Tuż po wygłoszeniu przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego przemówienia telewizyjnego byłem rozbawiony, zarówno jego formą jak i treścią. Ale moje rozbawienie trwało bardzo krótko, do momentu kiedy uświadomiłem sobie, iż Lech Kaczyński dołączył do magików prawa czarujących na scenie politycznej. Pamiętamy ich spektakularne dzieła bezlitośnie odesłane przez Trybunał Konstytucyjny w niebyt. O ile pojawianie się owych niekonstytucyjnych wytworów po nie zaskakiwało, z racji ich autorstwa, o tyle nie pochodziły one z kancelarii obecnego Prezydenta RP, do czasu. Ten czas nastąpił wczoraj, kiedy Prezydent zapowiedział przesłanie do Sejmu projektu ustawy zezwalającej jemu samem na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego o treści zbieżnej z wcześniejszymi postulatami PiS.
Zanim przejdę do analizy treści prezydenckiego projektu garść przepisów. Art. 87. ust. 1. Konstytucji RP stanowi, iż źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej Polskiej są: Konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe oraz rozporządzenia. Interesująca nas umowa jaką jest Traktat Lizboński jest umową między narodową podlegająca ratyfikacji na podstawie zgody wyrażonej w ustawie. Art. 89 ust. 1 z uwzględnieniem pkt. 1 ma niesie treść: ratyfikacja przez Rzeczpospolitą Polską umowy międzynarodowej i jej wypowiedzenie wymaga uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie, jeżeli umowa dotyczy członkostwa Rzeczypospolitej Polskiej w organizacji międzynarodowej. Art. 90. zawiera normy najistotniejsze w przedmiotowej sprawie. Otóż ustawodawca stwierdził w ust. 1 tegoż art., iż Rzeczpospolita Polska może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach. W ust. 2. następuję sprecyzowanie procedury: ustawa wyrażająca zgodę na ratyfikację umowy międzynarodowej, o której mowa w ust. 1, jest uchwalana przez Sejm większością 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz przez Senat większością 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Kolejny ust. to stwierdzenie możliwości przeprowadzenia w referendum ogólnokrajowym w tego rodzaju sprawach zgodnie z przepisem art. 125 Konstytucji RP. Jeżeli wynik referendum byłby wiążący i pozytywny, Prezydent RP nie może określonej umowy międzynarodowej nie ratyfikować. Uchwałę w sprawie wyboru trybu wyrażenia zgody na ratyfikację podejmuje Sejm bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.
Z wyżej za prezentowanych przepisów wyłania się jednoznaczna droga procesu ratyfikacyjnego. Identyczna procedura obowiązuje w przypadku odstąpienia Polski od tego rodzaju umowy międzynarodowej. Konstytucja nie przewiduje żadnych odstępstw, alternatywnych trybów ratyfikacji. Nie ma również wątpliwości, co do zakresu normatywnego ustawy zezwalającej na ratyfikacje. Konstytucja nie zawiera normy pozwalającej na wprowadzanie do ustawy kwalifikowanych trybów odstępowania od umowy międzynarodowej, lub zmiany jej treści. Konstytucja zawiera oczywiste przepisy pozwalające Sejmowi, albo wyrazić zgodę na ratyfikacje albo nie. Tylko tyle i aż tyle.
Z treści art. 122 i 133 ust. 1 pkt. 2. wynika, iż Prezydent Rzeczypospolitej przed ratyfikowaniem umowy międzynarodowej może zwrócić się do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem w sprawie jej zgodności z Konstytucją, jak również, iż Prezydent Rzeczypospolitej nie może odmówić podpisania ustawy, którą Trybunał Konstytucyjny uznał za zgodną z Konstytucją. Jeżeli Prezydent Rzeczypospolitej nie wystąpił z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego może z umotywowanym wnioskiem przekazać ustawę Sejmowi do ponownego rozpatrzenia. Po ponownym uchwaleniu ustawy przez Sejm większością 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów Prezydent Rzeczypospolitej w ciągu 7 dni podpisuje ustawę i zarządza jej ogłoszenie w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej. W razie ponownego uchwalenia ustawy przez Sejm Prezydentowi Rzeczypospolitej nie przysługuje prawo wystąpienia do Trybunału Konstytucyjnego ( art. 122 ust 5 Konstytucji RP).
Prezydencki projekt ustawy zezwalającej na ratyfikacje przez Prezydenta RP Traktatu Lizbońskiego zawiera w art. 2 ust 1. następująca treść: przedstawiciele Polski w Radzie Europejskiej oraz w Radzie UE będą mogli wyrazić zgodę na uchylenie, bądź zmianę decyzji dotyczącej kompromisu z Joaniny wyłącznie po uzyskaniu zgody prezydenta, Sejmu, Senatu i rządu. jeżeli nie byłoby uprzedniej zgody tych czterech organów, przedstawiciel Polski byłby zobowiązany do przeciwstawienia się propozycjom jakichkolwiek zmian. Zgodnie z treścią artykułu 3. projektu, przyzwolenia tych czterech organów będzie także wymagało złożenie oświadczenia przez Polskę wyrażającego zgodę na zmianę treści lub skutków Traktatu z Lizbony, wraz z załączonymi protokołami, w tym Protokołu w sprawie stosowania Karty Praw Podstawowych do Polski i Wielkiej Brytanii albo wycofującego którąkolwiek z deklaracji dołączonych przez Polskę do Traktatu lub zmieniającego skutki tej deklaracji.
Niestety tak sformowane przepisy nie mają podstaw konstytucyjnych, są z nią sprzeczne. Jak bowiem zauważyłem wczesnej tryb przystępowania i odstępowania od umów międzynarodowych jest analogiczny. Znajduje to potwierdzenie w art. 22. ust. 2. ustawy o umowach międzynarodowych (Dz. U. z 2000 roku . nr 39. poz. 443) gdzie ustawodawca stwierdził, iż przedłożenie Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej do wypowiedzenia umowy międzynarodowej ratyfikowanej za zgodą, o której mowa w art. 89 ust. 1 i art. 90 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, jest dokonywane po uzyskaniu zgody wyrażonej w ustawie. Konstytucja jaki i wskazana ustawa nie zawiera możliwości nadania kompetencji do zezwalania lub zabraniania zmiany stanowiska czy wypowiadania umów innym podmiotom, niż tym które precyzyjnie wskazuje ustawa, w tym ustawa zasadnicza.
Treść art. 3 prezydenckiego projektu zawiera stwierdzenie, że przepisy ustawy nie uchybiają wymaganiom konstytucji RP co do trybu wyrażania zgody na ratyfikację umowy międzynarodowej, na podstawie której RP przekazuje organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach. Już konstrukcja przepisu jest nieco dziwaczna. Jeżeli przepisy ustawy nie uchybiają postanowieniom Konstytucji RP, nie ma powodu by o tym pisać w przepisie tejże ustawy. Idąc tym tokiem rozumowania, w każdym art. określonej ustawy można by zawrzeć ustęp, stwierdzający iż ów przepis jest zgodny z Konstytucją RP. Ponadto parlament nie jest organem uprawionym do wiążącego orzekania o konstytucyjności aktów normatywnych,; w tym umów międzynarodowych. Jeżeli zatem, na mocy tego przepisu ustawodawca wykracza poza zakres swych konstytucyjnych uprawnień, wkraczając jednocześnie w zakres kompetencyjny Trybunału Konstytucyjnego, to taki przepis należy uznać za niekonstytucyjny jak i prawie Prezydencki projekt ustawy zezwalającej na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego jest niekonstytucyjny.
Sejm nie powinien zatem podejmować ustawy, której treść – według mnie – jest sprzeczna z przepisami Konstytucji. Magikom prawa należy przeciwstawić wiedzę. Magicy prawa dbając wyłącznie o swój interes partyjny wyrządzają wielką krzywdę społeczeństwu jak i państwu. Nie wierzę, by magicy prawa nie dysponowali ekspertyzami świadczącymi i o absurdalności i niekonstytucyjności treści projektu ustawy zaproponowanej przez Prezydenta RP czy przez PiS. Prezydent RP Lech Kaczyński wygłaszając przemówienie w telewizji - a nie orędzie które Prezydent może wygłosić do Sejmu, do Senatu lub do Zgromadzenia Narodowego (art. 140 Konstytucji RP) – wystąpił z propozycją kompromisową która de facto była zbieżna z nieakceptowanym stanowiskiem PiS. Niewierząc w tak głęboką niewiedzę prawniczą zarzucam magikom prawa złą wolę i partyjniactwo formą bliskie pieniactwu i spolegliwości wobec określonych ośrodków polityczno –medialnych. Polski Parlament nie może wciąż narażać się na śmieszność produkując akty niezgodne z Konstytucją RP, nadające się jedynie do podtarcia pupy – w razie braku zwykłego, szarego papieru toaletowego. Parlament nie powinien podjąć projektu PiS, a w razie konieczności doprowadzić do referendum i niechaj społeczeństwo zdecyduje. Jeżeli społeczeństwo opowie się za ratyfikacją, wówczas Prezydent RP będzie zobligowany do jej dokonania. Jeżeli nie, Prezydent ustawy nie ratyfikuje i proces reformowania Unii Europejskiej ruszy od nowa. Jakie będą tego koszy? Trudno dziś ocenić z precyzją, ale na pewno wysokie.
Nie dajmy magikom możliwości mamienia nas iluzjami wartości narodowych, w przypadku gdy rzeczywiście idzie o interes jakieś formacji politycznej lub innych prywatnych podmiotów.
Inne tematy w dziale Polityka