Dotychczasowy lider PSL, niezatapialny żelazny „Waldek”, został podsumowany przez ponad połowę własnej partii PSL. Janusz Piechociński uzyskał 547 głosów, Waldemar Pawlak 530. Przegrany prezes powiedział na gorąco tuż po głosowaniu, że PSL jest dzisiaj potężną partią. Fundamentalnie nie zgadza się z Januszem Piechocińskim i rezygnuje ze stanowiska wicepremiera w rządzie. Odpowiada mi jako wyborcy takie rozwiązanie.
365
BLOG
Nepotyzm Made in Pawlak - kaput
Janusz Piechociński w euforii zwycięstwa uklęknął przed partią i zadeklarował, że nie jest prezesem, tylko sługą. I nowy sługa natychmiast zaczął beczeć, mniej więcej tak - Waldek nie odchodź, zostań w rządzie, będę prosił premiera Tuska, żeby nie przyjął Twojej dymisji. Coś mi tu pachnie mięczakiem. Obawiam się, że nie będzie żadnych zmian. Koleś kolesiowi oka nie wykole. Ciepłej posadki nie pozbawi. Rodzinki ze stołków nie ruszy.
Tak zapowiadają się wielkie zmiany w kolesiostwie, w nepotyzmie, w koalicji. I pod tym względem taki nowy lider mi nie odpowiada, jako wyborcy. Gdzie jest ta potęga PSL-u? Skończy się na tym, że ludowcy nie przekroczą progu wyborczego 5 %.
Waldemar Pawlak według mnie jest politykiem zjawiskowym, celebrytą z tabletem, z typowo wsiowym poczuciem humoru. Jego słynny zwrot do dziennikarzy: „Sio, sio, sio!” Jakby przeganiał stado drobiu, stado gdakających kur. Chociaż, jak się tak popatrzy na te reporterki sejmowe, niektóre już nie nioski, robią tylko dużo zamieszania.
Nadszedł koniec świata dla Waldemara Pawlaka. Jego własna partia powiedziała mu: „Sio, sio, sio!”
Bardzo dobrze, że coś się dzieje. W końcu nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)