129 obserwujących
3987 notek
1803k odsłony
  154   0

John Kerry i jego odrzutowiec walczą o lepsze powietrze, von der Leyen błaga o szczepionki

rys. M. Andrzejewski
rys. M. Andrzejewski

Przeciwnicy globalnego ocieplenia twierdzą, że winę za to ponoszą samochody, które smrodzą na ziemi i samoloty, które smrodzą w powietrzu. Słowem: dwa nieszczęścia. Ale owi ekologiczni fanatycy oślepli i ogłuchli, a także nabrali wody w usta, gdy okazało się, że sekretarz do spraw środowiska czyli, mówiąc po ludzku, minister od klimatu w nowym gabinecie Bidena John Kerry ma odrzutowiec i 12 samochodów. Cóż, jak wiadomo: drogowskazy nie chodzą. Demokrata Kerry (tak, ten sam sekretarz stanu czyli szef MSZ u Obamy) będzie intensywnie zasmradzał środowisko generując złowrogi dwutlenek węgla – cały czas używając terminologii ekofanatyków – aby potem zwalczać smrody z własnej, prywatnej bazy samochodowo-lotniczej jako minister. Taka schiza „a la USA”. Może to przypominać strażaka-piromana, który podkłada ogień, a potem go dzielnie gasi. Co kraj, to obyczaj. Nad Wisłą mamy strażaków-podpalaczy, nad Potomakiem w tej roli, jak widać, obsadził się John Kerry.

Dalsze wieści z Ameryki. Nieprawomyślna, bo pro-Trumpowa czy ściślej: prorepublikańska Telewizja FOX News ma program „Tucker Carlson Tonight”. Przystojny, dobrze ubrany nie-Afroamerykanin na tle Kapitolu ośmiela się polemizować z obozem władzy. Ostatnio rozgryzł co oznacza słowo – wytrych dla Demokratów czyli „jedność”. Rzeczywiście bowiem obóz Bidena z nowym prezydentem na czele odmienia ową „jedność” przez wszystkie przypadki. Brzmi ładnie, jednak Carlson ujawnia praktykę: „jedność” dla DEMs (Demokratów) oznacza ... zamykanie oponentów . To też gra słów: „lock up” to także kneblowanie kogoś, ale przede wszystkim po angielsku wsadzanie do więzienia.

 Siedzę ja sobie przy moim biurku w gabinecie w Parlamencie Europejskim – po prawej jest jeszcze stół, przy którym przyjmuję gości, ale ponieważ jest to okrągły stół, to jednak wolę siedzieć przy biurku – i czytam jak to na spotkaniu premiera Jej Królewskiej Mości Borisa Johnsona z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą Gertrud von der Leyen (de domo Albrecht), Brytyjczyk pośpieszył z „bratnią pomocą” i zaoferował Unii sporo brytyjskich szczepionek. „Orszulka” – jakby to ujął Jan Kochanowski – skwapliwie się na to zgodziła, bo jak trwoga, to do Boga, a nawet do Brexitera. Bo – przypomnijmy – że ten były burmistrz Londynu był jednym z dwóch największych zwolenników Brexitu wśród czołówki Partii Konserwatywnej. Skądinąd barwna postać: lekko ekscentryczny, brat- łata, blondyn, choć z … tureckimi (!) korzeniami, przyjaciel Trumpa, który po jego porażce szybko zaczął sobie „wyrabiać chody” w obozie Bidena.

W starożytnym Rzymie mówiono „pecunia non olet”.

Współcześnie dla niemieckiej szefowej KE nie tyle pieniądze nie śmierdzą, co szczepionki z ręki wroga UE. Przyjmie je z pokorą i mlaśnie z ukontentowaniem.

Frau von der Leyen zna zresztą Londyn z czasów kiedy była Fraulein Albrecht i wynajmowała jako studentka pokój w domu należącym do … Jana Vincenta Rostowskiego. Teraz ekswicepremier tylko szelmowsko mruga okiem.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (10.02.2021)


Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka