- Grzesiu, to chcesz być tym ministrem?
- Tak, tak!
- Ale na pewno… tym ministrem? Może jakimś innym? Skarbu, na przykład, bo Kazio się waha?
- Nie, ja chcę być ministrem spraw wewnętrznych! I administracji!
- A może ministrem infrastruktury...?
- Ej, Donald, o co chodzi?! Coś nie tak?
- Nie, nie… Tylko wiesz… Różne rzeczy ponoć ludzie u ciebie w mieście mówią. Wiesz, mnie to nie przeszkadza, ale… Tyle tam tych różnych biznesów prowadziłeś…
- No chyba mogłem? Obrotny ze mnie facet. Liberał.
- Oczywiście, lecz czy nie uważasz, że masz… hm… bardzo zróżnicowanych znajomych?
- Towarzyski jestem. Przecież wiesz. Mało to imprez razem zaliczyliśmy? Źle się ze mną bawisz, Donald?
- Nie, skądże! Zawsze jest super!
- To czemu się dziwisz? Nie ty jeden lubisz się ze mną spotykać.
- Ale wiesz… Niektórzy twoi koledzy… Ech, no rozumiesz?
- Nic im nie udowodniono.
- Tak, tak. Nie uważasz jednak, że to trochę niedobrze, żebyś był ministrem spraw wewnętrznych? Kontrolował policję i te wszystkie inne służby?
- Nie, czemu? Moim zdaniem to bardzo dobrze. Już się nie mogę doczekać.
- Ale…
- Donald, o czym my w ogóle rozmawiamy? Co ty, plotkom wierzysz? Weź gazety, pisze tam coś o mnie?
- Zupełnie nic.
- Właśnie! A popatrz jak skończył poprzedni minister. Znaczy ten przedostatni. W areszcie! Takie to miał PiS kadry. Ja zaś przecież jestem, jak my wszyscy, nową nadzieją, prawda? Dlatego o mnie się nie martw. I daj mi to ministerstwo.
- Ech, no dobra… To idę powiedzieć Waldkowi, że będziesz szefem MSW.
- Dzięki… Ja sobie tu tymczasem podzwonię… Acha, Donald, tylko pamiętaj, żebyście tam przypadkiem Bogdanowi czegoś nie przydzielili z rozpędu!


Komentarze
Pokaż komentarze (7)