122 obserwujących
3648 notek
1708k odsłon
462 odsłony

Zachód słabnie czy wygrywa? Spór między Macronem i Pompeo

Wykop Skomentuj2

Rzadko się zdarza, aby dwóch polityków, mówiących całkiem sprzeczne rzeczy, miało jednocześnie rację. Taka sytuacja zdarzyła się w poprzedni weekend na corocznej konferencji dotyczącej bezpieczeństwa, która tradycyjnie odbywa się w Monachium. 

Zachód wygrywa i ... słabnie  

W bawarskiej stolicy sekretarz stanu USA Mike Pompeo polemizując z wcześniejszym antyamerykańskim wystąpieniem prezydenta Republiki Federalnej Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera powiedział, że „Zachód wygrywa”. Na tej samej konferencji prezydent Francji Emanuel Macron uzasadniając konieczność „zaprzyjaźnienia się” Europy z Rosją  stwierdził, że jest to konieczne, bo Zachód  jest słaby i słabnie. Paradoksalnie i Amerykanin i Francuz mieli rację. Faktycznie, szef MSZ USA przywołując rzeczywistość i mówiąc, że Zachód wygrywa, bo rosną przecież nakłady budżetowe poszczególnych członków NATO na obronność:  Waszyngton, Warszawa, Londyn, Ankara czy Bałtowie co prawda wciąż są jedynymi, który przekraczają 2 proc. PKB na potrzeby związane z armią i zbrojeniami, ale po bezwzględnych monitach prezydenta Donalda Trumpa skala tych wydatków rośnie również choćby w Niemczech. Zachód nie tylko ,jak się wydaje , na trwałe „wyrwał” Ukrainę Rosji, ale zaczął również neutralizować wpływy Moskwy na Białorusi, co dotychczas wydawało się „mission impossible”. A jeszcze 10-12 lat temu za pierwszej kadencji prezydenta Barracka Obamy Biały Dom swoją polityką wręcz umacniał rosyjskie wpływy w naszym regionie Europy, a nie je osłabiał! Zachód otworzył też pole konfrontacji z Chinami. Zwłaszcza mówimy o USA, bo apele sekretarza obrony mocarstwa „numer 1” na świecie Marka Espera w tymże Monachium o współpracę Europy z USA w przeciwstawianiu się Chinom przyjęto i na konferencji i w UE bardzo sceptycznie. 

Europa traci dystans do wszystkich - poza Afryką...  

Z drugiej strony można Macrona nie lubić – cały czas dostarcza ku temu licznych powodów – ale trudno się z  nim nie zgodzić: Zachód rzeczywiście słabnie. Tu nie chodzi tylko o politykę – odejście Wielkiej Brytanii jest wizerunkową katastrofą Europy w świecie, bo pokazuje chwiejność „europejskiego projektu” i fakt, że Europa nie jest partnerem poważniejszym i bardziej przewidywalnym niż kilka lat wstecz – wręcz przeciwnie. Europa słabnie też gospodarczo, bo nie tylko nie doścignęła ,gdy chodzi o rozwój ekonomiczny USA –  co miała osiągnąć zgodnie z zapisami Strategii Lizbońskiej w roku 2010 (sic!) –  ale systematyczne traci dystans do Ameryki, lecz też do – dynamicznie rozwijających się bez gorsetu regulacyjnego, charakterystycznego dla Unii Europejskiej, państw Azji. W ostatnim półwieczu jedynym kontynentem nad którym Europa zwiększyła dystans ekonomiczny jest…  Afryka. To z kolei generuje systematycznie zwiększanie kwot na unijną pomoc dla „Czarnego Lądu”, co przychodzi tym łatwiej, im większe były kolonialne uwikłania poszczególnych państw UE. 

Wreszcie Europa słabnie demograficznie, a przed katastrofą ratuje ją import ludnościowy z Afryki i Azji, co z kolei systematycznie zmienia strukturę społeczną, kulturową, cywilizacyjną i religijną Starego Kontynentu.  

Prezenty dla Kremla...  

Zatem polityczny paradoks A. D. 2020 stał się faktem: przywódcy euroatlantyckiej wspólnoty mają rację jednocześnie, choć jeden z nich opisuje stan Zachodu trzymając kciuk do góry (Pompeo), a drugi trzymając kciuk w dół (Macron). Rzecz w tym, że na oba, amerykański i francuski punkt widzenia, mocno rzutują współczesne uwarunkowania obu tych państw. Sekretarz Stanu USA pokazuje, skądinąd rzeczywiste, sukcesy administracji Republikanów na dziewięć miesięcy przed wyborami do Białego Domu. Zaś francuski prezydent autentyczną słabością Zachodu, a mówiąc ściślej:  Europy, uzasadnia historycznie uwarunkowaną w Paryżu chęć romansu z rosyjskim caratem – wszystko jedno czy „białym” czy „czerwonym” czy „postczerwonym” czyli putinowskim. 

Gdzie w tym wszystkim jest Polska? Bycie w słabnącej Europie nie powinno u nas wywoływać poczucia „Schadenfreude”, bo mimo ewidentnej dyskryminacji przez struktury UE państwa polskiego musimy mieć świadomość, że Europa słaba i podzielona – a do tego skądinąd prowadzi polityka Brukseli, Berlina czy Paryża – będzie tym łatwiejszym łupem Rosji. Z drugiej strony szaleństwem byłoby skorzystanie z zaproszenia do antyamerykańskiego tańca, które wystosował „Urbi et Orbi” były szef MSZ RFN, obecnie piastujący urząd prezydenta Republiki Federalnej. Europy nie wzmocni traktowanie na równi jako potencjalnych czy rzeczywistych wrogów naszej wspólnoty jednocześnie i Rosji i Chin i … USA. Osłabianie wspólnoty transatlantyckiej takimi ideologicznymi hasłami, które kiedyś deklamował szef Rady Europejskiej Donald Tusk, a  teraz czyni to głowa „państwa numer 1” w Unii to prezent dla Kremla. Branie przez nas udziału w takim antyamerykańskim „coming-out” świadczyłoby o zaniku instynktów samozachowawczych. 

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka