122 obserwujących
3612 notek
1699k odsłon
182 odsłony

Parlament Europejski w cieniu Brexitu i Auschwitz

Wykop Skomentuj2

Pierwsza sesja PE w Brukseli – tzw. „minisesja” odbyła się w połowie ubiegłego tygodnia i zdominowana była „Brexitem”. Europarlament przyjął stosunkiem głosów 621 „za”, 49 „przeciw” i 13 wstrzymujących się rezolucję żegnającą Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, które jako pierwsze w historii EWG-UE opuszcza UE. Nie liczę tu oczywiście Grenlandii, która jako część terytorium królestwa Danii, ale nie osobny kraj, zdecydowała się na ten krok w latach 1980-ch.  

Koniec  kabaretu o nazwie „Brexit”… 

Podczas głosowania i po nim miałem subiektywne wrażenie, że obie strony: z tej strony Kanału La Manche i z tamtej stronu kanału zwanego przez nich Kanałem Angielskim, przyjmują tę decyzję o Brexicie  z uczuciem ulgi: „wreszcie”. Zakończył się istny kabaret, który, prawdę mówiąc, ośmieszał nie tylko Wielką Brytanię, ale ośmieszał też Unię oraz ewidentnie obniżył jej pozycje międzynarodową, bo przecież Unia rozstała się ze swoją gospodarką „numer dwa”. Przed tym głosowaniem otoczony chyba dziesiątką kamer Nigel Farage, twarz „Brexitu” i w Brukseli, i Strasburgu, ale też w jakiejś mierze w Londynie oświadczył, że następnym krajem, który z Unii wyjdzie będzie… Polska. Cóż, życie pokaże, choć nie sądzę, aby w  tej kwestii nastroje społeczne zmieniały się radykalnie przez najbliższe 10 lat. Dopiero bowiem za dekadę, może trochę wcześniej, może trochę później, Rzeczpospolita stanie się płatnikiem netto, a więc będziemy więcej wpłacać pieniędzy do kasy w Brukseli w formie składki członkowskiej niż stamtąd brać na różnego rodzaju projekty. Projekty - uwaga - nie tyle finansowane przez Unię, co wspófinansowane (!) przez nią, bo przecież, co warto cały czas przypominać, od jednej czwartej do połowy takiego projektu pokrywa strona polska…. Dopiero wtedy, zapewne, liczba zwolenników „Polexitu” realnie wzrośnie i może ewentualnie wpłynąć na potencjalny proces decyzyjny w  tej sprawie. A że nie jest to tylko czysto hipotetyczna możliwość, świadczy fakt, że przy największej erupcji euroentuzjazmu w Polsce, rok przed naszym wejściem do UE, kiedy polskie społeczeństwo dostrzegało w olbrzymiej większości zasadniczo same plusy naszej obecności w Unii, aż 22% Polaków w referendum głosowało przeciwko naszej tam naszej .  Przez kolejne ćwierć wieku  liczba rozczarowań – od spraw moralno-obyczajowych przez godnościowo-suwerenistyczne aż po wreszcie  czysto ekonomiczne (utrzymywanie UE czyli bycie płatnikiem netto, to jednak co innego niż bycie Unii beneficjentem…) na tyle wzrośnie, że tego spodziewanego eurosceptycyzmu, czy wręcz euronegatywizmu za dekadę lekceważyć nie można.  Co więcej, niektórzy politycy w Polsce, jak mniemam, już w tej chwili myślą o tym, jak tę falę niechęci i zawodu wobec Brukseli wykorzystać dla swoich środowisk, a  może dopiero powstałych w przyszłości partii politycznych. 

O uchodźcach w Grecji i prawach „ludów tubylczych” 

W ostatniej chwili do agendy posiedzenia europarlamentu w Brukseli, tradycyjnie obradującego w stolicy Belgii w środę i czwartek wstawiono punkt dotyczący chińskiego koronawirusa, co było oczywiście zrozumiałe. Nastąpiło to tuż po wykryciu przypadków zachorowania na niego w dwóch krajach członkowskich UE czyli Francji i Niemczech. Zresztą w dwóch dniach poprzedzających minisesję PE odwołano oficjalne wyjazdy europosłów: najpierw do Hongkongu (2-8.02) potem do Chińskiej Republiki Ludowej (24-28.02). Skądinąd w obu z nich miałem uczestniczyć.    

W czasie zeszłotygodniowej sesji odbyło się na sali plenarnej w budynku przy Rue Wiertz w unijnej „stolicy” w sumie sześć debat. O pierwszej, „brexitowej”, już wspomniałem. Dodam tylko, że sprawozdawcą był skrajnie Polsce i polskim władzom niechętny były ekspremier Belgii Guy Verhofstadt, który jednak do swojego ideologicznego antypolonizmu nie może już używać instrumentu w postaci funkcji szefa frakcji liberałów w europarlamencie. Z tej roli wypchnął go w lipcu zeszłego roku były premier Rumunii i rumuński komisarz Dacian Ciolos. 

Inne debaty, które znalazły się w agendzie europarlamentu (w środę obrady zakończyły się  przed północą) to : 1) „Prawa ludów tubylczych” (referował to wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, a jednocześnie „High Representative” czyli „Wysoki Przedstawiciel Unii ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa”, Hiszpan, Katalończyk Josep Borrell, skądinąd przewodniczący Parlamentu Europejskiego w latach 2004-2007); 2) „Indyjska ustawa o obywatelstwie” (również Josep Borrell- skądinąd debata ta była mocno forsowana przez brytyjskich posłów z pakistańskimi korzeniami: oni z Unii wychodzą, a nam zostawiają „hot potato” czyli parzącego w dłonie gorącego kartofla - udało się na szczęście wspólnie z Europejską Partią Ludową oraz eurosceptykami odłożyć w tej sprawie głosowanie do sesji PE pod koniec marca); 3)„Nagląca sytuacja humanitarna na wyspach greckich, zwłaszcza sytuacja dzieci – działania na rzecz ochrony, relokacji, leczenia rodzin” (stosowne oświadczenia Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej)”; 4) „Strategia UE na rzecz mobilności transportu: środki niezbędne  do 2030 roku i w późniejszym okresie” ; 5) „Jednominutowe wystąpienia” europosłów na różne tematy (zgodnie z art. 172. Regulaminu PE). 

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka