Tak jestem grzesznikiem, wyrządziłem w swym życiu wiele zła i pewnie jeszcze więcej zdołam wyrządzić, ale żałuję i każdego dnia staram się krzywdy wyrównywać, a siebie ulepszać. Nigdy nie wierzyłem w samo rozgrzeszenie, autorezurekcję, zawsze sądziłem, że krzywdy wyrządzone należy naprawiać tu i materialnie nie tylko duchowo.
Jedna z niewielu zasad, którą staram się przestrzegać bezwzględnie brzmi; przyznaj się, proś o wybaczenie, napraw to zło, które wyrządziłeś i staraj się tak więcej nie robić. Moja zasad tkwi we mnie i staram się ją realizować, a to wszystko dzięki czytaniu Biblii dla mnie i dla mojej rodziny dzieła kardynalnego.
9 lat byłem ministrantem, lektorem, był czas, iż skłaniałem się ku seminarium, tej jednak drogi nie obrałem. Jestem człowiekiem głęboko wierzącym, a Chrystus jest mym doskonałym i nieosiągalnym alter ego i dlatego właśnie dziś mówię dość.
Kościołowi jako instytucji mówię, dosyć obrażania mojej osoby, mojej jaźni mojej wiedzy.
Kapłan powołany jest by służyć bogu i człowiekowi, to jego urzędnik i jemu wierność winien a służbie bezpieczeństwa. Każdy z nich, który sprzeniewierzył się chrystusowi niegodny jest Bożej posługi.
Wybaczyć, owszem ale do wybaczenia potrzeba wyznania win, żalu i pokuty. Funkcjonariusze Kościoła zdaje się o tych zasadach podstawowych zapomnieli, i wedle ich nie postępują. Zatem od dziś drzwi instytucji są dla mnie zamknięte, dla mnie w tej instytucji Boga już nie ma. Pozostał partykularny interes organizacji, tłumaczony haniebnie dobrem Kościoła, czyli i moim, pozostały puste frazesy i tysiąc kazań, które dziś przekazuję do archiwum niepamięci.
Mam w sobie wielki smutek i żal, ze tak to właśnie jest, że Kościół dziś stracił jednego grzesznika w mojej osobie.
Inne tematy w dziale Polityka