Tak, jak mówiłem na antenie Newsmax Polska (w tym miejscu dziękuję za zaproszenie), realną ocenę prezydentury Karola Nawrockiego można nakreślić prawdopodobnie po jego całej kadencji, a 365 dni w wielu przypadkach to za mały okres, abyśmy realnie odczuli wszystkie konsekwencje danych decyzji politycznych. Poza tym, przecież każdy obywatel zrobi to oddając swój głos w wyborach w 2030 r. Niestety, ale w każdej kampanii prezydenckiej wyraźnie wydać totalne niezrozumienie podstawowych założeń systemu politycznego, jaki został nakreślony w III RP. Mamy przecież system parlamentarno-gabinetowy ze wzmocnioną rolą prezydenta, a każdy z kandydatów w swoich programach wyborczych czy też podczas telewizyjnych debat przedstawia się niczym szef rządu i główna egzekutywa, przy czym w wielu przypadkach realizacja prezydenckich planów musi spotkać się z akceptacją parlamentu, rządu, a przede wszystkim ministra finansów – co też dotyczy części propozycji Nawrockiego z 2025 r. jak np. ulgi prorodzinne, obniżenie VATu itd. Oczywiście można deliberować jakie będą relacje Pałacu Prezydenckiego z Kancelarią Premiera po jesieni 2027 r. i zyskaniem większego wpływu na ogólne kształtowanie polityk państwowych, wyłączając oczywiście realizowanie prawa veta.
Widać, że Nawrocki dąży do odgrywania coraz większej roli w polskim systemie politycznym, w tym nawet w rozgrywkach partyjnych, gdyż nie chce powtórzyć błędów swoich dwóch poprzedników, wywodzących się z jakże różnych światów. Brak przyszłości politycznej oraz niewykorzystanie swojego potencjału i rozpoznawalności po dwóch kadencjach w Pałacu Prezydenckim okazał się realnym problemem zarówno dla Aleksandra Kwaśniewskiego, jak i Andrzeja Dudy. Nie zliczę inicjatyw, konferencji czy spotkań programowych lewicy, podczas których ten pierwszy z wymienionych miał być twarzą oraz gwarancją pozyskania poparcia wyborców, pozytywnie odnoszących się do jego prezydentury. Komunistyczny minister ds. młodzieży stał się istnym memem, a siły lewicowe mogą tylko pomarzyć o poparciu z przełomu wieków, co widać było po wynikach właśnie Kwaśniewskiego czy rządu Leszka Millera. Z kolei Andrzej Duda po swojej prezydenturze nie kryje się z tym, że skupia się na zarabianiu pieniędzy oraz podwyższeniu swojej stopy życiowej. Dlatego też Karol Nawrocki, nawet jeżeli w glorii chwały opuści Belweder w 2035 r., to na pewno nie będzie chciał popełnić błędów poprzedników i być odstawiony na polityczny śmietnik historii.
Wprawdzie można ironizować na temat pracy jego kancelarii, w szczególności aktywności szeregu rad doradczych, za co odpowiadają ministrowie Bogucki czy też Andruszkiewicz, a do których są zapraszane dość ,,dziwne” osoby, jednak istnieje realne prawdopodobieństwo, że w przyszłym roku Nawrocki będzie musiał skorzystać z zapisów art. 155 Konstytucji RP i sam wskaże Prezesa Rady Ministrów, co może być jedynym sposobem na ustabilizowanie polskiej sceny politycznej, patrząc obecnie jak wszystkie środowiska ,,wzmacniają się przez podział”, co dotyczy lewicy, prawicy oraz centrum (przepraszam, ale nadal nie wiem co planuje Ryszard Petru oraz ile ugrupowań powstanie ze środowisk skupionych kiedyś wokół Szymona Hołowni).
Bez wątpienia za plus prezydentury Nawrockiego można uznać utrzymanie dobrych relacji transatlantyckich, w tym dzięki bezpośrednim kontaktom z Białym Domem, będącym naszym kluczowym partnerem geostrategiczny. Jest to o tyle ważne, że w polskim dyskursie na temat stosunków międzynarodowych coraz głośniejsza jest opcja antyamerykańska, opierająca się w swoich analizach na uprzedzeniach oraz pseudointelektualnych fobiach odnośnie do ruchu MAGA czy też samego prezydenta Trumpa (na ten temat pisałem na portalu Obserwator Międzynarodowy - ,, Antyamerykanizm jako szkodliwy trend analityczny [KOMENTARZ]). Oczywiście kiedy pojawiła się kandydatura Karola Nawrockiego przed wyborami w 2025 r. wielu przeciwników politycznych czy też nieprzychylnych komentatorów zarzucało mu brak obycia międzynarodowego. W praktyce okazuje się o wiele ważniejsze, gdzie ówczesny prezydent RP jest zapraszany i które drzwi może otworzyć.
Niestety, ale największym błędem prezydenta było przeciwstawienie się programowi SAFE, uwzględniając zarówno względy bezpieczeństwa państwa, jak i komunikacji politycznej. Wprawdzie nie oceniam pozytywnie minister Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej, czyli byłego Pełnomocnika Rządu do spraw Instrumentu na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy czy też pomysłu na zadłużanie się przy realnie dużym deficycie narodowym, lecz taki impuls inwestycyjny w zbrojenia jest istotny zarówno dla rynków europejskich, a przede wszystkim dla Polski. Osobną kwestią jest zastanowienie się czy SAFE jest minimum w polityce militarnej, jaką powinna realizować UE, jeżeli chce pełnić jakąkolwiek rolę w polityce bezpieczeństwa? Z kolei rozważając na temat podmiotowości międzynarodowej Europy oraz budowania jej możliwości należy ocenić, czy realnym jest skoordynowanie powiązań pomiędzy przemysłami obronnymi państw członkowskich w imię realizacji wspólnych celów strategicznych? Oczywiście naturalnym jest wykorzystanie wspólnego rynku, a także nowych instrumentów, takich jak wspomniane i problematyczne SAFE.
Wracając na polskie podwórko oraz roczną ocenę Karola Nawrockiego, to środowisku prezydenta czy ówczesnego Prawa i Sprawiedliwości, wspomaganych przez prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego totalnie nie wyszła opowieść o plusach ,,Polskiego SAFE 0 proc.” , czyli wykorzystaniu zysków i rezerw złota NBP na obronność. Nawet jeżeli ktoś był przychylny wobec podejmowania radykalnych kroków w pozyskiwaniu środków na obronność w niebezpiecznych czasach, to pojawiały się racjonalne głosy – dlaczego akurat teraz? Dlaczego dopiero podczas kadencji Nawrockiego, skoro pełnoskalowy konflikt na Ukrainie trwa od lutego 2022 r., a rosyjska agresja miała miejsce w 2014 r.? Część polityków czy też komentatorów mówiło wprost, że Polska ma również inne potrzeby społeczne czy prorozwojowe, na które również można by wydać wspomniane środki.
Zastanawiające jest oczywiście, czy przyszłe lata prezydentury Nawrockiego nie będą czasem nie tylko wzmożonej dyskusji na temat roli prezydenta w polskim systemie politycznym wraz z rozważaniami na temat potencjalnych zmian w ustawie zasadniczej, ale przede wszystkim realnej aktywności Pałacu Prezydenckiego w rozgrywce parlamentarnej czy też poszerzaniu swojego władztwa wykonawczego. Istnieje przy tym obawa, czy przypadkiem Karol Nawrocki nie będzie chciał tworzyć aury siły własnej osoby, przy czym znacznie gorzej będzie z samym państwem oraz jego instytucjami, których stabilizacja wykracza poza 5 czy 10letnie urzędowanie jednego polityka.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)