0 obserwujących
34 notki
9004 odsłony
41 odsłon

A PiS jak zwykle szkodzi

Wykop Skomentuj10
       Walka z wciąż wiszącą nad Polską groźbą kaczystowskiej tyranii nie jest zajęciem prostym. Jarosław Kaczyński, będąc człowiekiem wyjątkowo przewrotnym i złośliwym, potrafi wykonywać ruchy stanowiące dla jego przeciwników nie lada wyzwanie. Dobrym przykładem takiego działania jest obniżenie składki rentowej, na które ów zatwardziały populista zdecydował się w zeszłym roku. To makiaweliczne posunięcie niosło za sobą groźbę, że prosty lud w swej naiwności przyjmie je za dobrą monetę i spojrzy łaskawszym okiem na zanoszącego się w tym czasie diabelskim chichotem intryganta.

        Na szczęście polska demokracja może w każdych okolicznościach liczyć na swoich heroicznych obrońców spod sztandaru Gazety Wyborczej. Bezpośrednio po przegłosowaniu obniżenia składki w lipcu można było w niej przeczytać komentarze ekonomistów, których dla uniknięcia pomyłki podpisano jako liberałów. Wysunęli oni pod adresem rządu typowo liberalny zarzut – składki, owszem, można było obniżyć, ale należało to zrobić tylko w stosunku do najmniej zarabiających.

        Na tym jednak walki z obniżką składek Gazeta nie zakończyła. Przewidując przypadającą na styczeń 2008 jej drugą turę, przystąpiła piórem Piotra Skwirowskiego do ponownego ataku. Artykuł „Byłby 14 proc. PIT, gdyby nie obniżka składki rentowej” (http://gospodarka.gazeta.pl/podatki/1,25044,4746226.html) autor rozpoczyna od przywołania na pomoc znajomych. Cytowany kolega dziwi się, gdy Skwirowski informuje go, że podwyżka już nastąpiła, gdyż „on jej jakoś nie odczuł”. Z kolei zaprzyjaźniona nauczycielka jest przekonana, że po wakacjach zarabia mniej, a nie więcej (pozostaje mieć nadzieję, że nie uczy matematyki – w takim wypadku podobna niefrasobliwość w traktowaniu liczb byłaby niepokojąca). Dalej publicysta Gazety przedstawia wyliczenia, z których wynika, że gdyby zamiast składki rentowej obniżyć najniższą stawkę PIT, mogłaby ona wynosić zaledwie 14 procent!

        Autor przekonuje, że znacznie korzystniej byłoby obniżyć PIT niż składkę. Wysokości tej ostatniej nikt nie zna, nikt zatem nie odczuwa jej obniżenia. Pełen typowej dla Gazety wiary w inteligencję społeczeństwa publicysta najwidoczniej nie podejrzewa przy tym ludzi o zdolność do zauważenia nagłego wzrostu otrzymywanej pensji. No ale skoro, jak pokazują wyżej wspomniane cytaty, nie udaje się to nawet należącym przecież do ścisłej elity intelektualnej przyjaciołom redaktorów Gazety Wyborczej, taka właśnie musi być smutna prawda o Polakach. Na szczęście, inaczej jest z podatkami, „których wysokość zna każdy. Ba, nawet dzieci w szkole uczą się już obliczać podatki”. Aż dziw, że Skwirowski nie dodaje, że tylko osobista złośliwość Kaczyńskiego mogła sprawić, że nie wybrał rozwiązania, którego wprowadzenie wywołałoby uśmiechy na buziach pociech obliczających w pocie czoła PIT na lekcjach przedsiębiorczości.

        Obniżka PIT miałaby też przyciągnąć zagranicznych inwestorów. Czytelnik mógłby w tym momencie zaprotestować, że tych prawdopodobnie bardziej interesuje wysokość stawki CIT. Według Skwirowskiego są oni jednak istotami kierującymi się przy wydawaniu pieniędzy raczej sympatyczną atmosferą niż twardą kalkulacją. Wystarczy im wobec tego sygnał, że nasz kraj jest „przyjazny podatkowo”. Autor zachęca zreszta także i do obniżki CIT, nie wyjaśniając jednak, czy i na nią starczyłoby pieniędzy zaoszczędzonych na nieobniżaniu składek. Artykuł kończy zaś apelem do nowego rządu o naprawienie błędów poprzedników: „Od początku 2009 r. można jednak przywrócić składki rentowe sprzed obniżki, a w zamian solidnie obciąć podatki”. Trudno mi sobie wręcz wyobrazić jak niezmiernie musieliby być z takiego rozwoju sytuacji zadowoleni pracodawcy, których obniżenie składek rentowych skłoniłoby w latach 2007 i 2008 do zatrudnienia nowych pracowników.

    Oczywiście można dyskutować, czy obniżka składki rentowej jest najsensowniejszym rozwiązaniem. Szczególnie, że w obliczu rosnącej inflacji coraz bardziej paląca staje się potrzeba zmniejszenia deficytu budżetowego. Ma ono jednak bardzo poważną zaletę – obniża koszty pracy (79,9% małych i średnich firm badanych ostatnio przez PKPP Lewiatan wskazało je jako największą barierę rozwoju), co jest niezwykle istotne, biorąc pod uwagę wciąż wysokie bezrobocie w naszym kraju. Biorąc do tego pod uwagę zwyczajową niechęć rządzących do obniżania obciążeń fiskalnych w jakiejkolwiek formie, należałoby w nim dostrzec chociaż pewne pozytywy. Najwyraźniej naiwnością byłoby jednak wysuwanie takich oczekiwań wobec Gazety Wyborczej, która sprawia wrażenie, że choćby nawet PiS-owi udało się zlikwidować problem głodu na świecie, nie miałaby problemów ze sporządzeniem długiej listy powodów do skrytykowania partii Jarosława Kaczyńskiego.

 

 
                                                                                    Robert Durlej

                                                                                           Rubikkon 

Wykop Skomentuj10
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale