Na to, iż PiS prostą drogą zmierza ku wyborczej klęsce, zawracałem uwagę od dawna. Teraz moje wpisy mogą służyć za podsumowanie tego, co dokonało się dziś.
Pisałem o kompletnym braku profesjonalizmu w działaniach partyjnych liderów: Na dłuższą metę nie można zrealizować żadnego programu politycznego, choćby najbardziej szlachetnego, mądrego i w ogóle cudownego, jeśli się nie potrafi odpowiednio przedstawić swych działań opinii publicznej.
Pisałem o niezrozumiałym przywiązaniu do kadr wywodzących się wprost z PZPR: Gdzie Idea? Czemu PiS korzysta w rządzeniu z usług ludzi kompletnie tego niegodnych? Czemu Jarosław Kaczyński woli byłych członków PZPR od setek wiernych mu młodych ludzi?
Pisałem o upadku rewolucyjnego ducha: Znam wielu ludzi, dla których wyborcze zwycięstwo PiS było wielkim wydarzeniem. Wierzyli oni, iż zagłosowali dobrze, a nasz kraj czekają zmiany. Teraz w tych ludziach pozostało tylko zniechęcenie. Dalej uważają, że zmiany są potrzebne. Ale widzą, iż to co obserwowaliśmy przez ostatnie miesiące było za wysoką ceną.
Pisałem o konieczności stworzenia intelektualnego zaplecza partii: Nie jest łatwo orzec jak duży wpływ na opinię publiczną mają poglądy wygłaszane przez intelektualistów. Na pewno jednak pojawianie się takiej grupy utrudniłoby przeciwnikom PiS posługiwanie się stereotypem partii „antyinteligenckiej”. Ponadto tworzyłoby to szanse na rozbudowanie potencjalnego elektoratu w kierunku innym niż „radiomaryjny”.
Przede wszystkim zaś, obserwując działania PiS niejako „od dołu” dostrzegałem kompletny rozpad struktur terenowych, które zaczęły coraz gorzej wyglądać na tle konkurencyjnych ugrupowań: Zaraz po wyborach władze Prawa i Sprawiedliwości zapowiadały nową strategię działania. Partia miała przyjąć nowych członków, zreorganizować struktury i umocnić się w terenie. Tymczasem nic takiego nie nastąpiło. Zaplecze PiS, miast się wzmocnić, ulega stopniowej dezintegracji.
Pamiętając doświadczenia z poprzednich kampanii wiedziałem jak wielkie znaczenie ma „praca u podstaw”. Tymczasem w PiS po prostu nie miał jej kto prowadzić: Przez kolejne miesiące musieli łykać kolejne gorzkie pigułki i legitymizować działania liderów swoją obecnością na partyjnych spotkaniach. Nic więc dziwnego, że przez ostatnie dwa lata liczba aktywnych członków dramatycznie spadła. Młodzieżówka praktycznie przestała istnieć.
Gdy Platforma rozwijała swoje lokalne struktury i przyjmowała do swojej organizacji młodzieżowej setki studentów w całym kraju, Prawo i Sprawiedliwość wierzyło w możliwości swoich spin doktorów oraz siłę od górnie prowadzonej kampanii. Tymczasem ta taktyka przyniosła kompletną klęskę.
Podobnym błędem było zaufanie w siłę wsi oraz starszych osób. Owszem, te środowiska zachowują się bardzo stabilnie i mogą być podstawą dobrego wyborczego wyniku. Jednakże nie stać ich na prawdziwy, pełen energii zryw, jaki stał się udziałem młodych wyborców Platformy.
Przegrana boli bardzo mocno, lecz muszą być z niej szybko wyciągnięte odpowiednie wnioski. Prawo i Sprawiedliwość musi dostosować się do nowych warunków demograficznych i kulturowych. Porzucić wiarę w wymierający „moherowy” elektorat i postawić na pierwszym miejscu pracę w terenie, a zwłaszcza w wielkich miast. To one będą decydować o zwycięstwach w kolejnych wyborach.
Jeśli PiS nie zdobędzie się na wielkie zmiany, to szybko zniknie z politycznej mapy Polski. Obawiam się jednak, że trudno będzie skierować tę partię na nowe tory. Przecież to, o czym pisałem wyżej, było oczywiste nie tylko dla mnie. Tymczasem dla pewnych swego geniuszu liderów partii była to najwyraźniej wiedza tajemna.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)