118 obserwujących
3441 notek
1646k odsłon
954 odsłony

Nasi w Kairze

Wykop Skomentuj4

Kair liczy ze 20 milionów mieszkańców, może trochę mniej, może więcej, któż to zresztą policzy. W tym mieście-molochu gigantyczne korki są w świątek-piątek (akurat w islamie piątek to faktycznie święto), nawet w nocy. Sam stałem w takim przed pierwszą w nocy i to na czteropasmowej jezdni. Ale w tym egipskim oceanie jest wyspa polskości. No, może wysepka. W kamienicy w centrum miasta funkcjonuje tu polska szkoła. Albo, jak chcą władze oświatowe w Warszawie: polski szkolny punkt konsultacyjny. Jak zwał, tak zwał, byle ponad trzydzieścioro polskich dzieciaków dobrze się miało. Lokal jest mały, raptem trzy pomieszczenia, więc choć szkoła funkcjonuje co piątek (święto!), a wyjątkowo w soboty, to dzieciaki przychodzą tam co dwa tygodnie: na przemian te z gimnazjum i te z podstawówki.

Młoda Polska” nad Nilem

W zeszłym roku jedno z dzieci było regularnie dowożone do Kairu z Hurghady, odległej o, bagatela, 200 kilometrów! W tym roku już nie musi, bo w tym słynnym kurorcie powstała polska szkoła. Założyły ją mieszkające tam Polki. Istnieje nieformalnie. Pomieszczeń użycza szkoła niemiecka, której dyrektoruje... nasza rodaczka.

W Kairze, w polskiej „szkole piątkowej” ‒ w Wielkiej Brytanii od II wojny jest cały system naszych „szkół sobotnich” ‒ wszyscy pracują społecznie. ORPEGZ ‒ oficjalna instytucja zajmująca się polskim szkolnictwem poza granicami kraju ‒ wysłała tam młodą nauczycielkę, ale ta zrezygnowała. Ponoć nie znaleziono następcy, choć aż się wierzyć nie chce, żeby nikt z wykształceniem pedagogicznym w 38-milionowym narodzie nie chciał choćby rok popracować w Kairze i zaliczyć „przygodę życia”. Czy aby rzeczywiście dobrze szukano?

W Hurghadzie języka ojczystego, polskiej historii i geografii uczy się około dwadzieścioro dzieci, w stolicy Egiptu ponad trzydzieścioro. Ta więcej niż „50” to tylko część „młodej Polski” nad Nilem. Co z pozostałymi? Część ma po prostu za daleko. Części nie pozwalają egipscy patriarchalni i niezbyt mądrzy ojcowie, którzy nie rozumieją, że dodatkowy język czy dwukulturowość to szansa dla ich potomków. Dodajmy, że i tak część polsko-egipskich małżeństw wraz z dziećmi wyjechała stąd do ojczyzny żon (przeważnie) podczas rewolucji lub z powodu kryzysu ekonomicznego. Spora część z tych, którzy zostali stara się wysyłać dzieciaki do Polski na wakacje. Nie wszystkich jednak na to stać. Mały Omarek pyta inne dzieci czystą polszczyzną „Jak to robicie, że do Polski jeździcie? Mama mówiła, że tak drogo”... On już dawno nie był u polskich dziadków i nie wiadomo kiedy pojedzie.

W Kairze, w polskiej „szkole piątkowej” ‒ w Wielkiej Brytanii od II wojny jest cały system naszych „szkół sobotnich” ‒ wszyscy pracują społecznie. ORPEGZ ‒ oficjalna instytucja zajmująca się polskim szkolnictwem poza granicami kraju ‒ wysłała tam młodą nauczycielkę, ale ta zrezygnowała. Ponoć nie znaleziono następcy, choć aż się wierzyć nie chce, żeby nikt z wykształceniem pedagogicznym w 38-milionowym narodzie nie chciał choćby rok popracować w Kairze i zaliczyć „przygodę życia”. Czy aby rzeczywiście dobrze szukano?

Matka-cudzoziemka w Egipcie

Czasem zresztą wyjazd młodych Polaków nad Wisłę, Odrę czy Wartę jest utrudniony z powodów całkowicie pozaekonomicznych. Chodzi o wymaganą w Egipcie zgodę ojca na zagraniczną podroż dzieci. A z tym bywa rożnie. Czasem o dzieciaki toczy się prawdziwa wojna ‒ nie tylko tutaj przecież, bo dotyczy to mieszanych małżeństw z udziałem Polaków w różnych częściach świata, choć najczęściej w Europie. Bywały już sytuacje swoistego „przemytu” naszych najmłodszych rodaków, wywożonych stąd podstępem, bo granicę zatrzasnął przed nimi własny tata. Mógłby o tym więcej opowiedzieć detektyw Krzysztof Rutkowski.

Zresztą jedna z Polek opowiada, że nawet po śmierci jej egipskiego męża na wyjazd jej dzieci do Polski musiał wyrazić zgodę brat zmarłego. A co dopiero w sytuacjach konfliktu, gdy państwo zawsze staje po stronie „swoich”, a nie matki-cudzoziemki, nawet jeśli przeszła ona wcześniej, mniej lub bardziej chętnie, na islam. Skądinąd nawet jeśli miejscowe sądy przyznają prawo do opieki nad dzieckiem (dziećmi) polskiej matce, to i tak nie sposób tego wyegzekwować. Sądy sądami, a „egipska sprawiedliwość” musi być po stronie „tutejszych”. I dzieją się cuda: policja, która z matką i adwokatem jedzie odebrać dzieci, zgodnie z sądowym wyrokiem, jakoś gubi drogę, staje, czeka, po chwili już cała dzielnica wie, że jadą do Ahmeda, a Ahmed ma czas, aby dzieci ukryć u sąsiadów. Egipski minister sprawiedliwości na to tylko bezradnie wzrusza ramionami.

Taktyczne” przejście na islam

Dziewczynka recytuje dla mnie „Polskę” Antoniego Słonimskiego, a chłopczyk Wandy Chotomskiej „Nasz dom”. Te i inne dzieci na Boże Narodzenie przygotowały program poetycko-muzyczny. Duża w tym zasługa pani Marii Stańczyk, oddelegowanej do polskiej szkoły z konsulatu decyzją ambasadora RP Michała Murkocińskiego. W polskiej placówce w tym największym spośród krajów arabskich i drugim państwie Afryki pracuje raptem 12 dyplomatów, a w sumie personel liczy tylko 25 osób. Nie ma co porównywać z innymi krajami wielkiej europejskiej szóstki. Może dlatego zielony smok z rysunku, który dostałem w prezencie patrzy na mnie tak smutno?

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale