Rybitzky Rybitzky
78
BLOG

Targowica to może nie, ale...

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 11

Czesi mają wicepremiera – rasistę (przynajmniej według „Wyborczej”). Na Węgrzech od kilku miesięcy przy każdej okazji wybuchają zamieszki przeciw rządowi, brutalnie tłumione przez policję. W Estonii mamy do czynienia z otwartym etnicznym konfliktem. We Francji regularnie płoną synagogi, a na wschodzie Niemiec wybory wygrywają neonaziści.

Jak to się więc dzieje, że to nasz kraj jest regularnie potępiany przez Parlament Europejski i nazywany przez niektórych „faszystowską dyktaturą?”. Czemu w „New York Timesie” nie piszą o Estonii, a w „Wall Street Journal” o Węgrzech? Czemu „Die Zeit” nie zajmie się niemieckimi problemami? Dlaczego te wszystkie gazety piszą akurat o „polowaniu na czarownice” w Polsce?

Ktoś może mi odpowiedzieć, iż Zachód interesuje się naszym krajem bardziej niż malutkimi państewkami wokół. Ale to nieprawda. Rzecz w tym, że oni tam nas nawet nie rozróżniają. Polska, Czechy, Słowacja – co za różnica? Jedna dzicz.

Rozwiązanie tej zagadki jest proste. Otóż nikt z Czech, Estonii, Węgier lub innego kraju UE mającego wewnętrzne problemy nie jedzie się skarżyć do Strasburga. Nie robi szopki na cała Europę, w imię swojego własnego interesu. Wszyscy wiedzą, że własne brudy należy prać samemu. Wszyscy poza Polakami, oczywiście.

Tak się składa, że już od czasów czeskiej interwencji w 1038 roku (podczas buntu pogan), poprzez kolejne stulecia naszej historii, najwięcej problemów spadało na Polskę z powodu pomysłu, by skarżyć się za granicą na doznane w kraju krzywdy. Na łamanie praw i na zbrodniczy rząd. Najtragiczniejszym symbolem takiej postawy jest Targowica. Oczywiście nikogo teraz do Branickiego lub Potockiego porównać nie można. Ale też mam nadzieję, że porównywać nie będzie trzeba.

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka