Czuję się dziwnie. Nawet bardzo dziwnie. Nieswojo. Ale chyba muszę to napisać – zgadzam się z liderem SLD. Jest bardzo prawdopodobne, że Olejniczak (a raczej starsi towarzysze) opracował jakiś szczwany plan, lecz nie zmienia to faktu, iż zażądał dziś tego, o czym mówiłem od dawna. Całkowitego otwarcia archiwów.
Nie da się ukryć – to właśnie w kampanii wyborczej postulowało Prawo i Sprawiedliwość. Gdy już PiS wygrało, lustracja niektórych środowisk ruszyła, ale lustracja totalna nie nastąpiła. Właściwie nie wiadomo czemu. To rodzi insynuacje, iż Jarosław Kaczyński chce grać teczkami, lub po prostu się czegoś obawia.
Równocześnie ostatnie miesiące to okres tak zwanej „dzikiej lustracji”. Dokumenty wyciekają nie wiadomo skąd i kiedy, po czym dziennikarze ogłaszają, że ktoś był agentem (i zwykle mają zresztą rację). Ostatnio obserwowaliśmy to na przykładzie profesora Miodka. U niektórych budzi to niesmak, i czasem trudno się dziwić.
Inna sprawa, iż de facto archiwa są już szeroko otwarte. Praktycznie każdy może „prowadzić badania historyczne” i zyskać dostęp do akt. Jednakże trzeba wiedzieć czego się szuka. W ten sposób lustracja faktycznie zajmie jeszcze cała lata, a rządzić jej przebiegiem będą ci nieliczni, którzy fatygują się do czytelni IPN.
Moim zdaniem SLD nie ma rzecz jasna czystych intencji. Wręcz odwrotnie – Olejniczak zagrał zapewne va banque i nie liczy bynajmniej na podjęcie przez Kaczyńskiego rzuconej mu rękawicy. SLD może faktycznie sądzić, że liderzy mają powody by nie odtajniać wszystkich teczek. Oczywiście nie chodzi o to, iż są kwity na braci Kaczyńskich, lecz rzeczy deprecjonujące naprawdę dużą część dawnej „Solidarności”.
Jest też drugie wyjaśnienie intencji SLD. Kataryna to zasygnalizowała, ale prześlizgnęła się po temacie. Otóż otwarcie archiwów, podanie pełnych list różnego typu współpracowników SB – to musi wywołać chaos. A fala krytyki spadnie na rządzących, kto by nie wniósł projektu ustawy. Olejniczak to wie. Wie również, że przecież elektorat SLD najmniej przejmie się kwestia czyjejś agenturalnej przeszłości (zresztą, członków PZPR raczej na TW nie werbowano). Tak więc dzięki otwarciu archiwów lewica zyska chaos na scenie politycznej, sama mając pewność, iż będzie najmniej poszkodowana.
Plany Olejniczaka mogą być różne. Nie zmienia to faktu, że faktycznie należy zrobić to, co powinno być uczynione 18 lat temu. Otworzyć archiwa, przeżyć bolesny okres w życiu kraju i iść do przodu. A jeśli nie zdecydujemy się na takie rozwiązanie – to już lepiej posłuchać się Michnika oraz mu podobnych i teczki spalić.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)