą.
Mam jednak nadzieje, jak już zaznaczyłem, powyżej, że społeczeństwo się przebudzi, że w końcu zaczniemy naciskać, weryfikować i eliminować amatorszczyznę, prostactwo i brak godności od ludzi, którzy w naszym imieniu sprawują władzę, by w końcu stworzyć mechanizm i standardy o charakterze trwałym, ale by to było możliwe, jak wielokroć powtarzam sami musimy więcej wymagać przede wszystkim od siebie.