Ryszard Czarnecki Ryszard Czarnecki
36
BLOG

BANGLADESZ I MALEDIWY CZYLI GEOPOLITYCZNE GRY

Ryszard Czarnecki Ryszard Czarnecki Polityka Obserwuj notkę 0

Co Polaków mogą obchodzić wybory w Bangladeszu? Cóż, jednak powinny, skoro świat stał się „globalną wioską” (Marshal McLuhan),a geopolityczne mecze rozgrywają się na różnych poziomach i kontynentach. Skądinąd Bangladesz to państwo, którego populacja przewyższa Rosję i to już o prawie 30 milionów (dwa lata temu miał 174 miliony),a na dodatek jest to jeden z największych muzułmańskich krajów świata. 

W ostatnich dniach tamtejsze wybory przyniosły porażkę premiera, laureata ekonomicznej nagrody Nobla 86- letniego Muhammada Yunusa. Ten ciekawy teoretyk i autor pojęcia mikrokredytu, którego pomysły doskonale pasowały choćby do funkcjonowania polskich SKOK-ów, w praktyce makroekonomicznej okazał się kiepskim szefem rządu (parokrotnie w swoich artykułach krytykowałem jego politykę i pseudoreformy). Szczerze mówiąc to jednak bardziej niż sprawy personalne tego państwa na drugim końcu świata - choć nie ukrywam sentymentu do jego poprzedniczki premier Szejk Hasiny, którą znałem i miałem okazję długo z nią rozmawiać - interesują mnie skutki geopolityczne. A te są następujące : stracił Pakistan z którym zacieśnienia stosunków chciał Yunus, trochę zyskują Indie (bo stracił Pakistan...). Wygrali nacjonaliści z partii BNP, która przedstawia się jako ugrupowanie liberalno- demokratyczne,ale obiecywała bangladeskie „500 plus” dla czterech milionów rodzin (!) oraz zasiłki dla bezrobotnych absolwentów uczelni. Premierem ma zostać Tarigue Rahman. Będzie to zresztą dowodem na funkcjonowanie nie tylko w Dhace (stolica kraju) ,ale w całej Azji Południowej, Indiach, Pakistanie dynastii politycznych. Rodzice przyszłego premiera... też byli premierami, a matka Khaleda Zia była pierwszą kobietą - szefem rządu. Parlament Bangladeszu liczy trzystu deputowanych, a ponad 2/3 miejsc zajmie właśnie BNP czyli Nacjonalistyczna Partia Bangladeszu.

Z bardzo biednego Bangladeszu przenieśmy się na chwilę do turystycznego raju, jakim są Malediwy. Tam z kolei w ostatnich wyborach prezydenckich wygrał prochiński Mohamed Muizzu, który pokonał przyjaciela Indii Mohameda Soliha. Gwoli ścisłości kandydat pro- New Delhi wygrał wybory prezydenckie w 2018 roku, a kandydat pro- Pekin kolejne pięć lat wcześniej. 

Rywalizacja Indii i Chin w tym małym, bo liczącym niespełna zaledwie 300 km kwadratowych i nieco ponad pół miliona mieszkańców, a niepodległym ledwie od sześciu dekad kraju jest doprawdy pasjonująca.

*Artykuł ukazał się na portalu wpolityce.pl

historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII, VIII i IX kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister - członek Rady Ministrów, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka