„Dzieci niechorujące na raka nie zamierzają umrzeć w sensownym czasie. Będą żyły przez wiele lat i trzeba będzie się nimi opiekować w hospicjach”.
Słowa te wypowiedział wiceminister zdrowia Bolesław Piecha, wyjaśniając, dlaczego NFZ wprowadził limity dla umierających w hospicjach dzieci.
W państwach o rozwiniętym ustroju demokratycznym minister wypowiadając te słowa kończyłby swą przygodę w życiu publicznym, ale w naszym państwie skończy się na stwierdzeniu o niefortunność wypowiedzi.
W końcu każdemu zdarzy się coś chlapnąć i nie należy z tego powodu wywoływać burzy, przecież to tylko słowa, które w granicach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej znaczą coraz mniej.
Inne tematy w dziale Polityka