RP Ochota RP Ochota
121
BLOG

Łukasz Ługowski: Droga służbowa cz. 3/4

RP Ochota RP Ochota Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

Ostatnio uczony prawnik podważał rozstrzygnięcia Komisji Majątkowej dotyczące zwrotu zagarniętych przez poprzednią władzę dóbr kościelnych. Twierdził, że wszystkie jej decyzje są do podważenia, bo w nasze prawodawstwo wpisana jest konstytucyjnie dwuinstancyjność. Może i jest wpisana, ale nie do matury, od której wyników nie można się odwołać. Co najwyżej można, po uprzednim umówieniu się, osobiście zobaczyć jak została oceniona i opisana przez egzaminatorów. Instancja jest jedna. Komisja Egzaminacyjna. Jak mundialowy sędzia piłkarski. Mogą wszyscy widzieć, że się pomylił, ale jego decyzje są niepodważalne. Tyle, że złego sędziego można nie dopuścić do następnego meczu…

A teraz pytanie najważniejsze. Czemu dziś służy matura? Kiedy ja ją zdawałem, a jestem dziś człowiekiem sędziwym, była jedyną drogą do uzyskania wykształcenia średniego. Wycofano się z tego w latach siedemdziesiątych. Dziś takie wykształcenie (i dostęp do zawodów i przedsięwzięć wymagających rzeczonego wykształcenia) ma każdy absolwent liceum i technikum. Absolwent, a nie maturzysta. Uzyskanie matury nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi uprawnieniami i możliwościami. Nie dodaje niczego do wykształcenia średniego. Średnie jest tak samo średnie z maturą i bez matury. Matura nie podnosi jego cenzusu i jakości. Przynajmniej formalnie. W zamierzchłych czasach mojego pobierania edukacji musiałem zdać maturę, by móc ubiegać się o zdawanie egzaminów wstępnych na wyższą uczelnie. Potem, mimo iż samo ukończenie szkoły dawało wykształcenie średnie utrzymano ów wymóg. Zdawało się maturę, by móc zdawać na studia. Podczas reformowania edukacji na przełomie tysiącleci stwierdzono, że powiela się niepotrzebnie egzaminy. Że wystarczy jeden. Zlikwidowano więc egzaminy wstępne. Bo matura miała wystarczyć. Wystarczyć do czego?
 
Ponawiam pytanie: czemu dziś służy matura? Czym jest naprawdę? Sprawdzianem wiedzy przyswojonej w czasie nauki w szkole średniej? Egzaminem zewnętrznym weryfikującym pracę szkół? Warunkiem uzyskania świadectwa ukończenia jakiegoś etapu edukacji (jak egzamin na prawo jazdy)? Nie. Matura jest dziś potrzebna wyłącznie do podjęcia studiów wyższych. I do niczego więcej. 
 
Na przełomie dwóch ustrojów miałem zaszczyt przez kilka lat uczestniczyć w egzaminach wstępnych na warszawską Akademię Teologii Katolickiej (dzisiaj Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego). Po prostu na uczelni nie było wtedy polonistów, a kandydatów na Wydział Filozoficzny (filozofia i psychologia) należało przeegzaminować ze szkolnej wiedzy z języka polskiego. Przez te lata, rokrocznie, w drugim dniu egzaminów ustnych przewodniczący komisji, wszystko jedno czy był nim akurat ksiądz czy cywil, przypominał mi, że dziś egzaminujemy kandydatów na psychologów, a nie, jak to było wczoraj, na filozofów, i że w związku z tym na inne cechy kandydata, poza oczywistą wiedzą polonistyczną, musimy zwrócić uwagę. Rozumiałem i było to dla mnie oczywiste. Uczelnia chciała i mogła przyjmować najlepiej rokujących studentów. A filozof i psycholog (nawet in spe) to nie to samo. 
 
Dziś uczelnie pozbyły się tego narzędzia. Fakt, egzaminy wstępne to była straszna mitręga dla szkół wyższych, uczeni mężowie (i damy), zajmujący się na co dzień nauką nie muszą dziś egzaminować rzeszy nieopierzonych kandydatów na studentów, zostawiają tę fatygę Okręgowym Komisjom Egzaminacyjnym. Owi mężowie (i damy) mają tylko oglądać ich papiery i porównać uzyskane punkty. Nie naruszają swojego prestiżu rozmawiając z licealistami. Jest wspaniale i sprawiedliwie. Przynajmniej teoretycznie. Wszystko zostaje zweryfikowane mitologicznym egzaminem zewnętrznym. Wszyscy zdają ten sam, tak samo sprawdzany egzamin. W zależności od jego wyniku mogą wstąpić na wszystkie uczelnie w kraju. I co? 
 
Uczelnie narzekają na tragiczne załamanie poziomu wiedzy ogólnej studentów pierwszych lat. Tak źle nie było nigdy. „Szkoła buja w obłokach” pisze profesor UJ Jan Hartman [„Wykładowcy szkół wyższych wiedzą doskonale, że większość studentów nie ma żadnej, najskromniejszej nawet wiedzy na żaden temat, a część nie umie czytać (duka bez zrozumienia) ani pisać. Dlatego nie ma nawet mowy o tym, żeby jakiś wykładowca, na przykład nauczyciel matematyki na politechnice, poniechał wykładania najbardziej nawet elementarnej wiedzy, zakładając , że student już ją posiada. Wykłada się zawsze wszystko od zera.”, Gazeta Wyborcza, 9 kwietnia 2009]. Hartman mówi o ludziach po maturze. Po Nowej Maturze. Kandydaci na polonistykę, filozofię, psychologię, socjologię, historię sztuki i parę innych wydziałów zostali zglajszachtowani, mają wiedzieć to samo, znać te same interpretacje i klucze odpowiedzi, bez śladu indywidualizacji, bo matura jest tak naprawdę Zunifikowanym Egzaminem Wstępnym na Wszystkie Uczelnie w Polsce. Co daje taka zuniwersalizowana (?) weryfikacja? Nie mówi nic o predyspozycjach, możliwościach. Potwierdza tylko umiejętność poruszania się w kluczu (konwencji) odpowiedzi. To też jakiś rodzaj inteligencji. Specyficzny i wyrywkowy. Czy na pewno przydatny? Czy na pewno niezbędny przyszłemu studentowi?
 
RP Ochota
O mnie RP Ochota

Fantastyczny, żywy nowy klub prężnej młodej lewicowej partii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Technologie