To tak żałośnie typowe dla Polaków. Najpierw była chwila zbiorowej ekstazy – żeby nie powiedzieć: narodowy orgazm. Następnie przyszły dni szaleńczego entuzjazmu i górnolotnych deklaracji. Czego my tu nie zbudujemy! Jak to nie będziemy świetnie przygotowani! A teraz po kilku miesiącach jesteśmy, jak zwykle, na etapie „to się nie uda”.
Do Euro 2012 pozostało prawie 5 lat, a tymczasem w mediach już ukazują się materiały nt. „Czy Polska straci prawo do organizacji mistrzostw?”. Oczywiście, rząd nie daje podstaw do optymizmu. Jednak, na szczęście, w organizacji Euro władze centralne nie mają decydującego znaczenia. O tym się nie mówi, a warto przypomnieć – to w rękach samorządów leży przyszłość tej imprezy.
To samorządy miast, w których odbędą się mecze, mają wybudować stadiony i przygotować infrastrukturę wokół nich. Jak rząd ma na to wpłynąć? Wsadzić wszędzie komisarzy? Dopiero by się podniósł szum.
Jestem przekonany, że lokalne władze sobie poradzą. Samorządy to jeden z większych polskich sukcesów po 1989 roku. Wiele miast potrafiło wykorzystać otrzymaną szansę i wkroczyć na drogę rozwoju. Teraz piłkarskie mistrzostwa tworzą kolejne możliwości. Jedyne co potrzeba to determinacji.
Rzecz jasna, determinacja to prawdziwa stopa achillesowa Polaków. Konieczność wykonania czegoś na bardzo konkretny termin powoduje u wielu rodaków miękkość kolan. Zwykle naturalną reakcją na czasowe ograniczenia jest obserwowany właśnie fatalizm. Ale, do cholery – uda nam się!
A jeśli nie, to wybierzmy w następnych wyborach Kononowicza na prezydenta. Będziemy na to zasługiwać.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)