To wręcz zadziwiające, dlaczego jeszcze żadna polska ofiara niemieckich przestępstw z czasów II wojny światowej nie próbowała dochodzić samodzielnie swoich praw. Krzywdy zadane naszemu narodowi przez Niemców są wręcz niewyobrażalne. Tymczasem nigdy nie otrzymaliśmy odpowiedniego zadośćuczynienia.
Stało się tak głównie dlatego, że Polacy zaufali swojemu państwu, które jak we wszystkich innych sytuacjach, nie było w stanie zaspokoić potrzeb obywateli. Skończyło się na podpisaniu kilku traktatów i założeniu śmiesznej fundacji. W efekcie kolejne ofiary niemieckiej przemocy umierały w biedzie, gdy tymczasem ich oprawcy żyli w dostatku.
Dziś więc wiadomością dnia powinien być pozew przygotowywany przez adwokatów Gnicjusza Natoniewskiego. Domaga się on od rządu Niemiec miliona złotych odszkodowania. Jako sześciolatek został poparzony podczas pacyfikacji wsi na Lubelszczyźnie.
Pan Natoniewski składa pozew do sądu w Gdańsku. Zapewne nic w ten sposób nie uzyska. To jednak może być tylko początek drogi. Jest wiele prawnych możliwości – sądy europejskie, niemieckie, amerykańskie. Gdzieś zostanie wydany precedensowy wyrok. Wówczas lawina ruszy.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)