W swoim tekście z pierwszego kwietnia pt. „Niewczesna gorliwość polskiej prokuratury” Paweł Lisicki, aktualny redaktor naczelny tygodnika będącego ważnym głosem polskiej prawicy i niedawny naczelny opiniotwórczego dziennika, doszedł do wniosku, że tortury w zasadzie nie są niczym niewłaściwym, jeśli stosować je wobec potencjalnych sprawców zbrodni, a człowieka można pozbawiać jego podstawowych praw, jeśli występuje on przeciwko nam. Teza dość ciężka nawet jak na prima aprilis.
„Jest rzeczą oczywistą – pisze Lisicki – że w normalnej sytuacji nie wolno godzić się na stosowanie wymuszonych zeznań, podobnie jak nie wolno ograniczać własnej suwerenności nad najmniejszą nawet częścią kraju – a tak zapewne stało się w przypadku Kiejkut. Tyle że w 2002 r., w samym ogniu walki z terrorystami, sytuacja normalna nie była. Nie tylko dlatego, że toczyła się z nimi wojna – samo to jeszcze by nadzwyczajnych działań nie usprawiedliwiało.
To, co zmienia perspektywę i pozwala uzasadnić stosowane przez Amerykanów środki i zgodę na wydanie im bazy, to sposób prowadzenia walki przez islamistów. Terroryści nie mieli żadnych skrupułów. Chcieli mordować niewinnych i bezbronnych. Nie znali litości ani współczucia; jedyne, co ich interesowało, to zadanie możliwie największych strat znienawidzonym mieszkańcom Zachodu. Dlatego nie widzę niczego niewłaściwego w tym, że potencjalnym sprawcom zbrodni odmówiono praw przysługujących z zasady człowiekowi.”
Skoro zaś torturowanie ludzi było słuszne i uzasadnione, prokuratura powinna dziś znaleźć pretekst do umorzenia postępowania przeciwko Siemiątkowskiemu, a Ruch Palikota powinien zostawić Millera w spokoju.
Jest to ten sam rodzaj podszytej ideologią logiki, której hołdują niektórzy przedstawiciele PiS. Pozbawianie podstawowych swobód w imię wyższej racji nie jest z tego punktu widzenia moralną aberracją, a wyrazem patriotyzmu. Chcieli mordować niewinnych i bezbronnych, nie znali litości ani współczucia, wydłubać im oczy! Nic więc dziwnego, że to samo środowisko broni człowieka, który jeszcze do niedawna, z powodów historycznych, piastował funkcję naczelnego Złego.
Ale jest jeszcze jeden powód, dla którego działacze i zwolennicy PiS stoją murem za Millerem. SLD jest dla postsolidarnościowej prawicy przeciwnikiem znanym i przewidywalnym, niemal swojskim. Wiadomo jak z nimi rozmawiać, wiadomo jak z nimi walczyć. Można uderzać w nich jako w epigonów komunizmu, powyzywać od postkomuny i ubrać w mundury ZOMO. A tymczasem Ruch Palikota jest dla nich zagadką. Kreśli nowe linie politycznego podziału społeczeństwa, w którym PiS nie potrafi się już odnaleźć. Bo jak tu zwalczać przy pomocy stanu wojennego i Katynia ugrupowanie popierane w dużej mierze przez ludzi urodzonych po transformacji i kładących nacisk na przyszłość?


Komentarze
Pokaż komentarze