W dyskusji pod mym wpisem o emigracji zarzucano mi (jak zwykle) różne rzeczy, między innymi nacjonalizm. Osobiście czuję się nacjonalistą, owszem, ale dosyć specyficznym. Ponieważ na naszym portalu trwa właśnie debata o tożsamości narodowej oraz patriotyzmie (patrz: Trystero, Adam@Tezeusz) chętnie do niej dołączę i przedstawię swoje zdanie na ten temat.
Siedem lub osiem lat temu pisałem na lekcji polskiego wypracowanie opierające się na fragmencie „Dziadów” Mickiewicza. Nasz wieszcz napisał w swym wiekopomnym dziele, iż Polacy są jak lawa – u góry twarda skorupa (znaczy elity, których nie obchodzi los kraju), za to wszystko pod spodem ogień (lud walczący o swoją Ojczyznę). Otóż analizując tę tezę w liceum doszedłem do wniosku, że jest ona z gruntu fałszywa, a kolejne lata utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Jest bowiem dokładnie odwrotnie.
Wśród ludności Polski (tak samo zresztą, jak w każdym innym kraju) była i jest tylko niewielka grupa (powiedzmy – 10 procent) zainteresowana losem państwa i przywiązana do jego tradycji. Owszem, Polacy wielokrotnie bohatersko walczyli i ginęli za Ojczyznę. Tyle tylko, iż zwykle robili to na oczach biernej masy, dla której wynik narodowowyzwoleńczych zmagań był całkowicie obojętny. A nawet jeśli nie było im wszystko jedno, to się po prostu bali.
Przykłady można mnożyć. W 1830 roku powstańców listopadowych witały w Warszawie pozamykane okiennice. W sierpniu 1914 nikt nie chciał przyłączyć się do maszerującej brygady kadrowej Piłsudskiego. W 1981 jeden ruch Jaruzelskiego wystarczył, by dziesięciomilionowa (jakoby) „Solidarność” rozpadła się jak domek z kart.
Wielkich rzeczy w naszej historii dokonywały jednostki lub małe, zdeterminowane grupy. To ten niewielki procent świadomych Polaków pchał naprzód kraj. Reszta tylko patrzyła i cieszyła się, gdy mogła napełnić brzuchy, lub przeklinała, gdy przychodził czas wyrzeczeń.
Jeśli wiec jestem nacjonalistą to rozumiem przez to nie uwielbienie dla „narodu”, czyli tej całej masy ludzi, których łączy jedynie przypadkowe urodzenie na terenie Polski, mówienie wspólnym językiem i socjalizacja w tej samej kulturze. Nie! Jestem „nacjonalistą” z szacunku do tej niewielkiej grupy, która przez wieki oddawała swój wysiłek i swoje życie tej ulotnej idei, jaką jest Polska.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)