133 obserwujących
4184 notki
1856k odsłon
  270   1

Unijna ekologia wirtualna

Europejscy ekolodzy nie byli zainteresowani powszechną wycinką drzew w Warszawie za prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz. Ruszyli jednak do boju w sprawie Puszczy Białowieskiej. I, co ciekawe, poszli na urlop, gdy za prezydentury Rafała Trzaskowskiego ścieki dwukrotnie zanieczyściły Wisłę. Niekonsekwencja? Cóż, przecież bardziej tu chodzi o politykę niż ekologię.

Zapoznając się z unijną strategią na rzecz bioróżnorodności (EU Biodiversity Strategy for 2030: Bringing Nature Back into Our Life), można mieć wrażenie, że Brukseli nie chodzi o to, aby ekologicznego króliczka złapać, ale żeby go gonić. Dokument ten powstał mianowicie w kompletnym oderwaniu od doświadczenia i wiedzy na temat bioróżnorodności państw członkowskich UE. Dlatego też rodzi wiele wątpliwości. Chodzi zarówno o olbrzymie koszty, jak i możliwości osiągnięcia wskazanych celów. Prawdę mówiąc, koszty przyrodnicze realizacji tegoż dokumentu, pisanego w Brukseli chyba na kolanie, również mogą być bardzo wysokie. O kosztach społecznych i finansowych też trudno będzie europejskim podatnikom zapomnieć.

Bioróżnorodna Polska pod ekologicznym pręgierzem

Tymczasem Polska – stawiana pod pręgierzem organizacji ekologicznych, ale też nieraz samej UE – jest krajem o bardzo znaczącej w skali Europy różnorodności biologicznej. Ekolodzy z krajów, w których jest może mniej kopalń niż w Polsce, chyba nie zawsze zdają sobie sprawę, że to właśnie, paradoksalnie, na terytorium Rzeczypospolitej żyje około 60 tys. gatunków żywych – a więc częstokroć więcej niż w krajach, z których owi aktywiści ekologiczni pochodzą.

Ochroną gatunkową w Polsce objętych jest przeszło 1800 gatunków zwierząt, roślin i grzybów. I to jest realny polski sukces – odradzają się u nas populacje wielu tzw. gatunków charyzmatycznych (żubr, wydra) i kluczowych (choćby bóbr). Co więcej, odradzają się również populacje dużych drapieżników (np. wilków), a to najlepiej pokazuje bioróżnorodność gatunków na terenie Polski.

Obszary chronione w naszej ojczyźnie stanowią mniej więcej 1/3 terytorium państwa. To więcej niż w wielu innych krajach Unii Europejskiej. Mamy aż 23 parki narodowe oraz, uwaga, niemal 1500 rezerwatów przyrody. Europejska sieć Natura 2000 obejmuje niemal 1/5 obszaru powierzchni naszego państwa, a więc przekracza średnią UE. Warto dodać, że największym powierzchniowo składnikiem (i najcenniejszym) z obszarów będących pod ochroną są u nas ekosystemy leśne. Stanowią prawie połowę całkowitej powierzchni chronionej (dokładnie 43,5 proc.).

W oderwaniu od innych strategii UE

Komisja Europejska, przedstawiając swoją strategię na rzecz bioróżnorodności, całkowicie abstrahuje od poszczególnych interesów krajów członkowskich Unii. Wiele zawartych w niej terminów wymaga wyjaśnienia i wyraźnego doprecyzowania, a także analizy podstaw naukowych, na których je oparto. Dotyczy to choćby takich pojęć jak: lasy pierwotne, starodrzewie, odtwarzanie, ochrona ścisła.

Ekologiczny diabeł tkwi w szczegółach. Strategia nie daje odpowiedzi na kluczowe, także z punktu widzenia finansowego, pytania. Choćby o to, w jaki sposób zostanie przeprowadzony podział kosztów w celu osiągnięcia owych jakże ambitnych celów. Wciąż brakuje odpowiedzi, czy procentowy udział obszarów chronionych ma się rozkładać w sposób proporcjonalny między kraje członkowskie UE oraz na jakiej zasadzie owe obszary chronione będą wyznaczane.

Poważnym problemem jest również brak powiązania poszczególnych strategii generowanych przez Unię Europejską. Otóż w strategii na rzecz bioróżnorodności nie ma na przykład żadnego odniesienia do „priorytetowych ram działań” (prioritised action frameworks – PAF) dla sieci Natura 2000 na lata 2021–2027, a są one przecież dokumentem o charakterze strategicznym i mogą być podstawą do realizacji przedstawianych przez Komisję Europejską planów odbudowy różnorodności biologicznej.

Zakaz inwestycji ma dać... wzrost gospodarczy

Dzisiaj unijni planiści nie powtarzają za Katonem: „Kartagina powinna być zniszczona”, za to do każdego, nawet pozornie dalekiego od ideologii federalistycznej, dokumentu usiłują przemycić po cichu poszerzanie kompetencji instytucji UE kosztem państw narodowych. Tak samo dzieje się teraz w kontekście EU Biodiversity Strategy.

Szczególnie dotyczy to tych fragmentów dokumentu, które odnoszą się do leśnictwa i lasów. W ten sposób, omijając traktaty europejskie, Komisja de facto chce uszczuplić prerogatywy państw i wyeksportować je do Brukseli. Może to spowodować znaczące zmiany w sposobie zarządzania zasobami leśnymi w wielu krajach członkowskich UE, w tym Polsce. Niezależni eksperci alarmują, że przy tym ulec zniszczeniu może model, który mamy nie tylko w Polsce: wielofunkcyjnej i zrównoważonej gospodarki leśnej. To rzecz niezwykle niebezpieczna dla zachowania jej ciągłości.

Unijna strategia o „przywracaniu przyrody do naszego życia” ustanawia cele niesłychanie ambitne, w tym choćby zwiększenie do 30 proc. powierzchni zarówno morskich, jak i lądowych obszarów chronionych. Warto dodać, że 1/3 powierzchni UE – a minimum 10 proc. – ma być objęta ochroną ścisłą. To może być dobre dla niektórych gatunków zwierząt, ale już na pewno nie dla ludzi: uniemożliwi to prowadzenie na tych terenach jakichkolwiek działań, w tym inwestycyjnych lub związanych z gospodarką leśną, a nawet działań chroniących zwierzęta i rośliny. Nie mówię już o aspekcie społecznym, szczególnie istotnym w okresie pandemii – owa strategia uderzy w miejsca pracy.

Charakterystyczne dla tego typu dokumentów jest to, że brakuje w nich informacji o źródłach finansowania. W EU Biodiversity Strategy również tego nie ma. Podobnie jak analiz skutków społecznych, które nastąpią w trakcie realizacji tego projektu unijnych ekologów.

Trochę zabawne, a trochę smutne jest to, że prezentując ten dokument pod koniec zeszłego miesiąca, KE podkreślała, że stanowi on element Europejskiego Zielonego Ładu, czyli nowej unijnej strategii… wzrostu gospodarczego! Jak doprowadzić do wzrostu gospodarczego, zakazując inwestycji na znaczącej części terytorium krajów członkowskich UE i ograniczając miejsca pracy – tego już Bruksela nie wyjaśniła.


*tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie" (10.06.2021)

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka