137 obserwujących
4379 notek
1888k odsłon
  153   1

USA kontra Francja i kangury w tle

Coraz ciekawiej dzieje się w świecie polityki międzynarodowej – i to w ramach jednego obozu szeroko rozumianego Zachodu. Zaiskrzyło w relacjach Francja-USA. Ba, zaiskrzyło to mało powiedziane. Obserwujemy prawdziwy pożar, mimo że oba państwa dzieli Atlantyk. W tym pożarze płonie kolosalna kwota 40 miliardów USD, które Paryż miał zainkasować za sprzedaż 12 okrętów podwodnych dla Australii. Media określały to australijsko-francuskie porozumienie jako „kontrakt stulecia”. Trzeba przyznać, że był on rozpisany na dwie dekady i miał zapewnić robotę stoczni w Normandii, w Cherbourgu, jeśli nie do końca świata, to na dziesiątki lat, bo chodziło też o serwisowanie już oddanego sprzętu i jego modernizację. W sumie miało to kosztować przeszło dwa razy więcej niż same okręty. Zatem do francuskiej kasy miało wpłynąć z Oceanii aż 90 miliardów USD ! Australia nie ma w zasadzie w ogóle nowoczesnej floty podwodnej, a Paryż miał to Canberrze zagwarantować, praktycznie uniezależniając ja od innych sojuszników (czytaj: USA i Wielkiej Brytanii).

Co prawda pierwsze okręty miały zostać przekazane Australijczykom dopiero za 10 lat, a całość operacji miała zakończyć się za lat niemal 30 (sic!), ale Waszyngton skontrował już teraz. Ostatecznie Australia będzie miała podwodną flotyllę, ale dzięki Waszyngtonowi i Londynowi. To porozumienie trzech państw z trzech kontynentów nazwano AUKUS. To skrót od liter symbolizujących te kraje: A– Australia, UK – United Kingdom, US – United States. Traktat ten został też nazwany „indopacyficznym” – i choć w wymiarze geostrategicznym ma być zaporą dla wpływów Chin, to pierwszym krajem, który stał się jego ofiarą jest Francja.

Teraz ministrowie spraw zagranicznych i obrony Republiki Francuskiej miotają pod adresem Australii najgorsze słowa: „Dostaliśmy cios w plecy” – ta wypowiedź szefa MSZ Le Driana brzmi więcej niż ostro, bo takich słów między sojusznikami się nie używa. Ale gdy ten sam Minister Spraw Zagranicznych mówi, iż: „Takie nieprzewidywalne działania obecnej administracji (USA- przyp. R. Cz.) przypominają mi czasy, gdy w Białym Domu decydował Donald Trump”– to mogę się tylko roześmiać, bo akurat prezydent Macron inwestował w relacje z Trumpem bardzo mocno. Zresztą z wzajemnością: prezydent Trump przyjmował go czerwonym dywanem w Waszyngtonie, a także zapraszał Monsieura Macrona i Pierwszą Dame Francji do swoich prywatnych rezydencji, co kontrastowało z lodowatym przyjęciem Angeli Merkel, której Jankesi pozwolili złożyć zaledwie dwudniową „roboczą wizytę”.

No, to teraz nowy Biały Dom odwinął się, „karząc” Paryż, a przy okazji zarobi „bajońskie sumy”, żeby użyć nieco złośliwie pojęcia rodem z francuskiej historii…

*tekst ukazał się na portalu Wprost.pl (20.09.2021)

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka