Polscy politycy są, jacy są, ale jednego nie można im zarzucić – braku wyczucia sytuacji. Od zarania III RP politycy potrafili, jak szczury, wyczuć kiedy okręt tonie i szybko przenieść się na inny. Oczywiście czasem wybór nowego środka transportu ku władzy zawodził, ale zwykle wielu szczurkom udawało się płynąć dalej.
Najlepszy przykład to politycy dawnej Unii Wolności, którzy w odpowiedniej chwili zmajstrowali sobie całkiem spory statek pod nazwą Platforma Obywatelska i żeglują nim szczęśliwie do tej pory. Bardziej pechowy był Marek Borowski, który także uciekł z tonącego (zdawałoby się) okrętu na inny. Szybko jednak okazało się, że jego nowy okręt to przeciekająca tratwa. Cóż, ryzyko jest wpisane w zawód szczura… Polityka, chciałem powiedzieć.
Tym bardziej dziwi mnie bierna postawa parlamentarzystów Samoobrony. Czyżby instynkt ich nie ostrzegał? Jan Maria Rokita na ich miejscu już dawno skakałby za burtę. Może samiec alfa w stadzie Samoobrony ma taką siłę, że nawet ranny i osaczony przez nagonkę, nadal krótko trzyma swoje stado?
Być może. Sądzę jednak, iż instynkt musi w końcu zadziałać. Małe, wypełnione przerażeniem mózgi, zaczną pracować i wyślą nogom jeden impuls: uciekać!! Teraz jeszcze szczury biegają zdezorientowane po klatce, trwożliwie zerkając na dominującego samca. Ale gdy tylko ktoś otworzy małe drzwiczki i kaprawe oczka ujrzą ser – stado ruszy ku nowemu.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)