Premier Jarosław Kaczyński stwierdził był dziś, iż Gombrowicz tj. jego dzieła znajda swe miejsce w tzw. kanonie lektur – i bardzo dobrze. Jest to mocy kontrargument wobec tych którzy po dzisiejszym serialu konferencji poświęconych sukcesom rządu – wyłącznie sukcesom, bowiem premier odmówił odpowiedzi na pytania o niepowodzenia – mięli wrażenie, iż ocena dokonań tegoż artykułowana przez jego szefa niesie z sobą dość iluzoryczną styczność z rzeczywistością. Wypowiedź premiera nie była wylewna, ale jasno z niej wynikało, iż dzieła Gombrowicza są na tyle wartościowe i ważne by we wspomnianym kanonie zagościć (tak na marginesie w meczu minister Ujazdowski minister i wicepremier Giertych 1:0). Decyzja premiera oznacza, iż nie wszystko jeszcze jest jeszcze postawione na głowie i czasem bywa i tak, że słowo jednak ma jakieś znaczenie – chociażby pisane.
Reakcja ministra i wicepremiera Romana Giertycha była natychmiastowa. Nie mógł po prostu przyjąć decyzji premiera zmieniającej jego rozporządzenie, bo przecież chodzi o wychowanie młodzieży której zagraża twórczość Gombrowicza - jak Słowacja Andorze. Minister stwierdził w przedmiotowej kwestii: „Jeżeli premier chce wziąć na swoje sumienie wprowadzenie do kanonu lektur książki promującej pederastię, niech to robi.” Na początek dygresja nie merytoryczna; niech robi co? Czy niech wprowadza do kanonu książki promujące – ponoć – „pederastię”, czy niech ją uprawia? Pytanie raczej retoryczne choć posługiwanie słowem i gestem członków MW i Ligi jest tak niejednoznaczne i (zamawianie piwa, tańce itd.) i wysublimowane, że można popaść w niebagatelną wątpliwość. Ale to taka była jedynie dygresja.
Ja „Transatlantyk” czytałem. Są ministrowie w tym rządzie którzy tego nie uczynili, są i tacy, którzy mylą Sienkiewicza z Konopnicką – ona za nazwisko nie powinna mieć nawet jednego tytułu w kanonie. Jeżeli ktoś „Transatlantyk” przeczytał i stwierdził, że autor promuje „pederastię” to jego sprawa. Każdy może dopatrzyć się promocji „pederastii” wszędzie gdzie mu się chce; na meczu piłkarskim po strzelonym „golu”, na meczu siatkarskim gdy panowie wymieniają klepnięcia w pośladki przy zmianie, w czyimś głosie, geście, fryzurze czy kolorze koszuli – jego sprawa. Pod warunkiem, że ów postrzegający nie będzie komunikował swych spostrzeżeń w sposób wyrządzający postrzeganym krzywdy. Ja - jak wspomniałem „ Transatlantyk” czytałem i nie dopatrzyłem się w nim promocji „pederastii”. Po pierwsze, ponieważ autor w żaden oceniający czy marketingowy sposób się do niej nie odnosi, a po drugie nie jak rozumieć termin „promocja pederastii”. Niestety może to świadczyć, o tym, iż jestem pożytecznym głupcem – czy jakoś tak – z czym dam sobie radę bez pomocy psychologa, czy też są osoby które uważają, że same są najmądrzejsze i zakazywanie nie przeczytanych przez siebie książek jest emanacją tej mądrości. Przy założeniu że jest ze mnie pożyteczny – to założenie optymistyczne w ogólnym założeniu pesymistycznym – głupiec muszę potraktować jako kompletem, z racji semantycznej. Lepiej być głupcem pożytecznym niż niepożytecznym i z racji nadawcy pierwotnego tego komunikatu i twórcy definicji. Z drugiej strony, uważając iż ludzie mogą się urodzić czarni, biali, żółci itd., a jednak są takimi samymi ludźmi takoż uważam, że natura seksualna człowieka to jego sprawa; póki nie wyrządza innej osobie krzywdy. Prawdy o tym, że homoseksualiści w Polsce nie są dyskryminowani ma tyle wspólnego z faktami, jak pogłoski, że Franz miał strzelać do Papieża. Jeżeli ktoś uważa że jest nierówno traktowany to ma prawo demonstrować swe poglądy.
Różne są teoria „wlnościowców” o homoseksualizmie; jedni mawiają, że to zboczenie, inni że choroba. Nie będę w tym miejscu uzasadniał tego, iż z powyższymi twierdzeniami się nie zgadzam, ponieważ doświadczenie uczy, iż w panującym nastroju okolicznym i społecznym jest to niedorzeczne. Jak ostatnio usłyszałem od pewnego jegomościa: „ jeszcze się żydowskie pedały dorwą do władzy”. Powiedziałem żem pedał i żyd i pan się oddalił – był sam, ja z kolegą. Śmiem twierdzić, iż w sytuacji odwrotnej mógłbym zostać profilaktycznie nawrócony siłą argumentu, ups! Tj. argumentem siły. Oczywiście taka postawa nie może uchodzić za normę, przynajmniej według mojego najlepszego rozeznania, choć nie wiadomo kto te normę normalizuję i w oparciu o jakie kryteria. Norma – obecnie – to jest taki przedział w wagonie społecznym który zostanie narzucony przez władzę. Według mnie norma to takie postępowanie które nie wyrządza drugiemu człowiekowi czy zwierzęciu krzywdy. Nagroda gwarantowana dla tego, kto będąc heteroseksualistą został nakłoniony do stosunku płciowego z mężczyzną, namiętnie się z kochał a następnie stwierdził, iż to wynik działań lobby gejowskiego w tym reklam podprogowych.
Banałem jest twierdzenie, że młodzież powinna poznać klasykę i wielkich. Jednak – jak widać – banały trzeba powtarzać do znudzenia; repetitio est mater studiorum. Nie wystawić Da Vinci: kopulował z bardzo młodymi chłopcami, Witkacy: pijak i eksperymentator, Picasso: komunista itd. idzie w steki. Młodzież i nie tylko powinna czytać by nabyć umiejętność rozumowania a nie wykonywania poleceń. Upupić! Czy upupić! Upupić!
Na marginesie tych wszystkich konferencji, wystąpień okolicznościowych i całego zgiełku tak mną minimalnie poruszyło, że ktoś w to wierzy, że ktoś wierzy, że inni maja prawo decydować o tym czy dobre jest kochanie mężczyzny czy kobiety, czy książka jest pochwałą „ pederastii” . a co zrobisz czytelniku jeżeli twój syn, córka wybielże nieco inaczej niż Ty?
Oddasz na leczenie?
Inne tematy w dziale Polityka