Mo tekst z 26.08.2006r.
Poniższe dywagacje są tworem wyobraźni autora i nie mają swego źródła i odzwierciedlenia w faktach. To czysta fikcja jest. Miejsce akcji: Europa Wschodnia, konkretnie Polska. Czas: jesień 2005 roku.
Wielkimi krokami zbliżają się wybory parlamentarne i prezydenckie. Liczą się tylko Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość, jeżeli chodzi o wybory do Parlamentu, natomiast w Wyborach Prezydenckich Lech Kaczyński i Donald Tusk.PO i PIS są naturalnymi wydaje się koalicjantami i wielką nadzieją narodu. W sondażach przoduje nieznacznie Tusk i PO, ale notowania PiS-u rosną. Nie to jednak zaprząta głowy głównych graczy potencjalnych szefów dwóch największych sił politycznych. Oni mają inny, ważniejszy problem: do Sejmu z dużym prawdopodobieństwem wejdą: SLD, LPR i Samoobrona.. Kampania się zaostrza, jej głównym bohaterem jest Jacek Kurski, który wyjawia „PRAWDĘ” o dziadku kandydata PO. Wybory Prezydenckie wygrywa Lech Kaczyński. Wybory parlamentarne. PiS. Nic jeszcze nie wskazuje, że do zawiązania koalicji nie dojdzie, choć były ku temu przesłanki (Andrzej Lepper popiera Lech Kaczyńskiego w drugiej Turze, Lech Kaczyński mówi o tym, iż Balcerowicz nie jest wymarzonym prezesem NBP itd. Do zawiązania koalicji nie dochodzi, choć wielokrotnie po rozmowach negocjacyjnych humory dopisywały obu stronom. Tusk nie przyjmuje funcji Marszałka Sejmu, Komorwowski nie zostaje na owe stanowisko wybrany, Niesiołowski nie zostanie wicemarszałkiem Senatu. Nagle okazuje się, że potencjalnych koalicjantów nic nie łączy, a dzieli wszystko. PIS rozpoczyna samodzielne rządy.
Taka wersja podawana jest publiczności, natomiast prawda - opowiadnia- jest inna. Już w trakcie kampanii wodzowie dwóch największych sił wiedzą, że Samoobrona, SLD, PSL i LPR w Parlamencie to tragedia dla dalekosiężnych planów reformowania Państwa. Wierzyli oni iż zdołają zdominować obie Izby i kolejnych wyborach tylko one będą się liczyć i co najwyżej zamienią się koszulką lidera, ale pozostając oczywiście w koalicji. Odbywa się spotkanie Liderów PiS i PO. Ustalają, iż Koalicji być nie może, bowiem czas najwyższy przyśpieszyć naszą młodą demokrację i doprowadzić do sytuacji, w której na scenie pozostanie dwie znaczące siły i ewentualnie jedna nowa lewicowa frakcja.Nadchodzące wybory na pewno takich rozstrzygnięć nie przyniosą, dlatego czas na wcielenie planu „zjadanie na śniadanie”. Oczywiście w plan nie mogą być wtajemniczeni szeregowi posłowie i działacze.
Plan ów miał następujące założenia. Nie będzie koalicji PiS PO. Najpierw rząd mniejszościowy Potem wciągnięcie w koalicje Samoobrony i LPR. W trakcie trwania wspólnego rządu należy poprzez przejmowanie i usprawnianie i wykonywanie genialnych pomysłów koalicjantów dokonywać ich marginalizacji i przejmowania elektoratu. Cała akcja ma pokazać opinii publicznej nieudolność satelitów przy minimalizacji kosztów takich posunięć, bowiem naród nie wszystko wytrzyma.. PO ma skupić się natomiast na anektowaniu głosów elektoratu SLD. Efekt ma być następujący, po wyborach w roku 2009 w Parlamencie będą: PO, PiS i zupełnie nowa partia lewicowa przy założeniu, iż będzie mała i nieznacząca o priorytetach ekologicznych.
Taki Parlament będzie mógł spokojnie zając się reformami i merytorycznymi dyskursami dla dobra Polski. W czasie realizacji planów PO i PiS mają okazywać względem siebie postawę antagonistyczną wręcz złowrogą w przeciwnym, bowiem wypadku odebranie elektoratu wymienionym partiom nie będzie możliwe. Jedna zasad musi jednak obowiązywać w strategicznych głosowaniach musimy działać wspólnie jednak tych głosowań nie będziemy nadmiernie eksponować (becikowe , likwidacja WSI, lustracja, itd.). Plan „zjadanie na śniadanie” rusza najpierw samodzielne rządy PiS wszystkie strategiczne i obiecane społeczeństwu ustawy przechodzą a nawet więcej. PiS rozpoczyna ofensywę na wszelakie środowiska intelektualne odbierając w ten sposób część elektoratu Leppera., po czym ów spór z łże-elitami łagodnieje. Luty 2006 powstaje „pakt stabilizacyjny”, czyli preludium do zjadania. Przynęta została skonsumowana . Po paru miesiącach okazało się, iż czas na II akt i powstaje koalicja. Koalicjanci dostają takie ministerstwa, w których zwgl. na przepisy UE nie są w stanie zbyt wiele napsuć np. rolnictwo, bądź na ich specyfikę nie można zbyt szybko zbyt wiele napsuć np. Edukacja. Minister rolnictwa ma pilnować tego, co i tak pilnują poległe mu agencje a lobby nauczycielski i studenckie nie pozwoli ministrowi Edukacji nazbyt poszaleć. Sondaże zdają się potwierdzać poprawność założeń planu. Poseł Wierzejski po kilku występach znika z ekranów a następnie odcina się – podobnie jak jego mistrz – od poglądów natur antysemickie i rasistowskiej, czym oczywiście sami sobie gałąź wyborczą podcinają. W tym czasie Minister Obrony narodowej porównuje umowę o wspólnej budowie rurociągu przez Rosje i Niemcy po dnie Bałtyku do Paktu Ribbentrop-Mołotow, a wynik LPR-u z niewiadomych przyczyn maleje. Dochodzi w Sejmie w końcu do wprowadzenia pod obrady noweli ordynacji samorządowej. Koalicja zaciera ręce – w szczególności LPR, bowiem sondaże wskazują, że ma owa partia nikłe szanse na wprowadzenie swych kandydatów do jakiejkolwiek rady. Opozycja protestuje, i nie bojkotuje głosowania. Pis ponownie marginalizuje i wręcz upokarza samoobronę i LPR wyciągając pomocna dłoń przy okazji zyskując elektorat wiejski, natomiast Po wykazując postawę zbliżoną o Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka punktuje skutecznie SLD i PLS.
Oczywiście zmiany zostają przegłosowane. Tylko przy okazji kolejnych wyborów samorządowych mogą powstać zupełnie inne bloki wyborcze, hipotetycznie odsyłając w niebyt pozostałości niepożądanych tworów politycznych. Należy zwrócić uwagę na nowych sojuszników PIS tzn. Panów z PLS PIAST. Dziwnym trafem ów sojusz powstał już po głosowaniu nad ordynacją wyborczą. Prezes Pis-u na konferencji prasowej powiedział mniej wiecie, iż pragnie był PSL Piast był główną siłą polityczną na polskiej wsi.
Powtarzam, iż powyższe zdania stanowią wyłącznie radosną twórczość autora a zbieżność wszelaka jest zupełnie przypadkowa ojej. Ciąg dalszy nastąpi
|