W chwili, gdy Platini ogłosił przyznanie Polsce i Ukrainie prawa do organizowania Euro 2012, prezes Listkiewicz i minister Lipiec rzucili się sobie w ramiona. A przecież jeszcze niedawno obaj byli dla siebie wrogami numer jeden. Nagłe narodowe porozumienie ponad podziałami? Mam nadzieję, że nie.
Konflikt między PZPN a rządem nie wziął się bowiem z niczego. Polski Związek Piłki Nożnej od lat jest gniazdem korupcji i szemranych interesów. I taki pogląd to już nie spekulacje. Prokuratora ma dowody. Tak się złożyło, że od ośmiu lat szefem polskiej piłki jest Michał Listkiewicz. Być może nie brał osobiście udziału w licznych przekrętach, lecz je tolerował. Słusznie więc, iż minister sportu podjął z nim walkę, osiągając pewne sukcesy.
Teraz jednak Listkiewicz pozuje na bohatera. Sądzi, że obronił swoje stanowisko. Należy wyprowadzić go z błędu. Teraz gdy mamy już Euro, jest nam jeszcze mniej potrzebny (cyniczne, ale prawdziwe).
Nie wyobrażam sobie, by Listkiewicz pozostał prezesem PZPN kolejne 5 lat. Przecież to mnóstwo czasu. Mnóstwo szkód, jakie może narobić. To super, że mamy Euro. Lecz żadne zasługi nie mogą przecież doprowadzić do zgody na łamanie prawa. A nasze środowisko piłkarskie jest zepsute i bezczelne do granic możliwości. Bez wątpienia, gdy poczują na chwile grunt pod nogami, zaraz zacznie się to co kiedyś. A my mamy patrzeć na drukowanie meczów, uśmiecha się głupkowato i cieszyć z Euro 2012? Wykluczone!
Warto zaznaczyć, iż obecna sytuacja to świetny, ale zarazem bardzo trudny test dla wymiaru sprawiedliwości i polityków. I nie chodzi tylko o piłkę, to ma wymiar ogólny. Czy w naszym kraju nadal będą „święte krowy” – osoby, które z różnych powodów mogą się cieszyć całkowitym brakiem zainteresowania policji lub prokuratury? Czy też każdy będzie musiał zdawać sobie sprawę z czekającej go odpowiedzialności? Przypatrujmy się dalszym losom Michała Listkiewicza i jego świty z PZPN.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)