Polską prawicę można z grubsza podzielić na trzy nurty – liberalny, konserwatywny i katolicko – radykalny. Takiemu podziałowi odpowiadają partie – PO, PiS i LPR. To całkiem racjonalne rozwiązanie. Jest tylko jeden, zasadniczy problem – w każdej z tych partii znalazła się spora grupa nie tych ludzi co trzeba.
Nie ma tu miejsca na dokładną analizę powstania obecnych polskich partii prawicowych. Ważne są zjawiska, które wszyscy mieliśmy okazję obserwować. W mniejszym stopniu dotyczą one LPR, lecz bardzo mocno PO i PiS.
W Platformie znaleźli się ludzie od skrajnych liberałów po równie skrajnych konserwatystów, co wywołuje w tej partii nieustanne wrzenie. Stało się ono już znakiem firmowym tego ugrupowania. Lecz podobne zjawisko zaszło w PiS. Grzechem pierworodnym Prawa i Sprawiedliwości było powstanie z połączenia bardzo odmiennych środowisk ZChN i PC. Wydawać by się mogło, że silna ręka Jarosława Kaczyńskiego sprawiła cud, jednak po latach doszło do spektakularnego wybuchu niechęci. Oglądaliśmy go w piątek wszyscy.
Bez wątpienia nasza scena polityczna wyglądałaby inaczej, gdyby w swoim czasie pewne ruchy personalne były inne. ZChN powinien być w LPR, konserwatyści z PO w PiS. Wyraźniejsze podziały paradoksalnie sprzyjałyby porozumieniu.
Oczywiście porozumieniu w przeszłości. Teraz wszelkie personalne ruchy mogą doprowadzić tylko do dalszych konfliktów. Marek Jurek opuścił już PiS, jego zwolennicy także mogą to zrobić, lecz PO, ta chybotliwa Platforma – teraz nie rozpadnie się na pewno. Jej polityków, niezależnie od poglądów, powstrzymywać będzie wiara w pewne wyborcze zwycięstwo. Rozmyślanie o podziałach zostawią sobie na kolejną kadencję.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)