Proszę, załóżmy na chwilę, że Andrzej Lepper (który właśnie odmówił prokuraturze zeznań) nie jest najbardziej prawdomównym człowiekiem na świecie. Załóżmy równocześnie, iż Prawo i Sprawiedliwość nie chciało zdobyć w Polsce władzy absolutnej. Wiem, dla niektórych przyjęcie takie sposobu widzenia jest trudne, ale spróbujmy, wszyscy razem.
A teraz, gdy już zaakceptowali Państwo powyższe założenia, spójrzmy na Jarosława Kaczyńskiego. Oto polityk, który oddał swoją władzę w zamian za prawdę.
Wybory będą za dwa miesiące. A wcale tak nie musiało być. Ostatni gabinet SLD przez ponad dwa lata opierał się na parlamentarnej mniejszości. To była wegetacja, ale przecież – władza. Tak samo mogło być z PiS. Jednak trwanie tego parlamentu oraz rządu Jarosława Kaczyńskiego oznaczałoby prawdopodobnie powołanie sejmowej komisji śledczej ds. tak zwanej „akcji CBA”. Wniosek o taką komisję poparły by bowiem wszystkie partie poza PiS.
To doprowadziłoby do skandalicznej sytuacji. Oto Andrzej Lepper wiedziałby natychmiast wszystko o toczącym się wobec niego śledztwie. Tym samym zapewne uniknąłby sprawiedliwości. Zresztą, wszyscy inni podejrzani również wchodziliby w posiadanie ważnych informacji. Nasi posłowie raczej nie znają pojęcia tajemnicy śledztwa.
Jedynym sposobem na uratowanie sensu działań prokuratury stały się wybory. Nikt nie zdecyduje się na komisję dwa miesiące przed wyborami. Ponadto skuszona perspektywą nadchodzącej władzy Platforma wycofała swe poparcie dla ewentualnych prac sejmowych śledczych. Tym samym prokuratora zyskała czas potrzebny na rozwikłanie sprawy Leppera, a teraz także i Kaczmarka. Cena tego czasu jest wielka, lecz Jarosław Kaczyński zdecydował się ją zapłacić.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)