Jednym z głównych powodów dla których zacząłem pisać bloga było moje zażenowanie metodami stosowanymi przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. O ile cele polityki PiS uznaję w większości za słuszne, to sposoby ich realizacji budzą mój opór. I bynajmniej nie chodzi mi o kwestie etyczne (bo wiara w moralną politykę to nadzwyczajna naiwność), lecz o profesjonalizm, a raczej jego brak.
Przez ostatnie kilka miesięcy nic się nie zmieniło. Jak najbardziej słuszne w swych zamierzeniach plany są niszczone poprzez ich kompletnie nieudolną realizację. Co najgorsze – właściwie nie wiadomo, dlaczego władze PiS (czyli premier) dopuszczają do takiego stanu rzeczy. Typowy przykład – sytuacja w ministerstwie spraw zagranicznych.
Na czele MSZ stoi osoba, która najwyraźniej nie radzi sobie na tym stanowisku. Tymczasem pełni swoją funkcję z pełnym poparciem reszty rządu. Oczywiście, może ktoś rzec, iż jestem zmanipulowany przez wiadome media, przedstawiające wykrzywiony obraz działań Pani Minister. Nie wiemy przecież jak radzi sobie ona na światowych salonach i w poufnych rozmowach. Może jest właściwą osobą, ale skrzywdzoną przez dziennikarzy?
Cóż, tak się składa, że oglądałem z uwagą wiele pokazywanych w TV konferencji prasowych Pani Minister. I patrząc na tą przestraszoną szarą myszkę jakoś nie potrafię sobie wyobrazić by brylowała w świecie dyplomacji. Niestety, stosunki międzynarodowe to sfera niezwykle brutalna. Trzeba być, cytując klasyków, ostrym jak brzytwa. A Pani Minister nie sprawia wrażenia takiej osoby – bo też i raczej taka nie jest.
Gdyby chociaż była sprawną administratorką! Lecz ze zdolnościami kierowniczymi jest u Pani Minister jeszcze gorzej. Brak naszych ambasadorów w wielu ważnych krajach Europy jest już faktem powszechnie znanym i komentowanym. Ale ta sytuacja trwała przecież już dużo wcześniej niż zwrócili na nią uwagę dziennikarze. Trudno nazwać tę sprawę inaczej niż kompromitacją. A co zrobiła Pani Minister? Nic. Kompletnie nic.
Przyjmijmy jednak, co całkiem prawdopodobne, iż szefowa MSZ jest niczym innym niż laleczką voodoo w rękach premiera. W takim wypadku nie jest ważne kto zajmuje ministerialne stanowisko, a co mu rozkazuje zrobić Jarosław Kaczyński. I to na prezesa PiS spada odpowiedzialność za błędy podwładnych. W sprawie ambasadorów ingerencja premiera byłaby jednak nawet wskazana – on przecież najlepiej zna swoje kadry. Bez problemu powinien znaleźć kilkanaście wykwalifikowanych i zaufanych osób. Tymczasem nic takiego nie uczynił. Nie widzi potrzeby?
Ponoć naszym działaniom na arenie międzynarodowej przeszkadza Układ istniejący wewnątrz skostniałych struktur MSZ. Trudno jednak wyjaśnić jak to się ma do kwestii ambasadorów, a jeszcze trudniej – dlaczego tenże Układ nie zostanie szybko rozbity? Środki ku temu przecież są.
Niestety, pytań dotyczących Ministerstwa Spraw Zagranicznych jest wiele, a odpowiedź – tylko jedna. Otóż w MSZ najmocniej uwidacznia się kompletny brak profesjonalizmu działań obecnej ekipy rządowej. Jarosław Kaczyński i jego ludzie uważają (możliwe, że słusznie), iż ich zamierzania są dla Polski najlepsze. Zapominają przy tym, że każda praca, by się komuś przysłużyć, musi być wykonana dobrze. Inaczej, mimo szczytnych celów, cały wysiłek idzie na marne.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)