Rozmowa ze Zbigniewem Derdziukiem, prezesem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
Na początku marca w Warszawie odbyło się międzynarodowe Forum Zabezpieczenia Społecznego dla Europy współorganizowane przez ZUS. Dlaczego Zakład angażuje się w dyskusję o problemach systemów emerytalnych w Europie?
Polska, jak i inne kraje, odnosi niesłychany sukces. Dzięki funkcjonowaniu systemów zabezpieczenia społecznego, postępowi w medycynie i poprawie warunków życia, wszyscy żyjemy coraz dłużej. Dalsze przeciętne trwanie życia od początku lat 90. wydłużyło się w naszym kraju o ponad pięć lat.
Niektórzy mówią, że to problem, ale ja uważam, że jest to niewłaściwe określenie. To tylko kolejne wyzwanie, z którym musimy sobie poradzić. Prawdziwym problemem jest mniejszy przyrost naturalny i zmniejszanie się liczby mieszkańców, co pogarsza strukturę społeczną i niekorzystnie zmienia proporcje liczby pracujących i niepracujących. W Polsce wyraźnie to widać. Za 50 lat, według szacunków Głównego Urzędu Statystycznego, z 38 milionów zostanie nas tylko 30 milionów, a trzeba jeszcze pamiętać, że prognoza ta nie bierze pod uwagę emigracji. To naprawdę poważne zadanie przed systemem emerytalnym.
Ale nie tylko w Polsce się tak dzieje. Podobne problemy mają praktycznie wszystkie kraje na świecie, a zwłaszcza kraje Europy Zachodniej. Wspólnie musimy się zastanawiać jak wybrnąć z tej sytuacji. W globalnym świecie nikt nie poradzi sobie z tym problemem sam – to są nasze wspólne dylematy. W Europie ta konieczność współdziałania jest szczególnie istotna, ponieważ należymy do Unii Europejskiej, w ramach której obywatele mogą swobodnie wybierać miejsca do życia i pracy. I dlatego chętnie na ten temat rozmawiamy.
Poza tym zawsze warto wymieniać się informacjami, pomysłami i dobrymi praktykami z kolegami z innych krajów zgodnie z zasadą ”lepsze jest wrogiem dobrego”. Chcę zmieniać ZUS na lepsze i ciągle szukam na to nowych pomysłów. Takie Forum, jakie na początku marca odbyło się w Warszawie, jest do tego doskonałą okazją.
Ale przecież ZUS nie kształtuje polityki w zakresie zabezpieczenia społecznego, odpowiedzialne są za to rząd i parlament – podkreśla Pan to przy każdej okazji.
To prawda. Kształtowanie systemu emerytalnego należy do kompetencji rządu i parlamentu. ZUS jest tylko narzędziem polityki państwa w tym obszarze i zobowiązany jest do wykonywania decyzji podejmowanych przez polityków. Ale przecież od kształtu systemu, w jakim funkcjonuje instytucja, w dużej mierze zależy sposób jej funkcjonowania.
Tę zależność dobrze widać na przykład w obszarze finansowania systemu emerytalnego. Od politycznych decyzji zależy ilość środków przeznaczanych na wypłatę emerytur, czy rent, a z drugiej strony ustawowo – a więc też politycznie – kształtowana jest wysokość wpływów ze składek. W zależności od ustawienia tych proporcji, system może się bilansować się, albo może być deficytowy. Jeśli stosunek wpływów do wydatków jest ujemny, to trzeba szukać dodatkowych źródeł finansowania. I tu właśnie zaczyna się nasza rola, bo to ZUS musi np. znaleźć bank, który udzieliłby kredytu, wynegocjować korzystne warunki, a na końcu oczywiście go spłacić. W tym momencie istota przepisów bezpośrednio wiąże się ze sposobem ich wykonywania.
My jako Zakład Ubezpieczenia Społecznego dysponujemy informacjami i możliwościami analitycznymi i służymy wiedzą i ekspertyzami naszym partnerom w Ministerstwie w zakresie opisywania systemu. Ale oczywiście nie jest naszą rolą kreowanie polityki w tym zakresie.
Międzynarodowe Stowarzyszenie Zabezpieczenia Społecznego (ISSA) podkreśla, że problemy systemów emerytalnych trzeba rozwiązywać poprzez ciągłe ich reformowanie i dostosowywanie do zmieniającej się rzeczywistości. Jakie są pomysły na uzdrawianie systemów?
Na Forum dużo czasu poświęciliśmy dyskusji na ten temat. Pomysłów jest wiele, ale najczęściej powtarzane były argumenty za koniecznością stopniowego wydłużania wieku emerytalnego oraz upraszczania i „spłaszczania” systemu emerytalnego.
