Każdy chyba zgodzi się ze mną że najwięcej marnotrawstwa jest w sektorze państwowym i ze trzeba ten sektor możliwie jak najbardziej ograniczać. W końcu nikt nie dba o wspólne badź też cudze tak jak o swoje. A państwo jest dla nas praktycznie cudze. Każdy z nas dzieli je z ponad 30 milionami innych Polaków, co daje proporcjonalnie podobny udział jak jedna akcja n.p. PKN Orlen a wątpie żeby posiadacz jednej akcji czuł, że Orlen jest jego.
Z drugiej strony są obszary, na których bez sektora państwowego byłoby źle bądź też tragicznie. Dotyczy to szczególnie tych dziedzin rynku, w ktorych rynkowość nie ma szans na przetrwanie. Doskonałym przykładem może być słłużba zdrowia. W dużych metropoliach po prywatyzacji moglyby działac normalne zasady wolnego rynku, w mniejszych mielibyśmy klasyczny korporacjonizm. Rynkowa edukacja z kolei zbyt wiele mogłaby nas kosztować na dłuższą metę. Potrzebujemy więc instytucji państwowych. I tu pojawia się problem. Urząd musi się gdzieś mieścić, urzędnik musi mieć na czym pracować, poszczególne oddzialy administracji musza mieć ze sobą kontakt. No i jeszcze chcemy, by ta administracja coś stworzyla: drogi, szpitale, szkoły etc.
Potrzebna jest więc masa budynków, telefonów, komputerów, kabli... To wszystko trzeba kupić. Obecna ustawa o zamowieniach publicznych sprawia że to wszystko kupujemy jak jacyś idioci - czasami dwu- czasami sześciokrotnie drożej. Wypadało by to zmienić. Jak? osobiście proponuje popatrzeć na dwa największe światowe mocarstwa - USA i Chiny.
W Chinach z drobnymi przerwami od prawie półtora tysiąca lat istnieje nizależna gałąź władzy zajmująca się wyłącznie oceną kandydatów do biurokracji państwowej. Żyjemy w XXI wieku, o zarządzaniu pieniędzmi wiemy bardzo dużo w tym jak uczyć ludzi tej sztuki i jak oceniać ich zdolności. Mamy więc pierwszą część proponowanego przeze mnie mechanizmu - wstępne sprawdzanie umiejętności przed dopuszczeniem kogoś do zarządzania publicznymi pieniędzmi.
Krok numer dwa. Tym razem zgapiamy od USA. W tamtejszych samorządach radni pełnią swe funkcje bezpłatnie a ich obowiązki streszczaja się do ulożenia listy życzeń oraz wyboru managera który będzie ją realizował. W ten sposób do dużych projektów w których można oszczędzić lub zmarnować duże sumy pieniędzy trafiają sprawdzeni ludzie. Funkcje takie jak minister czy poseł nie muszą być bezpłatne, ale zarządzaniem pieniędzmi powinni zajmować się fachowcy.
No i trzecie i najważniejsze - zasada kija i marchewki. Projekty publiczne należy podzielić na kilka stopni ważności. Odpowiedzialność za nieprawidłowości przy realizacji powinna byc proporcjonalna do rangi przedsięwzięcia. Podobnie z pensjami. Człowiek odpowiedzialny za organizację EURO powinien zarabiać setki razy tyle co szef budowy szkoły podstawowej w Wąchocku. Dodatkowo zarządzający powinien mieć udział w tym co uda mu się zaoszczędzić. EURO byłoby zorganizowane dobrze i tanio, podobnie byloby z budową wspomnianej wcześniej szkoły. Bo jej budowniczy wiedziałby, że budując ją jak trzeba otwierałby sobie drogę do ważniejszych i lepiej płatnych zadań.
34
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)