rzezioo rzezioo
270
BLOG

Demokracja wolnorynkowa - stan nierównowagi

rzezioo rzezioo Polityka Obserwuj notkę 2

Wielu pewnie zastanowi ten tytuł. Stan nierównowagi to we wszystkich znanych mi naukach taki stan, który nieuchronnie prowadzi do zmian, stan przejściowy. Nierównowaga powstaje wtedy, gdy różne składowe rzeczywistości drastycznie do siebie nie pasują. Może to być za dużo uranu i wolnych neutronów lub dysproporcja między popytem a podażą. Ten artykuł opisuje jednak zupełnie inny przykład - połączenie demokratycznego ustroju politycznego z wolnorynkowym systemem gospodarczym.  Jest to też przykład zupełnie inny od dwóch poprzednich. Nie będzie tu gwałtownych eksplozji. Nie będzie też fluktuacji. Będzie - co ja mówię? - od jakiegoś czasu jesteśmy świadkami powolnego progresu w stronę stanu równowagi.

Ktoś kiedyś pozwolił sobie nazwać wolny rynek "demokracją w której każdy grosz daje prawo głosu". Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, ale jednak nie udowadnia ono tezy, którą autor najwyraźniej chciał udowodnić - że wolny rynek jest tworem zgodnym z demokracją. Pobawmy się w tworzenie takich zdań. Monarchia to taka demokracja, w której korona daj prawo głosu. Nazizm to taka demokracja, w której funkcja wodza daje prawo głosu. I tak można by prawie każdy ustrój scharakteryzować jako demokratyczny. Jednak w demokracji głos każdego człowieka jest równy, a w gospodarce wolnorynkowej siła głosu zależy tylko i wyłącznie od umiejętności. Wolny rynek jest więc tworem stricte merytokratycznym.

Dlaczego jednak połączenie go z demokracją  jest niestabilne? Potrzeby majątkowe leżą w piramidzie ludzkich potrzeb znacznie niżej niż potrzeba władzy toteż ludzie najpierw chcą zaspokoić te pierwsze. Władza daje możliwość ominięcia wymagań systemu ekonomicznego i zdobycie pieniądza bez wysiłku i ta możliwość zawsze będzie wykorzystywana. Nigdy w historii ani w przyszłości nie będzie ubogiego satrapy. W demokracji jest podobnie. Ludność ma władzę i nie zawaha się jej wykorzystać by zwiększyć swoje zadowolenie ze stanu posiadania. Właśnie, zadowolenie a nie sam stan. Ludzkie potrzeby są relatywne. Człowiek bezwzględnie chce mieć tyle ile mu potrzebne do przeżycia a poza tym nie chce mieć znacząco mniej od sąsiada. Badania pokazują, że mieszkańcy gett są szczęśliwsi niż ci, którzy są w pół drogi do dostatniego życia. Dlaczego? Bo nie mają tego porównania, swoją biedę uznają za naturalny porządek rzeczy. Ponad połowa ludności świata żyje za mniej niż 150 złotych miesięcznie. I jakoś wierzyć mi się nie chce, że są mniej szczęśliwi niż polska biedota żyjąca za 10 razy tyle.

Miarą jakości rządów w demokracji jest zadowolenie społeczne. I właśnie dlatego kolejne demokratyczne rządy koncentrować się będą nie na tworzeniu warunków do bogacenia się społeczeństwa, ale na niwelowaniu różnic społecznych - głównego źródła niezadowolenia. W Polsce i w Europie tworzy się coraz to nowe normy, koncesje, podatki. Jesteśmy świadkami jak gospodarka wolnorynkowa ewoluuje w centralnie planowaną. Gdy ta ewolucja się zakończy to może nie będzie u nas nowych technologii. Może nie będzie nowej stylistyki. Ale sąsiad nie będzie jeździł  Porsche. Będziemy szczęśliwsi. Nasze szczęście mogą zepsuć tylko wiadomości z innych regionów świata. Ale czy naprawdę nam, Europejczykom, tak trudno będzie ich znienawidzić i wzgardzić? Czy naprawdę demokratycznie wybierzemy sobie media donoszące nam o takich złych, psujących nastrój faktach? No jak Państwo sądzą?

rzezioo
O mnie rzezioo

24 lata. Tradycjonalista i zwolennik wolnego rynku. Wolnego. Bez patologii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka