Moim zdaniem jedną z rzeczy, której najbardziej obawiają się politycy jest filozofia. Nie filozofia – nudny szkolny przedmiot. Filozofia prawdziwa – umiłowanie wiedzy. Umiłowanie myślenia i dążenia do prawdy.
Po cóż bowiem politykom myślące społeczeństwo? Po co ludzie starający się krytycznie ocenić otaczający nas świat? Otóż po nic. Władzy potrzebny jest obywatel bezrefleksyjny. Przyjmujący jako jedyna prawdę otaczającą nas rzeczywistość.
W dzisiejszym, pełnym materializmu świecie, trwa hodowla człowieka nie-myślącego. Potulnego konsumenta produktów podsuwanych przez rządzących, szczęśliwego z powodu bezpieczeństwa i pełnego brzucha. Taki człowiek nie stawia pytań. Co najwyżej żądania. A polityczną rywalizację wygrywa ten, który najlepiej tworzy wizję zaspokojenia potrzeb.
Gdyby ludzie zaczęli zadawać pytania o sens otaczającej ich rzeczywistości – to byłby problem. Który polityk jest w stanie zaspokoić wyższe potrzeby swych wyborców? Otóż – żaden. Ale nasi władcy mogą być spokojni. Wychowali sobie poddanych nie zadających kłopotliwych pytań.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)