W klasyfikacji medalowej Zimowych Igrzysk Olimpijskich Polska zajęła miejsce na początku trzeciej dziesiątki. Biorąc pod uwagę tylko państwa Starego Kontynentu byliśmy na miejscu 12, a w UE - na 10. Z czterema medalami (trzy srebrne i brązowy) były to trzecie ZIO w historii polskiego sportu. Tylko w 2010 i 2014 zdobywaliśmy więcej medali ,bo sześć. AKAPIT. Skoro jest tak dobrze to dlaczego ... jest tak źle? Uznanie dla naszych medalistów olimpijskich oraz zawodników, którzy zajęli miejsca punktowane (w pierwszej „ósemce”) lub/i tych którzy pobili swoje rekordy życiowe nie powinno przysłaniać nam faktu, że więcej sukcesów niż Biało- Czerwoni na włoskich Igrzyskach odniosło szereg krajów o mniejszej populacji niż Polska. Konkretnie dziewięć państw z mniejszą liczbą ludności wyprzedziło nas w tabeli medalowej. Oczywiście gdyby tylko ten wskaźnik decydował o liczbie zdobytych krążków to Indie wygrywałyby wszelkie klasyfikacje, a wysoko byłyby Indonezja i Pakistan, a żaden z tych krajów nie zdobył ani jednego medalu na ZIO Anno Domini 2026.
Dlaczego tak jest? Za mało pieniędzy? Pewnie też skoro „bob” czyli pojazd, którym mkną bobsleistki używany przez Polki był przeszło trzy razy tańszy niż ten, który miały Amerykanki i ponad sześć razy tańszy niż ten używany przez mistrzynie z Niemiec. Pewnie też, skoro nasze saneczkarki, które były szóste używały sanek wyprodukowanych dziewięć lat temu. Nie chodzi wszak tylko o sprzęt, ale o fakt braku w Polsce np. profesjonalnych torów bobslejowych i saneczkarskich. Nasi reprezentanci tułają się np. po Niemczech i Łotwie. Czy winne są krasnoludki i sierotka Marysia? Nie. Poprzedni rząd zaplanował inwestycje na Dolnym Śląsku (Jamrozowa Polana) gdzie miał powstać pierwszy w Polsce tor bobslejowy w ramach Centralnego Ośrodka Sportu. Obecny rząd te inwestycję skreślił. Jednak nie uderzy się z tego powodu publicznie w piersi, bo zbyt zajęty jest atakowaniem prezesa i władz Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Nie ma przypadków. Jeżeli państwowe firmy, jedna po drugiej, gremialnie rezygnują z finansowania polskiego ruchu olimpijskiego, a tuż przed Igrzyskami dołącza do tego jeszcze telewizja Polsat - to w oczywisty sposób musi się to odbić na polskich sportowcach. Poświęcono ich na ołtarzu walki z prezesem PKOL Radosławem Piesiewiczem, którego główną winą jest fakt, że miał wsparcie poprzedniego prezydenta i poprzedniego rządu. Szkoda, że w tej walce nie zauważa się dobra samych sportowców. To coś więcej niz zbrodnia : to błąd...
*Artykuł ukazał się w tygodniku "Sieci"



Komentarze
Pokaż komentarze (1)