83 obserwujących
529 notek
1643k odsłony
  587   0

Black Widow - coś się kończy, coś zaczyna (recenzja filmu)

Po dwóch latach przerwy, spowodowanych oczywiście pandemią, Marvel Cinematic Universe w końcu zaprezentował nam tak wyczekiwany 24 film tej franczyzy.

Ostrzeżenie - recenzja zawiera spojlery, więc kinomaniacy przed emisją niech lepiej zrezygnują z czytania:)

Film to takie swoiste pożegnanie (dosłownie zza grobu) jednej z mniej ważnych, ale też bardzo lubianych postaci, członkini Avengers, czyli tytułowej Czarnej Wdowy. Film był w planach już ładnych parę lat temu (tylko ona i Hawkeye nie mieli własnej produkcji), no i w końcu się udało.

Czy warto ten film obejrzeć?

Niewątpliwie tak. Mamy tu ponad dwugodzinną zabawę, super dialogi, całkiem niezłe sceny akcji i dość ... nietypowy humor:)


Przede wszystkim trzeba przyznać, że Florence Pugh (filmowa Yelena Belova) prezentuje się całkiem nieźle jako nowa Czarna Wdowa (nawet gdy jest otoczona całym tabunem czarnych wdów:) Fizycznie sobie nawet radzi (miłe zaskoczenie), a jej gra aktorska w połączeniu ze specyficzna mimiką i rosyjskim akcentem całkiem nieźle sugeruje pewne objawy prychopatologiczne, charakterystyczne dla tej postaci. Nie mówiąc o tym, że już opanowała superbohaterską wdowią pozę ... kto widział, ten zrozumie:)

Natasza i Yelena tworzą bardzo zgrany, siostrzany duet i naprawdę przyjemnie się je ogląda. Dołącza do nich Melina Vostokoff, jako przyklejona matka-specjalistka od umysłów i wolnej woli, oraz Alexei, głupkowaty tata-superżołnierz.

Tak więc, dla psychodramy w dysfunkcyjnej rodzinie, boleśnie szczerych kobiecych dywagacji na temat histerektomii, ale chyba najbardziej dla podstarzałego Red Guardiana (gra go rewelacyjnie Dawid Harbour), dla jego "wędkarskich opowieści" i problemów z łącznością, zdecydowanie warto ten film obejrzeć.

Nie wszystko jest jednak doskonałe.

Największą słabością tego filmu są kiepskie czarne charaktery, a przecież w takich produkcjach villainy są niezwykle ważne. O ile można jeszcze zrozumieć karykaturalność Dreykova, bo jest to parodia ze starych Bondów (albo to hołd, albo kpina ... do wyboru), to jednak przegięcia w przypadku Taskmastera nie można wybaczyć ...

W oryginale (komiksowym) Taskmaster to facet, Tony Masters. Tutaj (w filmie) to kobieta, Antonia Dreykov ... Zmieniono płeć, by się lepiej wpasowała we wzajemne relacje Nataszy z Dreykovem, w jej poczucie winy.

W komiksie Taskmaster ma wrodzoną zdolność do naśladowania innych, jest z niego doskonały mimic (nazywa się to fotograficznym refleksem/pamięcią). Może rzucać tarczą jak Cap, strzelać z łuku jak Hawkeye, walczyć wręcz jak Czarna Pantera. Jednak jego talent ma ogromną cenę - nowe umiejętności stopniowo wymazują mu pamięć tego kim jest.

Filmowy Taskamster nabył swoje zdolności dzięki chipowi, wszczepionemu w rdzeń kręgowy i cybernetyczny system kontroli, jakiemu jest nieustannie poddawany.

W efekcie, zamiast niezwykle ciekawej charakterologicznie postaci, która mogłaby zostać kolejnym (a ich nigdy dosyć) rewelacyjnym czarnym charakterem, otrzymaliśmy kobietę-drona, która swe zdolności zawdzięcza mikrochipowi.

Taskmastera gra Olga Kurylenko, jednak gra tylko samą śliczną twarzą, tutaj pokrytą bliznami. W stroju złoczyńcy siedzi bowiem facet, co zdecydowanie widać nie tylko po budowie ciała, ale też sposobie poruszania się. Całe szczęście, że w scenach walki radzi sobie (kaskader) znakomicie.

W sieci już pojawiły się ... nadzieje, że Taskamster odrodzi się niczym Mandarin. Przypomnijmy - w Iron Man III pojawił się taki fake-Mandarin, który mocno rozczarował fanów. Wkrótce w Shang Chi wystąpi jednak prawdziwy Mandarin, godny swego komiksowego wzorca. To najlepiej pokazuje, jak bardzo kontrowersyjny był filmowy Taskmaster dla fanów komiksów .

Film zdecydowanie wart jest obejrzenia, choć wśród fanów komiksów może wywołać duże kontrowersje.

P.S.

Yelena Belowa, czyli nowa Black Widow, pojawi się w serialu Hawkeye.

Filmowy Taskmaster naciąga łuk inaczej niż Hawkeye, używa bowiem wschodniego sposobu (choć nie widziałem zekiera:), gdy Barton robił to w sposób zachodni (pomijając pewne wpadki, gdy naciągał luk jak dziecko, trzymając strzałę na cięciwie między kciukiem a palcem wskazującym).


Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura