Spekulacje na temat „listy 500” oraz doniesienia o ewentualnym „buncie młodych” w PiS skłoniły mnie do podjęcia tematu, którym pragnąłem się zająć od dawna. Partia Prawo i Sprawiedliwość wymaga zmian. Skostniała i scentralizowana struktura tego ugrupowania doprowadzi w końcu do jego upadku.
Nie jest prawdą, że PiS ma „krótką ławkę”. Po prostu Jarosław Kaczyński obraca stale tymi samymi nazwiskami, powodując narastając frustrację wielu działaczy – młodych, wykształconych i ambitnych. Co gorsza – przy obsadzaniu kluczowych stanowisk „ławka PiS” bywa ostentacyjnie omijana. Władze partii rezygnują z własnych ludzi na rzecz osób wziętych z nikąd.
Podobnie jest przy wyborach. Podczas ostatnich wyborów samorządowych PiS ściągał na swoje listy kandydatów z różnych dziwnych organizacji. Cel był jeden – pozyskać wdzięczność wielu środowisk. Miała się ona objawić przy urnach wyborczych.
Jak sądzę, Jarosław Kaczyński nakazał takie działania, zakładając, że partyjna kadra łyknie wszystko, ciesząc się z samej możliwości służby Idei.
Rzecz jednak w tym, że Idea nie jest realizowana.
***
Nie jest prawdziwy kreowany przez media obraz PiS jako ugrupowania złożonego z połączonego Porozumienia Centrum i Przymierza Prawicy. Owszem, tak PiS wyglądał, ale zaraz po powstaniu. Do 2005 roku do partii wstąpiło mnóstwo ludzi, którzy nie działali wcześniej w żadnej innej organizacji. Głównie dlatego, iż byli na to za młodzi. To pracą studentów i absolwentów zbudowano struktury Prawa i Sprawiedliwości, a następnie zwyciężono w wyborach.
***
Po wyborach nastąpiły rządy katolicko – socjalnej gerontokracji. Młodzi posłowie i lokalni działacze zostali odsunięci w cień. Młodzieżówkę całkowicie zlekceważono, a jej członkowie odwdzięczyli się partii tym samym. Wystarczy powiedzieć, że we Wrocławiu z 40 osób w młodzieżówce, pozostało 4-6.
Gwałtowny odpływ młodych działaczy spowodowało wiele rzeczy. Przede wszystkim całkowity brak zainteresowania ze strony kierownictwa partii oraz zawarcie wiadomej koalicji. Nagle ludzie, którzy uwierzyli w Ideę, mieli pogodzić się z jej kompletnym zbrukaniem. Mieli patrzeć na przestępców i pezetpeerowców w rządzie. I mieli się na to zgodzić kompletnie za nic. Kierownictwo partii nawet nie próbowało ich przekupić.
***
W trochę lepszej sytuacji była liczna grupa młodych posłów. Oni mogli się czuć, jakby złapali Pana Boga za nogi. Ale w końcu zrozumieli, że zamiast ich autentycznej wiedzy i wiary w Ideę, partia woli byłych komunistycznych aparatczyków, albo małych grubasków, których jedyną zaletą jest wierność.
Osobiście czułem przez ostatnie miesiące, jak mój szacunek do młodych posłów PiS gwałtownie spada. Znam niektórych z nich i wiem, że ich poglądy są bliższe moim niż obowiązującej obecnie partyjnej linii. Ich godzenie się na obowiązujący stan rzeczy było dla mnie oznaką całkowitego złamania. Dobrze, jeśli prawdą okaże się ich sprzeciw na pewne rzeczy. Słowa Adama Hofmana budzą nadzieję: Nie możemy robić ustaw tylko pod starych wyborców. Powinniśmy wychowywać ludzi, którzy poprą nas za 10, 15 lat. Trzeba dać im powód, żeby wrócili z Anglii czy Irlandii. Ustaw dla młodych nie wymyślą Marek Kuchciński czy Tadeusz Cymański.
***
Do kolejnych wyborów pozostały dwa lata. To najlepszy moment, by postawić sprawę jasno: gdzie Rewolucja? Gdzie Idea? Czemu PiS korzysta w rządzeniu z usług ludzi kompletnie tego niegodnych? Czemu Jarosław Kaczyński woli byłych członków PZPR od setek wiernych mu młodych ludzi?
A gdy już te pytania zostaną postawione musi nadejść moment oczyszczenia. Jeśli walczymy z dawnymi komunistami, to nie możemy sami robić wyjątków. Żadnych pezetpeerowców w PiS oraz w rządzie! Zastąpmy ich młodymi ludźmi.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)