Jeżeli chodzi o przesuwanie granicy zakończenia aktywności zawodowej wydaje się to całkiem uzasadnione, ponieważ wydłuża się średnia długość życia w ogóle, poprawia się jakość opieki zdrowotnej i dzisiaj ludzie 60-65-letni są zazwyczaj jeszcze całkiem sprawni i aktywni. Najczęściej też mają jeszcze ochotę pracować, albo udzielać się społecznie. Dlaczego więc nie mielibyśmy wykorzystywać tej ochoty?
Tym bardziej, że tendencje demograficzne – o czym już wspominaliśmy, wyraźnie wskazują, że stosunek liczby osób na emeryturze do liczby pracujących gwałtownie zmienia się na niekorzyść tych młodszych. Musimy więc szukać nowych źródeł zwiększenia liczebności w grupie pracujących.
Tu od razu należy zastrzec, że uzdrawianie systemu w tym obszarze nie może być podejmowane bez równoczesnych działań zmierzających do podniesienia faktycznego wieku, w jakim Polacy przechodzą na emeryturę. Dzisiaj należymy do grupy krajów, w którym ten wiek jest najniższy w Europie. Aby tego dokonać potrzebne jest zreformowanie tzw. specjalnych systemów emerytalnych. Pierwsze kroki w tym kierunku zostały już zrobione: mam na myśli wprowadzenie emerytur pomostowych dla osób pracujących w szczególnych warunkach.
Trzeba też przyciągać do rynku pracy grupy dotychczas na nim niefunkcjonujące. Mam tu na myśli np. kobiety wychowujące w domu dzieci, niepełnosprawnych, a także dużą grupę ludzi zatrudnionych nielegalnie w tzw. szarej strefie. Niektóre kraje szukają rozwiązań także w otwieraniu się na imigrantów i sprowadzaniu „zasobów” z zagranicy. Ja sądzę, że to nie do końca się sprawdzi, ponieważ wszystkie kraje na świecie mają problem ze zmniejszaniem się liczby pracujących i wszyscy coraz lepiej zdają sobie z tego sprawę. Więc i „konkurencja” na rynku imigracji będzie coraz większa, pojawią się też rozwiązania lokalne zachęcające ludzi do pozostawania na rynku pracy w swoich krajach.
A na czym miałoby polegać „spłaszczanie” systemów emerytalnych?
To jest właśnie drugie rozwiązanie zdobywające coraz większą popularność na razie wśród ekspertów, ale myślę że wkrótce zainteresują się nim także decydenci.
Najogólniej mówiąc chodzi o to, aby zachęcać ubezpieczonych, czyli pracujących, do przejmowania odpowiedzialności za finansowanie ich własnych przyszłych świadczeń. Potrzebne są do tego dwie rzeczy. Po pierwsze zlikwidowanie przywilejów emerytalnych i ujednolicenie zasad przyznawania świadczeń (czyli właśnie „spłaszczenie”), żeby wszyscy bez wyjątków dostawali je według jednakowego schematu. Po drugie przekształcenie systemu w taki sposób, aby w ramach państwowej części (czyli naszego I filara) gwarantował on wypłatę świadczenia w kwocie jednakowej dla wszystkich i określonej na poziomie pewnego standardu socjalnego, a o resztę każdy ubezpieczony musiał troszczyć się sam.
ISSA w swoim raporcie przedstawionym w Warszawie sugeruje, że mogłoby to wyglądać tak: publiczny system obejmujący wszystkich zatrudnionych zapewnia im świadczenia na poziomie około 40 procent ostatniej pensji. Pozostała część emerytury wypłacana jest z prywatnej części systemu emerytalnego, w zależności od preferencji i możliwości finansowych ubezpieczonego.
W Polsce od 11 lat funkcjonuje system, który mniej więcej przypomina ten, który pan właśnie opisał. Być może wystarczyłoby tylko nieco go dopracować…
Rzeczywiście mamy dwa filary obowiązkowe, które dają pewną, choć stosunkowo niewysoką emeryturę. Jest też dobrowolny trzeci filar, który pozwala podnieść standard życia po zakończeniu aktywności zawodowej. Mało kto jednak o nim pamięta, bo też konstrukcja tego filara jest mało zachęcająca do inwestowania. Ograniczeniem jest też poziom zamożności i zdolności do oszczędzania.
Niewątpliwie warto upraszczać procedury, bo stają się wtedy bardziej zrozumiałe dla ludzi. Ale oprócz zmieniania i upraszczania przepisów potrzeba jest też edukacja społeczeństwa. Obecnie poziom wiedzy o systemie emerytalnym jest niski. Polacy nie wiedzą w jaki sposób są finansowane emerytury i w większości sądzą, że to ZUS decyduje o wysokości ich świadczeń, choć przecież nie jest to prawda.
My – jako ZUS - robimy na tym polu dużo, ale w działalność edukacyjną powinny się włączyć również inne instytucje związane z systemem emerytalnym, np. powszechne towarzystwa emerytalne, albo firmy ubezpieczeniowe. Nie może to być z ich strony tylko reklama. Trzeba wyjaśniać sprawy podstawowe i tłumaczyć, dlaczego płacimy składki i co w zamian dostajemy.
Myślę, że warto byłoby też spróbować kiedyś wspólnie z Ministerstwem Pracy i Polityki Społecznej i Państwową Inspekcją Pracy przeprowadzić dużą kampanię społeczną na temat konsekwencji pracy na czarno. To jest olbrzymi problem, nie tylko zresztą w Polsce.
Może warto też zachęcać do rodzenia dzieci?
Na pewno. Większy przyrost naturalny byłby najlepszym lekarstwem na problemy z demografią i starzenie się społeczeństwa. Ja sam mam czwórke dzieci i bardzo sobie to chwalę, bo to jest korzystne i dla rodziny i dla państwa. Im więcej dzieci się rodzi, tym później będzie więcej składek wpływać do systemu ubezpieczeń społecznych. Oczywiście wsparcie państwa dla polityki prorodzinnej powinno być większe, bo taka „inwestycja” jest najbardziej opłacalna.
Starzenie się społeczeństw niesie ze sobą również inne wyzwania. W Polsce zaczyna się powoli dyskusja nad finansowaniem długoterminowej opieki nad osobami niedołężnymi. Czy w innych krajach też się o tym myśli?
Tak. To są wyzwania przed jakimi stoją wszystkie systemy emerytalne i trzeba o nich rozmawiać. Przemyślenia wymagają nowe formy zabezpieczenia społecznego obejmujące właśnie osoby przez lata niezdolne do samodzielnej egzystencji, albo kobiety przez całe życie pozostające na utrzymaniu męża. W Polsce myślimy też o nowych zasadach finansowania rent z tytułu niezdolności do pracy i na tym polu jesteśmy prawdziwymi pionierami – rent obliczanych na zasadach kapitałowych nie próbował wprowadzać jeszcze nikt inny na świecie. Wyzwaniem jest też równowaga na rynku pracy zachwiana przez ostatni kryzys ekonomiczny.
W jakim sensie?
To są naczynia połączone. System ubezpieczeń społecznych jest bardzo czułym instrumentem wskazującym wszelkie wahania na tym rynku. Bankructwa firm i zwalnianie pracowników, albo obniżanie pensji natychmiast obniżają wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. A chwilę później zauważamy wzrost wydatków, np. na zasiłki chorobowe, świadczenia przedemerytalne itp. (…)
Na szczęście nasza gospodarka ciągle się rozwija, bezrobocie utrzymuje się na stałym poziomie, system emerytalny funkcjonuje stabilnie. Nikt emerytom nie zamierza zmniejszać wypłat. Wręcz przeciwnie - w marcu ponieśliśmy emerytury o 4,62 proc. – najwięcej w całej Europie.
Ale deficyt w FUS z roku na rok się powiększa i ten trend się pogłębia. Wystarczy zajrzeć do najnowszej prognozy aktuarialnej ogłoszonej przez ZUS…
Ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych zobowiązuje ZUS do przedstawiania co roku prognozy na następne pięć lat, w której przewiduje się sytuację finansową FUS w kontekście aktualnie obowiązującego prawa. W najnowszej prognozie przewidujemy, że potrzeby finansowe Funduszu Ubezpieczeń Społecznych ze źródeł innych niż składki będą wynosić około 70 mld zł rocznie.
Zwracam jednak uwagę, że obowiązujące przepisy traktują dotacje budżetowe do FUS jako jedno z wielu źródeł finansowania systemu, tak samo, jak wpływy ze składek, dotacje z Funduszu Rezerwy Demograficznej, czy kredyty bankowe. Nie może więc być mowy o „deficycie”. Deficyt mielibyśmy wówczas, gdyby prawo nakazywało pokrywać wszystkie wydatki tylko wpływami ze składek, a tych wpływów było by za mało.
Przewidywany w prognozie poziom dotacji nie jest zagrożeniem dla funkcjonowania systemu. ZUS ma zagwarantowane pokrycie wszystkich zaplanowanych wydatków z dużym zapasem. Emeryci i renciści mogą spać spokojnie – nikt nie zabierze im ich pieniędzy (…).
Rozmawiał Przemysław Przybylski
Cały wywiad opublikowany zostanie w kwietniowym numerze miesięcznika „Ubezpieczenia Społeczne. Teoria i Praktyka”.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)