Premier nie zawahał się kilka dni temu narazić zdrowia. Przyjechał ze szpitala, by ratować rację stanu polskich „pedek'ów” (proszę się nie oburzać, bo to określenie Witolda Gombrowicza - ulubionego pisarza Janusza P.). Teraz prezes rady niesfornych ministrów do szpitalnego łoża powrócił zapewne i ma wiele czas na czytanie i głębsze analizy (wszak gardło od niedawnego gadania chore bardziej jeszcze). Podsuwam zatem panu premierowi myśl nie mniej światłą niż ta, dla której ratowania złączył się był niedawno z sejmową większością, by z kretesem przerżnąć.
W odpowiedzi na postulat legalizacji związków partnerskich postuluję mianowicie przejście kilku kroków naprzód, a raczej kilku wstecz. Otóż, żebyśmy uwierzyli w szczerość intencji naszych postępowców w Sejmie, musieliby najpierw pokazać nam swój zapał w walce o legalizację związków poligamicznych i poligynicznych.
Nie ma w tym postulacie niczego podchwytliwego czy ironicznego. Skoro już teraz obolałe państwo nasze polskie (w kryzysie) dopuszcza możliwość posiadania kilku mężów/żon pod rząd – który to proces przedzielony jest rozwodami, to dlaczego mielibyśmy zabraniać posiadania kilkorga żon/mężów w jednym czasie?
Baczni obserwatorzy życia zwierząt, którzy dawno już wytropili związki jednopłciowe w przyrodzie, przyznają mam nadzieję, że częstszymi przypadkami są związki mnogie typu: jeden delikwent – kilka delikwentek i na odwrót. Jako zaś, że jak twierdzą ci sami wyznawcy matki ziemi, człowiek musi żyć w zgodzie z naturą – śmiało przystąpcie proszę żwawo i do tego dzieła naśladowania!
Sejmowi Panie i Panowie, przejdźcie najpierw ten etap na drodze postępu, a dopiero później zrealizujcie plan B (związki partnerskie) i C (adopcja na życzenie każdego chętnego). Oto prawdziwy sprawdzian intencji naszych włodarzy sejmowych. Nie pomijajmy żadnego z istotnych etapów ewolucji moralnej w kierunku prawdziwej modernizacji Polski.
Wie to każdy zwolennik wujków: Leszka M., Janusza P., Donalda T. – nieodrodnych wnuków dziadka Darwina: trzeba najpierw stać się małpą, żeby zacząć myśleć. Do roboty!


Komentarze
Pokaż komentarze (1)