Jeszcze niedawno sądziłem, iż spór Rokity z Tuskiem zakończy się bezkrwawo. Się myliłem. Jeszcze niedawno sądziłem, że PO bez tego tandemu nie jest wstanie działać głębiej, skuteczniej.
Rokita Jan w starciu z Tuskiem nie ma żadnych szans, już znajduje się na marginesie, a potencjalna wojna zepchnie go w polityczny niebyt. Nie jest on w stanie stworzyć nowej partii, nie jest w stanie przeciągnąć większość PO na swoją stronę. Wydaje mi się, że tym razem, Pana Jana nie spotka prezent w postaci komisji śledczej, ani żaden inny. Jeżeli nie pozostanie w PO doświadczy czegoś, co w boksie określa się skrótem KO.
Tuskowi można zarzucać niejedno zaniedbanie, zaniechanie, ale jego pozycja w partii jest niezagrożona i nie sądzę by w najbliższej przyszłości, pojawiła się osoba mogąca zagrozić jego pozycji. Jeżeli – a tak sądzę, dojdzie do starcia – Pan Jan poniesie tragiczną klęskę, ostateczną. Chyba, że dokonana się w jego umyśle iluminacja.
PO bez Rokity sobie poradzi, i nie będzie rozłamu, bowiem Rokita nie gwarantuje w tym momencie powstania nowego politycznego, a co najważniejsze znaczącego tworu. Takie próby były odejmowane przez chociażby Płażyńskiego czy Wojciechowskiego z PSL.
Czyżby koniec Pana Jana?
Inne tematy w dziale Polityka